Relacje z podróży i wędrówek do 1000 km

Szlaki długodystansowe

Sprzęt i porady

YouTube & Instagram

Festiwale, spotkania, prasa

wtorek, 19 grudnia 2017

Test: Bielizna Kwark Polartec Power Dry (prototyp)

Prototyp getrów Kwarka z Polartec Power Dry otrzymałam do testów późną wiosną 2016. Testowałam je latem w Szwecji i w Polsce i spodobały mi się tak bardzo, że poprosiłam Kasię, właścicielkę Kwarka o uszycie także koszulki, z zamiarem zabrania zestawu na Appalachian Trail w 2017. Tak weszłam w posiadanie obu części zestawu za co Kwarkowi bardzo dziękuję.
 
 

Teraz kiedy nadszedł czas na podsumowanie sezonu, kiedy okazało się, że ten materiał nie jest już produkowany i wykonana z niego bielizna nie znajdzie się w ofercie Kwarka. Postanowiłam jednak opublikować recenzję "in memoriam". Równolegle testowane było kilka rodzajów dzianin i ostatecznie w ofercie znalazła się bardziej rozciągliwa, cieńsza wersja Power Dry.
 
Na zestaw, zwany pieszczotliwie pomarańczową piżamą, składa się koszulka z krótkim zamkiem oraz getry. Obie rzeczy są mniej więcej w rozmiarze S, a koszulka została uszyta dla mnie na miarę.
 
Waga koszulki: 136 g
Waga getrów: 118 g
 
 
 
 
Materiał
 
Bielizna wykonana jest z materiału Polartec Power Dry o nie do końca znanej gramaturze, prawdopodobnie 120 g/m2 (choć wydawało mi się, że więcej), o chropowatej strukturze i fakturze w drobną kratkę. Nie ma połysku jak inne tego typu tkaniny i nie jest w dotyku plastikowy. Jest dosyć elastyczny.
 

Kolor marchewkowy był ciepły i rozgrzewający, sprawiał że byłam zawsze widoczna :-) 
 
 
 
Krój
 
Krój koszulki jest prosty i funkcjonalny. Rękawy wszyte prosto, korpus lekko taliowany, tył przedłużony (przedłużyłabym przód żeby wyglądały tak samo). Na moją prośbę koszulkę zaopatrzono w golf z krótkim zamkiem - uważam to rozwiązanie za najbardziej praktyczne, zapewnia ciepło (nie noszę buffa, a mój śpiwór nie ma kaptura) i wentylację. Golf sprawdził się znakomicie, lubię się w niego wtulać.

 
Krój getrów jest bardzo prosty, ponieważ był to prototyp robiony na szybko według dziecięcego wykroju trzeba go było poprawić na bardziej kobiecy :-). Z początku miałam problem z ciasnością w łydkach, ale z czasem materiał się rozciągnął (przez to nogawki się skróciły). Talia jest dość wysoko, co mi niezbyt odpowiada - getry zjeżdżają i tak na swoje miejsce i trochę wiszą w kroku. Materiał nie jest bardzo elastyczny i aż się prosi o bardziej zaawansowany krój (panele), jednak rozumiem, że to był tylko prototyp.

Wszystkie szwy są płaskie.
 
 

 
Termika
 
Podczas przejścia Appalachian Trail, a później Long Trail i Northville-Placid Trail miałam okazję używać Power Dry w najróżniejszych warunkach, od przymrozku (-3) do upałów (+30). Na tak długiej wyprawie, gdzie nie można sobie pozwolić na dźwiganie zbyt wielu rzeczy trzeba było pójść na kompromis. Uznałam, że właśnie ten materiał będzie najbardziej odpowiedni na lekką drugą warstwę - nie za ciepły, nie za chłodny. Porównanie termiki z wełną merino o podobnej gramaturze 150 g/m2 wypada bardzo podobnie. Wełniany zestaw Bergansa, którego używałam w Nowej Zelandii miał gramaturę 200 g/n2 i tu porównanie oczywiście wypada na korzyść wełny, jest ona cieplejsza, a dzianina w dotyku odrobinę bardziej mięsista. Power Dry jednak odrobinę nadrabia kratką, która w stopniu co prawda minimalnym, ale zatrzymuje ciepło.
 
Gramatura 120 g/m2 wskazuje na średnią termikę, a zatem nadaje się na chłodne dni trzysezonowo. Zimą nie jest wystarczająca, chyba że ktoś należy do osób, którym jest wybitnie ciepło. Power Dry wybrałam jako swoją jedyną warstwę termiczną poza kurtką puchową na całą wiosnę i lato na Appalachian Trail, jedynie przez pierwszy miesiąc używałam Power Strechu.
 
Taki wybór może się wydawać ryzykowny, jednak Power Dry sprawdził się. Wielokrotnie bywałam na krawędzi zmarznięcia - nie mogłam się na przykład zatrzymywać na dłuższe przerwy, ale wpisywało się to w mój plan szybkiego marszu. Zupełnie inaczej było w trakcie kilku fal upałów - tutaj liczyła się oddychalność i jak najmniejsza termika - nawet w upalne noce, kiedy temperatura sięgała powyżej 30 stopni Celsjusza nie czułam dyskomfortu, a dzięki temu że miałam bieliznę na sobie (z podksanymi rękawami i rozpiętym zamkiem) nie kleiłam się do maty ani do samej siebie. Koszulkę solo mogłabym zapewne nosić w czasie aktywności do około +15 stopni Celsjusza, potem już byłoby zdecydowanie zbyt gorąco.
 
 
 
Oddychalność
 
Power Dry oddycha bardzo dobrze, choć koszulki nie sprawdziłam go nigdy jako pierwszej warstwy w czasie dużej aktywności. Coś co ma bezpośredni związek z oddychalnością to przewiewność - silniejszy wiatr z łatwością przewiewał materiał, szczególnie czułam to na przedramionach, gdzie koszulka jest nieco bardziej obszerna niż w innych partiach.
 
 
Schnięcie
 
Testowanie schnięcia było dosyć intensywne - jako że moja kurtka przeciwdeszczowa nie była wodoodporna często chodziłam mokra, a w zimne dni nosiłam pod nią Power Dry jako drugą warstwę, a w ten sposób wszystkie moje warstwy były mokre. Zależało mi na tym żeby do czasu kiedy pójdę spać ubranie mieć w miarę suche dlatego szczególnie zależało mi na tym żeby bielizna szybko schła (oczywiste jest, że nie miałam zamiaru nosić kolejnego zestawu do spania). To było główną przyczyną (oprócz mniejszej wagi) zabrania zestawu syntetycznego, a nie z wełny merino jak to miało miejsce w Nowej Zelandii. Syntetyk sechł faktycznie szybciej niż wełna i nie bałam się go przemoczyć. Wystarczyło wykręcić rękawy, a reszta wysychała sama.
 
 
Wytrzymałość
 
Pod względem wytrzymałości jest bardzo dobrze. Bielizna nie ma żadnych dziur, ani wyraźnych uszkodzeń.
 
W jednym miejscu mam zaciągniętą nitkę (przeprawa przez jeżyny), wysnuła się też nitka ze szwu na kolanie, ale to wina rzepów w moich stabilizatorach, które zawsze wyszarpują nici z ubrań.
 
Po roku użytkowania zarówno na koszulce jak i getrach widać bardzo drobne zmechacenia. Pojawiły się one na początku, a potem już ich nie przybywało.
 
 
 
 
 
Smrodliwość
 
Całego zestawu używałam przede wszystkim jako bielizny do spania, a przy takim użytkowaniu trudno o to aby się zaśmierdła. Po miesiącu takiego użytkowania bez prania bywała nieświeża, zwłaszcza że zdarzały się upalne noce, jednak nie było to nic, co by odrzucało na wstępie.
 
 
Koszulki ponadto używałam jako drugiej warstwy na koszulkę z krótkim rękawem z mieszanki wełny merino i tencelu (włókna celulozowego) Icebreakera. W tym wariancie nie było mowy o łapaniu zapachów.
 
Podobnie było w przypadku getrów, które z kolei bywały pierwszą warstwą, noszone pod krótkimi spodenkami, w zimne dni (zapewne -3 do +8). Nie należę do osób, które dużo się pocą, a już na pewno nie pocą mi się nogi, jedynie pod stabilizatorami, które noszę na kolanach.
 
 
W ciągu pół roku prałam swój zestaw trzykrotnie: pierwszy raz po upływie półtora miesiąca, drugi po kolejnych dwóch i później po miesiącu po powrocie do domu. W żadnym wypadku nie czułam, że to konieczne, po prostu akurat trafiła mi się okazja do wrzucenia ubrań do pralki bezpłatnie.
 

Podsumowanie
 
Z Power Dry byłam bardzo zadowolona i bardzo lubiłam swoją "marchewkową piżamę". Mam zamiar jeszcze długo z niej korzystać w czasie letnich trekkingów. Jej główną zaletą jest niska waga i uniwersalność, coś niezwykle cennego w czasie długich wędrówek, kiedy nie można zabrać ze sobą całej szafy. Szkoda, że nie znajdzie się w ofercie Kwarka, bo byłaby świetna dla zwolenników f&l, jednak można mieć nadzieję, że inne rodzaje Power Dry także się sprawdzą.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz