czwartek, 11 lutego 2016

Te Araroa: St Arnaud - Lake Coleridge

Dawno nie mialam okazji niczego napisac, ale wlasnie trafilam pod dach goscinnych ludzi w wiosce Lake Coleridge, nie ma tu zasiegu GSM, ale jest internet :-)

Dzien w ktorym opuscilam St Arnaud byl deszczowy, tak jak i kolejne... Szlak Sabine-Travers Circuit, ktory Te Araroa wykorzystuje na tym odcinku obfitowal jednak w wygodne chatki. Po drodze Blue Lake - najczystsze jezioro swiata, podobno.


















Rozpogodzilo sie akurat kiedy bylo trzeba - na przejscie Waiau Pass. Podobno to najtrudniejszy odcinek, ale przy dobrej pogodzie wcale tak go nie odebralam. Luzne kamienie na podejsicu nie sprawily problemow, a wspinaczka na zejsciu to fajne urozmaicenie.






 

 
W nastepnej dolinie osiagnelam dlugo wyczekiwane 2000 km!

 


Niebawem dolaczylam do szlaku St James Walkway, widoki ladne, a po wysokogorskich atrakcjach docenilam uroki wedrowania plaska dolina. Chatki takze bardzo przyjemne.


 






W Boyle Village spedzilam noc i odebralam nastepna paczke jedzenia, po czym ruszylam dalej. Po drodze znow rzeki do przejscia, a dalej szlak dosyc nudnawy, dolinami. Po drodze jednak 2100 km i atrakcja - gorace zrodelko, w ktorym spedzilam pol godziny, po czym musialam odpoczac, bo nie moglam sie ruszyc :-)


 
 



Poziom adrenaliny nie opadal, a to trzy-linowy most (odpuscilam), a to gnijace zwloki w strumieniu... A potem rzeki, rzeki, rzeki.




 
 
 
 
 

 
 
 
 
Deception-Mingha Track jednak bardzo przypadl mi do gustu. Przeszlam ten szlak z Sophia, bardzo mila Nowozelandka, ktora dodawala mi otuchy przy przechodzeniu strumienia (to na tym odcinku kilka tygodni temu utonela kobieta prawdopodobnie trenujaca biegi, byla w piecioosobowej grupie, ale poziom wody przypuszczalnie byl wyzszy).

 
 





 


 
 
W Arthur's Pass (koszmarem tego miejsca sa papugi kea, ktore na polu namiotowym każdej nocy średnio niszcza trzy namioty, nie oszczedzily tez mojej moskitiery) spotkalam sie z Annette, ktora obecnie podrozuje i przechodzi niektore latwiejsze odcinki. Takze ten, ktory mialam wlasnie przed soba. Niestety zagadane nie zauwazylysmy, ze idziemy niewlasciwym szlakiem. W ten sposob stracilysmy caly dzien, trzy godziny podchodzac, dwie schodzac, a potem bedac wykonczone zleglysmy w najblizszej chatce. Tam dopedzil nas dawno nie widziany Lukas, takze nastepnego dnia szlismy wszyscy razem.
 
 
 


 
 
 
 
 
 
Po nocy spędzonej w Hamilton Hut Annette ruszyla w swoja strone, a ja dobilam do 2200 km!
 
 


 
Dalej szlak biegl takze dolina, az zblizyl sie do Lake Coleridge  (bylo tam prymitywne pole biwakowe na końcu swiata, na ktorym przenocowalismy z Lukasem) i meandrowal nad brzegami jeziora (brzmi romantycznie, ale w rzeczywistosci to 28 km w znakomitej wiekszosci po drodze szutrowej, bo wlasciciel terenu nie zyczy sobie wedrowcow nad jeziorem).

 
 
 
 
 
 
 

Tak oto znalazlam sie u brzegu Rakaia River, ktora to jutro zamierzam objechac, zawijajac po drodze do Metheven w celu uzupelnienia zapasow. Rzeka jest zbyt duza zeby ja przekroczyc (niektorym sie udaje, ale szlak nie kontynuuje sie na tym odcinku, bo to zbyt niebezpieczne).

Nastepna miejscowosc to Lake Tekapo - do zobaczenia :-)