Kolejne kilka dni na szlaku minelo. W Hot Springs nocowalam u bardzo milych ludzi, tak zwanych trail angels, ktorzy przygarniaja wedrowcow, ktorych uznaja za milych.
Nazajutrz, w Wielkanoc ruszylam dalej. Rzeke French Broad River przeszlam naturalnie po moscie, zadnego brodzenia nie bylo :-) chwile plasko, a potem juz standardowo, gora i dol. Hot Springs bylo jednym z niewielu miejscowosci, przez ktore przechodzi AT, przewaznie do cywilizacji trzeba lapac stopa. Wokol jest tylko las, zmieniaja sie tylko jego nazwy, teraz wedruje przez Cherokee National Forest, jak sama nazwa wskazuje te rejony, jak rowniez lasy lezace bardziej na poludniu zamieszkiwali indianie Cherokee.
Tu i owdzie pojawiaja sie polacie swiezo wypalonego lasu. Podobno jest to najsuchszy rok w historii Appalachian Trail. Cieplo podoba sie wezom, widzialam juz dwa takie czarne, podobno niezbyt grozne. Gorsze sa male i brazowe, ale takich nie spotkalam. Widzialam za to sowy, ktore poznym wieczorem maja zwyczaj pohukiwac.
Bylo troche fajnych, troche skalistych odcinkow z ladnymi widokami. Pokrowiec przeciwdeszczowy pojawil sie na mojej liscie sprzetowej, poniewaz znalazlam go w hiker box - pudle z rzeczami niechcianymi. Komus nie obejmowal maty przytroczonej do plecaka...
Za mna juz 300 mil!
Pogoda zaczela sie psuc i najlepszy widok mialam mocno mglisty. Po upalach przyszedl front, ale zamiast burz przyszly mgly i mzawka, a dzis drobny deszcz. Kwiatki i zielen nabraly soczystych kolorow, sa ostrozki, serduszka i czosnek niedzwiedzi, ktory czesto zajadam. Z Bald Mountain mimo wszystko byl ladny widok, a karlowate buki przypominaly mi finskie brzozy.
Tak wygladal moj wczorajszy obiad i nocleg pod wiata. Staram sie jak najczesciej nocowac pod wiatami. Niektorzy ich nie lubia z powodu myszy i obcych ludzi, ale mnie to nie robi az takiej roznicy, zasypiam od razu i czasem tylko sie budze kiedy mysz mi przebiegnie po glowie :-)
Dzisiejszy deszcz i jeszcze troche kwiatkow oraz slimak, na lunch kanapka z czosnkiem, a potem juz coraz blizej cywilizacji, widok na rzeke Nolitucky i wreszcie Erwin. Zlapalam stopa do supermarketu, zrobilam zakupy i zaraz wracam na szlak!
Na tym na razie koncze, pozdrawiam wszystkich!