wtorek, 8 stycznia 2019

Sztuka biwakowania, czyli gdzie i jak rozbić namiot

Wędrując szlakami długodystansowymi wiele razy słyszałam od spotkanych wędrowców wyznających ideę fast & light, że dla nich niemożliwe jest biwakowanie w dobrych miejscach - szukanie odpowiedniego miejsca jest dla "mięczaków", a prawdziwi twardziele rozbijają się tam gdzie ich noc zastanie - a jakoś tak się dzieje, że zastaje ich zawsze w najgorszych, najmniej płaskich, najbardziej zawilgoconych i najbardziej wietrznych miejscach.

Zastanowiło mnie to. Ja również często chodzę do zmierzchu, a jakoś rzadko mam ten kłopot... Może jest to więc sprawa umiejętności dostrzeżenia w otaczającym krajobrazie dobrego miejsca na nocleg?


Co to jest dobry biwak?


Zdjęcie powyżej przedstawia mój najlepszy z najlepszych biwaków. Rzadko spędzam więcej niż jedną noc w jednym miejscu, wtedy tak jednak było. Po tym jak zdobyłam szczyt Mount Katahdin i zakończyłam przejście Appalachian Trail, poszukiwałam właśnie idealnego biwaku, miejsca o dobrych walorach krajobrazowych, nad jeziorem w którym mogłabym się kąpać i z którego czerpałabym wodę, miejsca zacisznego, schowanego przed ludzkim wzrokiem, osłaniającego od niepogody, ciepłego i suchego. To był idealny biwak.

Rzadko trafiają się aż tak dobre miejscówki, większość jest jednak zupełnie zadowalająca. Przez dobry biwak rozumiem miejsce, w którym łatwo rozbić namiot, które jest płaskie i osłonięte przed wiatrem, w którym nie nawiedzi mnie żaden człowiek ani dzikie zwierzę, w którym nie utonę w kondensacji, a najlepiej w ogóle jej uniknę.
 
Niestety walor krajobrazowy rzadko chodzi w parze z resztą. Zanim zaczniemy poszukiwania musimy się zastanowić na czym nam najbardziej zależy, bo prawa natury są niestety takie, że miejsca najpiękniejsze rzadko są miejscami, w których dobrze się śpi.

Poniższe zdjęcie przedstawia jeden z moich najładniejszych biwaków, bardzo kiepski jeśli chodzi o ochronę przed warunkami atmosferycznymi.



Biwakować czy nie?

Zacznijmy od tego, że najwygodniej jest... nie biwakować. Najprzyjemniejszymi miejscami do noclegu na łonie natury są stałe konstrukcje stworzone dla wygody turystów - wiaty. Pod wiatą schowamy się przed deszczem, dzięki znakomitej wentylacji unikniemy kondensacji, będziemy mieć masę przestrzeni i nie stracimy czasu i energii na rozbijanie namiotu.

Jeżeli jednak chcemy być bliżej natury lub żadnej wiaty nie ma w pobliżu, jesteśmy skazani na spędzenie nocy pod namiotem.

Czy i jak planować biwak

Znam osoby, które planując trekking spędzą wiele godzić ślęcząc nad mapami, planując dzienne dystanse i potencjalne miejsca biwakowe. O ile ma to sens na kilkudniowej wycieczce, na której chcemy jak najlepiej spędzić czas, na dłuższą metę nie sprawdzi się, bo rzeczywistość szybko zacznie odbiegać od tego, co sobie planowaliśmy. Stracimy też niepotrzebnie czas.

Dobrze jest jednak rzucić okiem na mapę i przyjrzeć się choćby pobieżnie odcinkowi, jaki mamy przejść w ciągu następnego dnia. Zobaczymy czy będziemy poruszać się w łatwym terenie z mnóstwem dogodnych biwaków czy też może czeka nas marsz skalistą granią, sprawdzimy jak wygląda sytuacja z wodą. Na tym etapie możemy określić gdzie mniej więcej planujemy dojść.

Dogodne miejsce biwakowe pomoże nam znaleźć mapa i umiejętność jej czytania. Zauważymy, że w miejscach gdzie poziomice rozmieszczone są rzadziej teren jest bardziej płaski, że zaznaczono kaniony i urwiska, a nawet skupiska głazów. Znajdziemy też wodę.

Jeśli nic nie zwiastuje tragedii, za szukanie miejsca pod namiot zabierzmy się pół godziny przed planowanym zakończeniem wędrówki. W tym czasie zorientujemy się już, gdzie wylądujemy na noc, a zapas czasu pozwoli na elastyczność w wyborze miejsca. Przyjrzyjmy się czy poruszamy się w terenie, gdzie mnóstwo dogodnych zakątków, czy też wędrujemy stromym stokiem, kamienistym kanionem czy przez bagno. W takim razie przyspieszmy tempo i szykujmy się na wędrówkę z czołówką.


Maszerując rozglądajmy się wokół - zwróćmy uwagę na układ terenu, rodzaj lasu i podłoża. Nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji noclegowej z reguły jest wyjście. Szukajmy kawałka miejsca w kosodrzewinie, na stromym stoku małego wypłaszczenia przy drzewie od strony szczytu, nad rzeką wyższego brzegu, na bagnach jakiegoś wzniesienia, na grani dużego głazu, za którym schowamy namiot.



A teraz przyjrzyjmy się poszczególnym aspektom poszukiwań bardziej szczegółowo.


Ochrona przed wiatrem

Doskonałe pod względem widokowym biwaki w otwartym terenie, np. na górskim grzbiecie powyżej górnej granicy lasu mogą się okazać gwarancją nieprzespanej nocy. To tam wiatr hula najbardziej, uniemożliwiając nam sen łopotaniem tropiku, jeżeli w ogóle namiot będzie stał.
 
 
Eksponowane miejsca narażą nas też na niebezpieczeństwo w czasie burzy.

Z konieczności biwakując w tego rodzaju terenie szukajmy zacisznych miejsc - za kępą kosodrzewiny, za większą skałą, po zawietrznej stronie wzniesienia.

Poniżej dwa przykłady namiotów rozłożonych w odległości zaledwie kilometra od siebie. Jeden na koszmarnym wydmuchowisku, drugi osłonięty od wichru.




Ochrona przed zalaniem

Rozstawiając namiot musimy zwrócić uwagę na ukształtowanie podłoża, tak aby w czasie deszczu nie okazało się, że biwakujemy w kałuży, a do przedsionka wpływa strumień wody opadowej. To prosta sprawa, ale nie zawsze oczywista na pierwszy rzut oka. W często używanych miejscach biwakowych, gdzie jest goła ziemia, a nie ściółka, widać ślady przepływającej wody w postaci wału naniesionej przez wodę ściółki. Tak samo jest na ścieżce, która jest podejrzanie gładka i nie ma na niej liści - coś je stamtąd zabrało i na pewno była to woda.


Oprócz takich nieoczywistych miejsc są bardziej oczywiste jak obrzeża strumieni, które po deszczu wzbierają, tudzież plaża w strefie przyboju, z której nieświadomi zjawiska przypływu będziemy musieli się w trybie pilnym ewakuować.

Do najgorszych miejsc biwakowych należą koryta okresowych strumieni na pustyni. Doliny wyraźnie widoczne w terenie, pozbawione roślinności, o gładkim lub piaszczystym dnie bardzo prędko wypełniają się wodą po nawałnicy. Odległej burzy nie usłyszymy, ale woda potrafi płynąć bardzo szybko, a taki biwak może skończyć się tragicznie. Takie powodzie noszą nazwę "flash floods". Niestety na pustyni często trudno znaleźć lepsze miejsce, jednak starajmy się ich unikać.



Ochrona przed kondensacją i chłodem

Zimno i kondensacja to prawdziwy postrach biwakowiczów. Kondensacja sprawia nam najwięcej kłopotu, a chłód idzie z nią w parze.

Kondensacja to zjawisko skraplania się pary wodnej na powierzchni cieplejszej od otoczenia, w naszym przypadku na wewnętrznej stronie tropiku namiotu. Na wielkość tego zjawiska mają wpływ: wilgotność powietrza, różnica temperatury wewnątrz i na zewnątrz namiotu oraz ruch powietrza (wentylacja).

Kondensacja występuje, kiedy temperatura powietrza spadnie poniżej punktu rosy. Temperatura punktu rosy to temperatura w której powietrze jest maksymalnie nasycone parą wodną. Jeżeli temeratura powietrza spadnie nastąpi skroplenie pary wodnej.

Ciepłe powietrze we wnętrzu namiotu schładza się gwałtownie na tropiku, osadzając krople wody.


Uniknąć kondensacji lub znacznie ją zmniejszyć możemy na wiele sposobów. Najważniejszym jest wybór odpowiedniego miejsca biwakowego.

Trzymajmy się z daleka od wszelkich zbiorników wodnych, jezior i rzek oraz plaż. Dotyczy to w szczególności górskich jezior, położonych jednocześnie na dużej wysokości i w głębokich dolinach. Wygodnie jest rozbić się nad rzeką, jednak to właśnie tam będzie najzimniej i najwilgotniej.
 
W zagłębienia terenu spływa ciężkie zimne powietrze. Stagnujące zimne powietrze to większe szanse na skroplenie się wilgoci. Znajdujące się w obniżeniach terenu zimne zbiorniki wodne dodatkowo ochładzają powietrze, ciepłe parują, tworząc mgły.
 
Drobna różnica w położeniu namiotu jest tu najistotniejsza. Nie musimy wcale rezygnować z biwaku nad jeziorem, ale nie biwakujmy tuż nad jego brzegiem, zamiast tego wybierając wysoki brzeg, najlepiej zadrzewiony. Tuż nad jeziorem będzie nawet o kilka stopni chłodniej niż głębiej w lesie na wysokim brzegu, rano zaś plażę będzie często zasnuwać gęsta, zimna mgła.


Wilgotne podłoże powinno nas od razu zniechęcać do biwakowania - wilgoć nie pochodzi tylko z powietrza ani też naszego oddechu - znajduje się także w glebie. Nie śpijmy na bagnach ani torfowiskach, przy wypływach rzek itp. Są to miejsca, w których jest najzimniej. Wystarczy wspiąć się kilka metrów wyżej żeby sytuacja zmieniła się na lepsze.


Zapobieganiu występowania kondensacji sprzyja dobra wentylacja.
 
Wielu początkujących turystów jest przekonanych, że namiot oprócz ochrony przed deszczem i wiatrem ma zapewnić ciepło. Tymczasem powinno być odwrotnie - żeby uniknąć kondensacji należy starać się o jak najlepszą wentylację, a więc doprowadzenie do takiego stanu, że temperatura wewnątrz namiotu jest taka sama jak na zewnątrz. Osiągnięcie takiej równowagi jest możliwe właściwie tylko pod tarpem (i oczywiście wiatą), jednak im bliżej ideału tym lepiej.
 
Producenci zarzucają nas nowymi patentami na idealną wentylację, jednak dobra wentylacja zależy przede wszystkim od miejsca biwaku, a dopiero potem od sposobu umożliwienia przepływu powietrza. Większość reklamowanych patentów nie działa. Stosunkowo najlepszym miejscem umieszczenia wywietrzników jest szczyt namiotu, którym ulatuje ciepłe powietrze. Wentylacja na przestrzał, która jest w namiotach tunelowych nie działa poprawnie - ciepłe powietrze i tak zbiera się w górnej części namiotu, a wentylacja sprawia, że wewnątrz czujemy podmuchy wiatru. Podobnie jest w przypadku namiotów, których tropiki kończą się wysoko nad ziemią, jednak jeśli nie jest to konieczne, nie obniżajmy tropiku do samej ziemi - coś to jednak da.
 
Jedyny sposób na dobrą wentylację to nie zamykanie drzwi. Nie bójmy się nieproszonych gości - wystąpienie kondensacji jest o wiele bardziej prawdopodobne, a zaciągnięty tropik ma tylko funkcję psychologiczną. Jeśli tylko nie pada deszcz, otwarte drzwi zapewnią nam suchość nawet w wilgotnych warunkach.


Najlepszym sposobem zmniejszenia szansy na wystąpienie kondensacji jest rozbijanie namiotu w lesie. Wolna przestrzeń, taka jak łąka, jest naszym największym wrogiem - powietrze schładza się tu najszybciej, a zawarta w powietrzu wilgoć osadza się tu bez przeszkód w wielkich ilościach.

Nawet jeśli taka leśna polanka wydaje się doskonałym miejscem, jest płasko i dużo wolnej przestrzeni, czym prędzej wycofajmy się do lasu.


Las ma cudowne właściwości łagodzące mikroklimat, pełni rolę buforową, stanowi warstwę izolacyjną. Ciepło odbija się od gęstych koron drzew, więżą je krzaki. Nawet niewielka grupa drzew da nam osłonę i będzie odbijać ciepło, które wygenerujemy my i nagrzana w ciągu dnia ziemia.


Naturalnie las lasowi nierówny - najbardziej suche są lasy iglaste, dalej świetliste lasy liściaste. Należy unikać biwakowania w podmokłych olsach. Las deszczowy także nie jest suchy, ale zawsze będzie lepszy niż mokre pastwisko.

Las idealny - Gila National Forest, USA


Wilgotny las deszczowy - Herekino Forest, Nowa Zelandia


Ważne jest też aby niepotrzebnie nie powiększać ilości wilgoci, którą będziemy mieć w namiocie, wnosząc do niego mokre ubrania i buty, a także nie zwiększać temperatury gotując w namiocie przy całkowicie zamkniętym tropiku. Niestety w wielu przypadkach uniknięcie tego będzie niemożliwe. Mokre rzeczy możemy umieścić w foliowych workach, a gotując w czasie deszczu w namiocie starać się zachować choćby minimalną wentylację.

Lepiej w ogóle zapomnieć o czymś takim jak wieszanie mokrych rzeczy na lince u szczytu namiotu.


Jeśli kondensacja się zdarzy

Często nie sposób uniknąć kondensacji śpiąc w namiocie, szczególnie w wilgotnym klimacie, a zwłaszcza kiedy pada deszcz i musimy zamknąć drzwi.

Namiot najlepiej rozbić tak aby rano oświetlało go słońce i pomogło w suszeniu. Kondensacja może przyprawić nas o stratę całej masy czasu, kiedy będziemy zmuszeni przerwać wędrówkę w celu suszenia sprzętu, albo co gorsza strawimy na tym cały poranek.

Osobiście nigdy nie opóźniam wyjścia ze względu na suszenie - byłoby to bez sensu, kiedy wyruszam niedługo po wschodzie słońca i do suszenia nie ma warunków. Wyjątek robię jednak dla śpiwora, który często wywieszam w czasie zwijania obozu - trwa to około pół godziny. Jeżeli potrzebuję wysuszyć namiot, robię to w ciągu dnia, kiedy są ku temu warunki.


Tropikiem namiotu można wstrząsnąć, w ekstremalnych przypadkach także wytrzeć go np. ręcznikiem. Namioty z tropikami z sinylonu będą wchłaniały wilgoć, której nie pozbędziemy się inaczej niż w trakcie suszenia, DCF (cuben) nie podlega temu zjawisku, więc nie przybiera na wadze będąc mokrym.

Wbrew temu, co się na ten temat mówi, na wielkość kondensacji nie ma wpływu to czy namiot jest jedno- czy dwupowłokowy. W dwupowłokowym namiocie jesteśmy po prostu oddzieleni od mokrej powierzchni tropiku materiałem sypialni.


Powierzchnia

Szukając miejsca pod namiot zazwyczaj zwracamy uwagę na to czy jest ono zupełnie płaskie. Zdarza się ze nie mamy zbyt wielkiego wyboru. Wyjściem awaryjnym pozostaje czasem sam szlak. Wystrzegajmy się jednak rozbijania namiotu na drogach gruntowych, a szlaku także unikajmy - używamy go nie tylko my, ale także dzikie zwierzęta.


Oczywiście powinno być płasko. Płaskie miejsca znajdziemy na grzbiecie, ale też wśród drzew, od strony szczytu tworzą się małe wypłaszczenia przy pniach drzew.


Biwakując w lesie trzeba zwrócić uwagę na to czy nad naszym namiotem nie wiszą suche gałęzie, które mogłyby na nas spaść. Tak jak ten wielki konar poniżej, który przeoczyłam rozbijając się po ciemku.


Podłożu przypatrzmy się pod kątem obecności szyszek, ostrych gałęzi i żwiru. Gałęzie i szyszki odrzućmy, ale nie wyrywajmy rosnących roślin. Idealnie będzie jeśli rano swoje miejsce biwakowe na nowo obrzucimy ściółką.

Najwygodniej będzie spać na leśnej ściółce, zeschniętych liściach, równej krótkiej trawie i mchu. Zgodnie z zasadami Leave No Trace powinniśmy wybierać jak najtrwalszą powierzchnię, na której nasz biwak nie pozostawi śladów i nie zniszczy roślinności.

 
Jeżeli chodzi o chaszcze i kolczaste rośliny - z nimi jest większy kłopot, ale najczęściej nie zajmują one ogromnych przestrzeni. Najgęściej zarośnięte są wilgotne doliny, podmokłe i wilgotne lasy. W Polsce największy problem to jeżyny, które mogą przebić podłogę namiotu. W innych strefach klimatycznych trzeba uważać na rozmaite kolczaste rośliny, w tym kaktusy.




Dzikie zwierzęta

Dzikie zwierzęta napędziły stracha niejednemu wędrowcowi. Wyimaginowane czy nie, dobrze jest zadbać o to żeby się z nimi nie spotkać. Czy będzie to niedźwiedź grizzly, czy polna mysz.
 
Miejsca uczęszczane przez zwierzęta są dość łatwo rozpoznawalne w terenie - wąskie ścieżynki zwierzęce, ślady łap odbite w błocie czy śniegu, zwierzęce odchody. Po prostu trzymajmy się od nich z daleka. To ważne i dla naszego spokoju, i dla zwierząt.
 
W wielu przypadkach będzie potrzebne zabezpieczenie jedzenia, śmieci i wszystkiego, co ma zapach, a co mogłoby zachęcić nieproszonego gościa do odwiedzin naszego obozowiska. Chodzi tu nie tylko o niedźwiedzie, ale też o gryzonie. Najprostszą metodą będzie zawieszenie worka z zapasami na sznurku gdzieś na wysokiej gałęzi z dala od pnia.
 

Uwaga też na mrowiska i owadzie autostrady, które skutecznie utrudnią nam operowanie w przedsionku. No i komary! W tym przypadku rozbijmy się z dala od bagien i wód powierzchniowych.


Dostęp do wody

Wygodnie jest obozować blisko źródła wody, ale jak już pisałam nie za blisko. W pewnej odległości dobrze jest jednak mieć je w pobliżu. Rozbijmy się powyżej koryta rzeki czy jeziora, ale tak żeby móc łatwo zejść i nabrać wody.
 
Wiele osób doceni miły szmer strumienia, który zagłuszy nocne odgłosy, z kolei hałas wodospadu nie da nam spać wcale.
 
Pamiętajmy o tym żeby chronić akwen od zanieczyszczenia, nie niszczyć nadwodnej roślinności i nie zakłócać spokoju zwierzyny przychodzącej do wodopoju.



Biwak wśród ludzi

Wędrówki nie zawsze odbywają się w dziczy. Prędzej czy później znajdziemy się blisko cywilizacji i tam też będziemy poszukiwać noclegu.
 
Generalnie jestem zdania, że zawsze należy trzymać się z dala od ludzi. Pozostając w ukryciu będziemy bezpieczniejsi, nie narazimy się na mandat od leśniczego ani spotkanie z jakimś dziwnym osobnikiem. Wielu osobom, zwłaszcza kobietom, wydaje się że biwak w pobliżu wsi będzie bezpieczniejszy, ale jest dokładnie odwrotnie.

Unikajmy też noclegów w chaszczach czy ruderach w okolicach miast, nigdy nie wiadomo czy nie odbywają się tam jakieś ciemne interesy, a spotkanie z pijanym osobnikiem też może okazać się stresujące.

Oszczędźmy sobie tego i znajdźmy dobre miejsce w lesie. Jeżeli nie mamy takiej możliwości wejdźmy do wsi i zapytajmy o możliwość noclegu przy gospodarstwie. Za czyimś płotem będziemy bezpieczni, a może nawet dostaniemy jakąś miłą propozycję. Oczywiście nikt nie ma obowiązku nas gościć i jeżeli usłyszymy odmowę, nie rezygnujmy, tylko spróbujmy w następnym domu. Doświadczenie mówi, że nic się nie wskóra na plebaniach, ale i od tej reguły bywają szczęśliwe wyjątki. Szukajcie a znajdziecie :-)




Jak rozbić namiot

Temat wyboru odpowiedniego namiotu stosownie do naszych potrzeb i celu podróży warunków panujących w rejonie, w jaki się wybieramy jest bardzo rozległy i poruszę go kiedyś osobno. Nie zawsze uda się znaleźć doskonałe miejsce, ale niezależnie od tego jakim namiotem dysponujemy możemy zawsze sprawę poprawić (lub pogorszyć).


Jeżeli w naszym namiocie brakuje odciągów możemy je dorobić. Możemy też się ich pozbyć, jeżeli jesteśmy przekonani że się nie przydadzą. Jeżeli jednak już je mamy warto skorzystać - nawet jeśli namiot nie odfruwa, to po przymocowaniu dodatkowymi odciągami będzie mniej łopotał na wietrze i pozwoli nam na spokojny sen, a nie wsłuchiwanie się w odgłosy wichury.


Wszystkie namioty, ale zwłaszcza tunelowe oraz częściowo samonośne należy ustawiać tak aby wiatr uderzał w węższą część namiotu, a nie najszerszą i na dodatek trzymającą się tylko na szpilce, jak to zrobił właściciel tego namiotu.


Wszystkie rodzaje namiotów wymagają przyszpilenia odciągów do ziemi, konstrukcje samonośne oczywiście staną bez tego, ale w warunkach wietrznych i tak będzie trzeba je uziemić.
 
Do przyszpilania używamy śledzi bądź szpilek, najczęściej tych, które były w zestawie z namiotem, jednak możemy je zawsze wymienić na mocniejsze lub lżejsze. Zasadniczo szpilki trzymają najgorzej, zwłaszcza ultralekkie tytanowe szpileczki. Lepsze są klasyczne aluminiowe śledzie typu V lub Y. Śledzie zimowe, torby do kotwiczenia i śruby lodowe to temat na osobny artykuł, dotyczący biwakowania zimą.

Dołączone do naszego namiotu śledzie nie zawsze bywają odpowiednie do terenu w jaki się wybieramy. Jeżeli napotykamy trudności z odpowiednio mocnym przymocowaniem odciągów do ziemi, możemy przywalić śledzie kamieniami.


Jeżeli obawiamy się o trwałość podłogi naszego namiotu możemy wyposażyć go w dodatkową podłogę.
 
Wiele firm sprzedających namioty sprzedaje do nich dodatkowe podłogi (tzw. footprint), ale nie warto dźwigać dwóch podłóg. Wystarczy kawałek innego lekkiego materiału, który podłożymy tylko pod tą część namiotu, na którą wywieramy największy nacisk. Taka folia przyda się także w razie noclegu pod wiatą.
 
Najpopularniejszymi materiałami na dodatkową podłogę są: Tyvek, polycryo i wszelkiego rodzaju folie dachowe dostępne w sklepach budowlanych. Tyvek, membrana używana w budownictwie, jest łatwo dostępny i lekki, nie w pełni wodoodporny. Polycryo jest bardzo lekkie i wytrzymałe, ale trudniej dostępne (jako folia izolacyjna do naklejania na okna). Folie dachowe są ciężkie i nie są wodoodporne, ale także zdają egzamin.
 
Ważne aby folia miała powierzchnię mniejszą niż podłoga namiotu i nie wystawała poza jego obręb, ponieważ w czasie deszczu woda będzie się na niej gromadzić i spływać pod namiot.


Leave No Trace

Pamiętajmy żeby nie niszczyć roślinności, zostawić po sobie porządek, zasypać ewentualne ognisko i oczywiście zabrać śmieci, a z toalety nie korzystać w bezpośrednim sąsiedztwie biwaku. Na popularnych trasach korzystajmy z przygotowanych miejsc pod namioty i nie rozbijajmy się bezpośrednio przy szlaku ani przy źródle wody pitnej.


Miłego biwakowania!

wtorek, 1 stycznia 2019

Test: Materac Therm-a-Rest NeoAir XLite Women's

Materac NeoAir XLite towarzyszył mi w prawie każdej podróży w ciągu ostatnich 6 lat. W tym czasie zwiedziłam 3 kontynenty, pokonałam pieszo ponad 17000 km, przespałam w terenie kilkaset nocy. XLite jest jedną z rzeczy, których używam najdłużej i jednocześnie jedną z niewielu, które wciąż uważam za najlepszy wybór w swojej kategorii.
 
W czasach kiedy wszystko tak szybko się zmienia aż dziwi, że materac pozostaje już kilka lat na rynku w formie prawie nie zmienionej. Cieszy mnie to bardzo. Cieszy także dożywotnia gwarancja, która jak się okazuje jest realizowana nawet w przypadku tak intensywnie użytkowanych egzemplarzy jak mój.
 
 
 
Dane techniczne
 
Rozmiar Women's Regular
Kolor żółty (stary z nadrukiem, nowy gładki)
Izolacyjność R-Value 3.9
Waga 354 g
Szerokość w najszerszym miejscu 51 cm
Długość 168 cm
Grubość 6.3 cm
Wymiary po spakowaniu 23x10x10 cm
Materiał wierzchni 30d High Tenacity Nylon
Materiał spodni 30d High Tenacity Nylon
Pokrowiec w komplecie
Zestaw reperacyjny w komplecie
Wyprodukowano w Irlandii
 
Deklarowana przez producenta waga materaca wynosi 340 g, ale nie spotkałam się z taką w rzeczywistości. Mój stary materac kończąc żywot ważył 356 g, waga nowego to 354 g

Waga dołączonego pokrowca to 12 g

 

Neo Air XLite występuje w kilku rozmiarach.


 

 
Budowa

Powłoka materaca wykonana jest z mocnego nylonu. Wewnątrz materaca znajdują się dwie warstwy poprzecznych komór o przekroju trójkąta, oddzielone srebrną folią. Taka konstrukcja odpowiada za dobrą termikę.


Materac wymaga nadmuchania wydychanym powietrzem, nie posiada żadnego wbudowanego systemu pompowania. Zawór zamyka wentyl z zakrętką wbudowaną na stałe.
 


Użytkowanie

Na NeoAirze przespałam w ciągu ostatnich 6 lat kilkaset nocy. Był (oprócz śpiwora) moją ostoją i nadzieją w czasie wielomiesięcznych wędrówek szlakami długodystansowymi w Nowej Zelandii i USA, a także rozmaitych innych trekkingów, w tym w Skandynawii.
 
Znakomita większość noclegów odbyła się w namiocie oraz pod wiatami. W początkach swojej aktywności outdoorowej używałam materaca wraz z hamakiem, później jednak wróciłam do namiotu, chwilami korzystając także z tarpa.
 
 
 
 
 
Długość damskiej wersji materaca to 168 cm, mieści się on więc doskonale w każdym namiocie, pozostawiając jeszcze mnóstwo miejsca na inne rzeczy, w tym plecak, którego nie lubię trzymać w przedsionku.
 
Powierzchnia materaca odpowiada mniej więcej powierzchni zajmowanej przez człowieka, śpiwór nabiera już loftu poza tym obrębem, ale ponad ziemią, ze względu na znaczną grubość materaca (ponad 6 cm w górnych punktach komór).
 
 
Nigdy nie zdarzyło mi się z niego spaść, ale znam osoby, które obudziły się na ziemi.
 
Materac pompuję zazwyczaj kucając w przedsionku, czasami na zewnątrz, a kiedy pada deszcz wewnątrz namiotu. Zwijam wewnątrz - najłatwiej zwija się na płaskiej powierzchni.
 
W domu przechowuję materac rozłożony, z otwartym wentylem. Po powrocie do domu rozwijam go i lekko nadmuchuję, tak aby komory nie były sklejone i materac mógł w ten sposób wyschnąć.
 
Zwijanie materaca jest bardzo łatwe i nie wymaga wysiłku tak jak zwijanie maty samopompującej. Istnieją różne metody zwijania, ja preferuję fabryczną, wymagającą dwóch zwijań. Zwijam raz od dołu do góry, zamykam zawór, rozwijam, a następnie składam potrójnie i wąski pasek zwijam ostatecznie, na koniec wypuszczając resztki powietrza. Materac zwijam tak aby wentyl znalazł się wewnątrz rulonu.
 


Transport w plecaku można rozwiązać na wiele sposobów. Niektórzy składają go do postaci płaskiego prostokąta i używają jako usztywnienia w plecakach bez stelażu, inni zwijają tak jak ja w rulon, ale składają tylko dwa razy, a nie trzy, dla zaoszczędzenia czasu. Materac złożony na pół po zwinięciu jest dłuższy i węższy, można go trzymać w plecaku pionowo.


Dołączony worek transportowy jest bezużyteczny. Waży aż 12 g, a nie jest wodoodporny. W przeszłości próbowałam wymienić go na uszyty własnoręcznie worek z sinylonu z podklejanymi szwami, ale ostatecznie uznałam, że żaden worek nie jest potrzebny i ściągam go tylko gumką. W związku z tym, że nie używam worka na śmieci w plecaku miewam czasem trochę wody i materac trochę zamaka, ale w związku z tym że nie nasiąka wodą nie stanowi to wielkiego problemu.

 

Termika
 
XLite to materac 3-sezonowy, przeznaczony do użytku od wiosny do jesieni, choć wiele osób rozciąga to także na łagodną zimę. Używana przeze mnie wersja Women's ma izolacyjność na poziomie 3,9, ze względu na większe wymagania termiczne kobiet. Pozostałe materace z serii XLite mają gorszą termikę - RV 3,2.
 
W ciągu ostatnich 6 lat XLite'a używałam w najrozmaitszych warunkach temperaturowych, zgodnych jednak z jego przeznaczeniem, na zimę mając zimową wersję NeoAir XTherm z RV 5,7.
 
Termika zależy bardzo od podłoża, na którym kładziemy materac. Najcieplej będzie na suchej ściółce, trawie itd., najzimniej na wilgotnym podłożu, zimnym mokrym piasku lub na cienkich deskach wiaty, pod którą hula wiatr termika spadnie.
 
Nigdy nie zmarzłam, ale wiele razy poczułam chłód promieniujący od podłoża. O wiele więcej było jednak przypadków, kiedy osiągałam limit termiki śpiwora, a materac wciąż był ciepły. W takich przypadkach śpię na brzuchu, przylegając do materaca jak największą powierzchnią ciała. Sposób ten sprawdza się szczególnie ze śpiworami ze słabo lub wcale nie wypełnionymi plecami, jakich używam najczęściej. Dowodzi on świetnej termiki XLite'a. Ponieważ jest ona na tak wysokim poziomie materac ten wydaje się wprost stworzony do używania z quiltami i śpiworami z niewypełnionymi plecami.
 
Termika materaca jest lepsza kiedy używam go w namiocie - lekki mróz nie stanowi problemu, natomiast w hamaku poniżej zera czuć chłód z powodu zjawiska konwekcji. Podobnie bywa pod wystawionymi na wiatr wiatami o cienkiej podłodze.

 
Używanie materaca w hamaku pokazało, że się do tego celu się nie nadaje - jest zbyt wąskie, a ściśnięte ściany śpiwora dotykają bokami samego materiału hamaka, w związku z tym szybko robi się zimno. Dobrą izolację w hamaku da tylko underquilt, otaczający cały hamak.
 

Komfort

NeoAir XLite jest niezwykle wygodny. Jego grubość aż 6,3 cm sprawia, że nie dotyka się nigdy podłoża (jest na to szansa kiedy siedzi się na słabo napompowanym), można spać na boku i na brzuchu nie odczuwając nierówności podłoża. Twardość można regulować poprzez stopień napompowania, przy czym należy pamiętać o tym, że zimne powietrze ma mniejszą objętość, a więc nad ranem najpewniej będzie miększy niż wieczorem, a także oklapnie gwałtownie kiedy wstaniemy i przestaniemy go ogrzewać.

 
Dla niektórych osób materac może być dość wąski - ma kształt mumii i jest wąski w nogach. Lubię się wygodnie rozłożyć, a moje śpiwory są bardzo obszerne, więc czasem kończyny mi wystają ponad materac,  jednak nie przeszkadza mi to bardzo, bo wystająca część ciała znajduje się nad ziemią, a puch w śpiworze się rozpręża i nie marznę. Leżąc na brzuchu opieram czasem stopy na podłodze namiotu, a nie na materacu i rzadko odczuwam chłód.
 
Nie zdarzyło mi się nigdy żeby materac ślizgał się po podłodze namiotu nocą. Rano jest zawsze w tym samym miejscu, w którym go wieczorem położyłam.

 
Materiał zewnętrzny jest dość niemiły w dotyku - bardzo plastikowy - i nie jest miło bezpośrednio go dotykać, np. twarzą. Jest wodoodporny i nie nasiąka wodą, co jest dla mnie ważne, bo transportuję go w plecaku luzem bez worka.

Ciemniejszą stroną użytkowania XLite'a jest niewątpliwie jego nadmuchiwanie. Zajmuje ono dużo czasu i rzadko wystarcza 20 głębokich dmuchnięć, pod koniec zawsze kręci mi się w głowie. Jako dodatkowe akcesorium można zakupić specjalną pompkę (60g) lub worek, którym można nadmuchać materac, to jednak nie mieści się w filozofii fast&light. Tak się przyzwyczaiłam do konieczności codziennego nadmuchiwania, że przestało mi to przeszkadzać. Traktuję to jako czynność konieczną, jak wbicie w ziemię śledzi od namiotu czy mycie zębów.
 
Wielkość po spakowaniu jest oprócz wagi i wygody najpoważniejszym kryterium wyboru dmuchanego materaca. NeoAir jest naprawdę mały, ma objętość 1-1,5l, w zależności od tego jak ciasno go zwiniemy.

 
Kwestię dość szeroko omawianą stanowi szeleszczenie materaca. Nigdy nie wydawało mi się to kwestią istotną, w końcu nie można tego słyszeć śpiąc i się nie ruszając, jednak śpiąc pod wiatami na Appalachian Trail zdarzało mi się zwrócić uwagę na szelest, jaki następował kiedy ktoś mościł się na swoim legowisku. Porównując kolejne edycje NeoAirów odnotowałam, że nowsze wersje szeleszczą bardziej od mojej najstarszej, pomimo zapewnień producenta, że jest zupełnie odwrotnie. Elementem szeleszczącym jest mylar, niezwykle lekki materiał z którego zbudowane są komory materaca oraz prawdopodobnie srebrna folia.
 
 
Wytrzymałość
 
W przypadku dmuchanego materaca zawsze istnieje ryzyko przebicia - z tym musimy się pogodzić. Materiał zewnętrzny jest identycznej grubości po obu stronach materaca, Wygląda na delikatny, ale jest wystarczająco solidny. Zawsze o niego dbałam i nie kładłam nigdy bezpośrednio na ziemi a zazwyczaj również nie bezpośrednio na deskach czy podłodze. Pod wiatami jako podkładu używam folii polycryo.
 
Materiał przetrwał mnóstwo noclegów na żwirowym podłożu, a nawet ugniatanie łapkami kota, jednak tego należy się zdecydowanie wystrzegać. W ciągu całego okresu użytkowania XLite'a udało mi się go przebić raz, w Nowej Zelandii. Prawdopodobnie winna była jakaś kolczasta roślina, których mnóstwo w tym kraju. Zestaw naprawczy, składający się z samoprzylepnych łatek (są dość duże, można je przyciąć) oraz nasączonych alkoholem chusteczek mam zawsze ze sobą, wiec udało mi się zakleić dziury. Do znalezienia dziur konieczna byla wanna, po zanurzeniu materaca w wodzie od razu zaczęły się wydobywać bąbelki uciekającego powietrza. Okazało się, że przebiłam materac na wylot i dziury były dwie, od spodu i z wierzchu. Łaty trzymały doskonale i dalsze trzy lata materac przetrwał bez dziur, pomimo wielu noclegów na pustyni pełnej kaktusów (zawsze uważnie oglądam grunt przed rozłożeniem namiotu).
 
 
Nigdy nie miałam kłopotów z zaworem, który zawsze był szczelny.

W 2018 roku podczas przejścia Continental Divide Trail zauważyłam pęknięcie górnej, ostatniej komory, przez co powstało wybrzuszenie. Uszkodzenie się nie pogarszało, ale z obawy, że jednak może nastąpić postanowiłam złożyć reklamację w ramach dożywotniej gwarancji, a reklamacja została uznana i tak właśnie materac zakończył służbę.
 
 
 

Sprawa pleśni
 
Kwestią budzącą sporo kontrowersji jest sprawa kolonizacji wnętrza materaca przez pleśń. Wraz z wydychanym powietrzem dostaje się do niego wilgoć, a także drobnoustroje. Ciepło użytkownika i trudności z suszeniem materaca w trakcie dłuższych podróży sprzyjają powstawaniu takich kolonii. Jedni twierdzą, że pleśni nie ma wcale, inni, że to sprawa marginalna, jeszcze inni, że pleśni bywa tak dużo, że materac robi się cięższy. Do tych pierwszych należy producent, do ostatnich ja.
 
Pleśń po raz pierwszy zauważyłam pod koniec przejścia Te Araroa. Codzienne używanie materaca w bardzo wilgotnych warunkach, brak czasu na przewietrzenie w formie rozłożonej, sprawiły że we wnętrznu mojego XLite'a zagościła pleśń.
 
Pleśń pojawiła się także na zewnętrznej powłoce materaca, dlatego że namiot miałam przeważnie mokry z powodu kondensacji. Nie dało się jej usunąć zwykłymi metodami.
 
Po przejściu Appalachian Trail pleśni było jeszcze więcej, po Continental Divide Trail widać już było pod światło że pokrywa ona całą powierzchnię materaca, a z wnętrza wydobywał się nieprzyjemny zapach, jednoznacznie wskazujący na obecność drobnoustrojów, nawet jeśli ciemny nalot można byłoby wyjaśnić czymś innym. Nie wiem niestety ile ważył materac kiedy był zupełnie nowy, kojarzę jednak że przybyło mu kilka gramów.
 
 
 
Spodnia część materaca widziana z zewnątrz jest pokryta brudem zupełnie innego rodzaju.
 
 
 

Podsumowanie

Mimo że waga deklarowana przez producenta nie ma pokrycia w rzeczywistości, co zostało przeze mnie sprawdzone na dwóch egzemplarzach, relacja wagi do termiki i wygody jest wprost rewelacyjna. Nie dziwi więc, że NeoAir XLite jest najpopularniejszą matą wśród długodystansowców i trekkerów. Maty samopompujące odchodzą już do lamusa - mniej wygodne, a ciężkie, z kolei karimaty wiele osób odrzuca z powodu braku komfortu i gabarytów, choć to właśnie one dzierżą palmę pierwszeństwa jeżeli chodzi o niską wagę. Jedynie najzawziętsi ultralighterzy decydują się na kawałek przyciętej karimaty (przycięta karimata z nietrwałej pianki EVA waży tylko nieco powyżej 100 g).

Do zalet materaca należą przede wszystkim wysoki komfort użytkowania, świetna termika i niska waga, a także mały rozmiar po spakowaniu. Wadą jest dość męczący proces pompowania, a także kształt mumii, który niektórym może wydać się zbyt wąski. Cena materaca jest wysoka, ale rekompensuje ją dożywotnia gwarancja.
 
Żegnałam starego XLite'a z żalem, służył mi tak wiernie, przespałam na nim tak wiele nocy. Mam nadzieję, że z nowego egzemplarza będę równie zadowolona i przeżyjemy razem kolejne sezony przygód na szlakach.