wtorek, 6 grudnia 2016

Skandynawia: w co się ubrać (trzysezonowo)

Przy pakowaniu się na długą wędrówkę staram się zawsze ograniczyć wagę dźwiganego bagażu. Przyglądając się temu, co mają ze sobą inni zaobserwowałam, że zbyt duża ilość ubrań to najczęstszy grzech przy pakowaniu. Wizja burzy śnieżnej i wielodniowego deszczu przeraża, nie dziwne więc, że każdy chce się wyekwipować na okoliczność nadejścia kolejnej epoki lodowcowej. Wiele osób publikuje swoje listy sprzętowe, a wszyscy są przekonani o tym, że ich zestaw to absolutne minimum na wyjazd do Skandynawii. Zawsze mnie dziwi jak dużo mają ze sobą. Minimum to tyle ile potrzeba żeby było ciepło, sucho i bezpiecznie - oto moja wersja minimum skandynawskiego. Nada się naturalnie także w każdych innych górach i nizinach, w podobnych warunkach.
 
 


Zasady doboru odpowiedniego ubioru są zawsze takie same:
1. dobieramy zestaw odpowiedni do spodziewanych  warunków (zakładamy te najgorsze)
2. ubiór warstwowy - zamiast jednej grubej warstwy pakujemy więcej cieńszych
3. waga - im dłuższa trasa, tym lżej się pakujemy

Warunki
Klimat Skandynawii słynie z chłodu, wiatru i wielkich opadów. Występują też znaczne różnice temperatur, w warunkach trzysezonowych, czyli od wiosny do jesieni (czyli od czerwca do końca września) możemy spodziewać się od -10 do +25 stopni. Śnieg padający latem nie należy do rzadkości, podobnie jak nocne przymrozki, ale ciepłe dni zdarzają się równie często. To wszystko sprawia, że główna zasada przy kompletowaniu zestawu ubrań to uniwersalność.
 
Waga
Waga zależy oczywiście od rozmiaru ubrania, więc nie ma tu żadnych konkretnych zasad. Dobrze jest po prostu wszystko ważyć i wybierać najlżejszą opcję, mając jednak na uwadze zastosowanie konkretnego egzemplarza. Jedyną rzeczą, która nie powinna być najlżejsza z dostępnych jest kurtka przeciwdeszczowa - niestety wszystkie lekkie membrany będą przeciekać. Na cieknącą kurtkę można sobie pozwolić w ciepłym klimacie, w zimnym to fatalny pomysł.
Wszystkie moje ubrania razem ważą 2087 g, z czego 520 g mam zawsze na sobie, a maksymalnie 1567 g w plecaku. Hardshelle (kurtka, spodnie, łapawice) to razem 732 g. Niewątpliwie znaczenie ma tu mały rozmiar (przeważnie S i XS).
 
Zestaw ubrań jakie ze sobą zabieram wygląda tak:
 

Pierwsza warstwa
Icebraker Tech T Lite Women's (104 g)
Sprite Hot Pant (50 g)
Panache Sport Bra (112 g)
 
 
 
Koszulka z krótkim rękawem z wełny merino o gramaturze 150 g/m2. Używam koszulek Icebreakera Tech T Lite, do 20 stopni nigdy nie jest mi w nich gorąco, a w chłodniejszych warunkach nic nie daje takiego przyjemnego ciepła jak wełna. W przypadku zamoczenia cienka koszulka wyschnie szybko. Nie śmierdzi - mój rekord to obecnie pięć tygodni codziennego noszenia bez prania. Dlaczego krótki rękaw? Bo ogranicza przegrzewanie się i pocenie, które w konsekwencji prowadzi do wychłodzenia. Niestety Icebreaker przestał ją produkować z czystej wełny i obecnie dostępna jest tylko mieszanka z nylonem. W przyszłości rozejrzę się wobec tego za jakąś inną koszulką z krótkim rękawem.
 
 
Jako bieliznę również preferuję cienką wełnę - bokserki Icebreakera Sprite Hot Pant są moimi ulubionymi. Są jedynym elementem mojej garderoby, który się dubluje - zawsze noszę dwie pary. Biustonosz jest syntetyczny - Panache Sport Bra. Syntetyczny materiał jest zimny w dotyku, jednak wełnianego odpowiednika nie ma, a nawet gdyby był przegrałby czasem schnięcia.

Druga warstwa
Arc'teryx Rho AR Top i Rho AR Bottom (204 i 182 g)
 
 
Najlepszy stosunek wagi do termiki ma Powerstrech - elastyczna dzianina syntetyczna z zewnątrz gładka, a od wewnątrz puszysta. Jest lżejsza od polaru, zajmuje mniej miejsca i lepiej przylega do ciała. Jej gramatura bywa różna, przeważnie jednak ma grubość kilku milimetrów. Niektórzy lubią używać Powerstrechu jako pierwszą warstwę - ja używam jej tak tylko do spania. Moim zdaniem w trakcie wysiłku nie odprowadza ona potu, odprowadza dopiero parę wodną z wilgotnej pierwszej warstwy.
 

Noszę bluzę z klasycznego Polartec Powerstrech - to koszulka z długim rękawem i krótkim zamkiem, osłaniająca także szyję. Taka bluza jest najbaridziej uniwersalna - kaptur nie jest potrzebny, przeszkadza, niepotrzebnie grzeje położony na plecach. Zamek można rozpiąć, rękawy podkasać.
Istnieje też bardziej odporna mechanicznie odmiana Powerstrech Pro z domieszką nylonu. Ponadto w sprzedaży są też tańsze odpowiedniki powerstrechu np. Technostrech.

Podobną dzianinę, gładką z zewnątrz, a od wewnątrz posiadającą miłe w dotyku "futerko" produkuje się również z wełny. O ile mi wiadomo w ofercie ma ją tylko Icebreaker, i to coraz cieńszą, jednak są to głównie duże bluzy z zamkami, nie nadające się jako bielizna do spania. Wełna jest cięższa i schnie wolniej od Powerstrechu, w moim odczuciu jest jednak cieplejsza, bardziej "termoaktywna" - lubię nosić ją zimą.

Przy warstwie termicznej nie możemy zapomnieć o dolnej połowie ciała - tutaj doskonale sprawdzają się getry z Powerstrechu. Choć do chodzenia sprawdzą się też cieńsze getry, na biwaki, do spania i w przypadku ataku zimy nic nie grzeje lepej niż Powerstrech.
 

 
 
 
Sztuka pakowania się na lekko polega między innymi na zabieraniu rzeczy, które spełniają wiele funkcji. Powerstrech właśnie taki jest - spełnia w zależności od potrzeby rolę bielizny i warstwy termicznej.
 
 
Warstwa zewnętrzna
Spodnie Arc'teryx Palisade Pants Women's (244 g)
Wiatrówka Arc'teryx Squamish Hoody Women's (132 g)
 
 
Niezbędne są oczywiście długie spodnie. Skandynawia jest za zimna na krótkie spodenki, które dalej na południe preferuję latem. Dobre spodnie muszą być oczywiście lekkie, a ponadto wytrzymałe - najlepiej więc, jeśli są wykonane z nylonu, a dla wygody i swobody ruchu z domieszką elastanu. Powinny być odporne na wiatr i szybko schnąć - nie chodzi tu o to żeby chodzić w nich w deszczu, ale o to żeby wyschły po przypadkowym zamoczeniu w bagnie czy strumieniu.
 
Ważne ponadto żeby miały dużą ilość kieszeni - dwie na dłonie i dwie na udach, przypadtne do noszenia mapy, kompasu, czapki, rękawiczek itp. rzeczy, z powodu których nie chcemy zdejmować plecaka, ale z jakiegoś powodu niezwykle rzadko spotykane w damskich spodniach. Kieszenie z tyłu są niepotrzebne, bo dostęp do nich utrudnia plecak. Plastikowy pasek będzie lekki i nie zapiszczy na lotnisku. Miękkie wykończenie pasa i brak szlufek ustrzeże przed otarciami od pasa biodrowego plecaka. Wszystkie te kryteria spełniają Arc'teryx Palisade Pant, które zabieram w każdą podróż na Daleką Północ.
 
 
Na górną połowę ciała przyda się wiatrówka, cienka kurtka odporna na wiatr. Ludzie często niepotrzebnie zakładają kolejne warstwy koszulek i polarów, kiedy wieje wiatr, podczas gdy taka lekka wiatrówka, zwana inaczej winshirtem całkowicie rozwiązuje ten problem. Przydaje się nie tylko na wietrze, ale też przy chłodnej pogodzie, kiedy jest jeszcze za ciepło na Powerstrech. Koniecznie z kapturem. W moim zestawie znajduje się Arc'teryx Squamish Hoody, obecnie w sprzedaży jest jej nowa wersja, której krój jest niestety dużo gorszy od starej, zwłaszcza kaptur jest nieudany - regulacja zamiast zacieśniać obwód kaptura zsuwa go na tył głowy, a gumki uwierają w uszy. Podobną do wiatrówki rolę spełniają popularnie do niedawna softshelle. Są dużo cięższe kurtki bezmembranowe, które jednak nie chronią przed wiatrem, a oprócz tego są zwykle 2-4 razy cięższe od wiatrówek - całkowicie bezsensowne rozwiązanie.
 
 
Wiatrówka nie jest niezbędna, bo można ją zastąpić hardshellem, jednak zapewnia o wiele większy komfort, a im mniej używamy hardshella tym dłużej będzie on spełniał swoje zadanie.
 
 
Warstwa zewnętrzna - Hardshell
 
Arc'teryx Alpha LT Women's - właśnie się rozpadła, muszę kupić nową (304 g)
Arc'teryx Alpha SL Pants Women's - hybryda gore tex pro i paclite - paclite puszcza wodę (340 g)
 
 
W trakcie wędrówki trudno jest się obejść bez ubrań chroniących przed deszczem. Do tego najlepiej nadaje się kurtka i spodnie membranowe. Wodoodporne i oddychające - często tylko w teorii. Pod plecak i w trudne warunki warto wybrać 3-warstwowy gore-tex Pro-shell. Jak na razie tylko on mnie nie zawiódł pod względem wodoodporności (tzn. zawiódł, ale dopiero kiedy membrana uległa całkowitej degradacji), lżejsze membrany zawsze puszczały wodę. Oddychalność membran jest kiepska, ale ciepły deszcz w Skandynawii nie występuje, nie trzeba się tym więc przejmować. Trudno znaleźć pancerną kurtkę bez wywietrzników pod pachami, tych jednak prawdopodobnie będziemy rzadko używać, ponieważ podczas silniejszych opadów woda wlewa się przez nie do środka kurtki. Podobnie jest też z zamkami w spodniach, ale warto je mieć - najlepiej na całej długości spodni łącznie z paskiem, tak żeby można było spodnie założyć bez zdejmowania butów.
 
Jest jeszcze poncho, którego nigdy nie używałam, a które może być dobrym rozwiązaniem, ale raczej nie do Skandynawii - kurtka chroni także przed zimnem, podczas gdy pod ponczo może podwiewać wiatr, zwłaszcza w otwartym terenie, jak w norweskich górach czy pustkowiach Islandii.
 
 

Warstwa termiczna - biwakowa
Customowa ultralekka kurtka puchowa Roberts (235 g)
 
 
Trudno mi sobie wyobrazić biwak w temperaturze około 0 i brak ciepłej kurtki - tutaj pojawia się sweter puchowy lub lekka kurtka puchowa. Różnią się one konstrukcją komór: sweter ma komory przeszywane, więc jest nieco mniej ciepły, kurtka ma szwy dystansowe. Oba warianty będą dobre. Sweter czy kurtka powinny być wypełnione conajmniej 100 g puchu 850 cui (odpowiednio więcej w przypadku gorszego cui). Ja mam ultralekką wersję kurtki na 80 g puchu, która odpowiada termiką swetrowi na 100 g puchu (rozmiar S). Posiadam też sweter puchowy Yeti Wave, bardzo go lubię, ale jest dużo cięższy i nie tak ciepły (344 g).
 
 
Puchowe okrycie na noc warto włożyć do śpiwora, nam będzie cieplej, a kurtka nie naciągnie wilgoci z powietrza. Naszą wilgoć łatwo odparuje rano, kiedy podgrzejemy ją ciepłem własnego ciała podczas zwijania obozu.
 

 

Czapka i rękawiczki
 
Daszek Haglofs Fly Visor (10 g)
Czapka Arc'teryx Rho Ltw Beanie (34 g)
Mój zestaw rękawic to znó Arc'teryx Rivet AR Glove (48 g)i Beta AR Mitt  - tylko część membranowa (88 g)
 

Czapka i rękawiczki będą niezbędne. Czapka z wełny merino jest najbardziej uniwersalna - nie będzie w niej za ciepło. Powerstrech lepiej zarezerwować na zimę (chyba że jesteś łysy i wiesz, że marzniesz w głowę), podobnie jak buff - golf bluzy i garda kurtki wystarczają.
 
Daszek najlepiej sprawdza się u osób, które jak ja mają dużo włosów i potrzebują tylko czegoś, co osłoni oczy od słońca. Można go bez problemu założyć pod czapkę i nosić także kiedy jest zimno. Fly Visor niestety nie jest już produkowany, ale nie znalazłam niczego, co by się z nim równało - niczego równie minimalistycznego.
 
 
Jeśli chodzi o rękawiczki zasada jest podobna jak przy reszcie ubrania. Noszę zawsze rękawiczki rowerowe, które chronią dłonie przed odciskami od kijków trekkingowych. Trochę zabezpieczają przed zimnem i wiatrem. Nie wliczyłam ich tutaj, bo to rzecz opcjonalna, dla wrażliwców. 
 
Na następnym etapie zakładam rękawiczki z cienkiego Powerstrechu, a w deszczu/bardzo zimnym wietrze łapawice z Gore-tex Pro Shell - chodzi tylko o warstwę membranową, wewnętrzną łapawicę z Polartec High Loft zostawiam na zimę (łapawice często sprzedawane są w postaci grubych zimowych zszytych razem warstw - coś takiego jest zupełnie niepraktyczne, bo przeznaczone tylko na mrozy, a pozbawione możliwości szybkiego suszenia). Czasem łapawic używam z rąkwiczkami z Powerstrechu, ale częściej bez nich. Rękawice z windstoppera są dobre na lekką zimę, kiedy nie pada deszcz, ale latem nie będzie z nich zadnego pożytku - prędko przemokną, nasiąkną wodą. 
 
 
To wszystko. Wcale nie tak mało: w sumie trzy pary spodni i pięć warstw na górną część ciała, do tego dwie pary rękawic i czapka. No cóż, to właśnie skandynawskie minimum :-) Nie da się ukryć, że Arc'teryx to moja ulubiona firma, ale znalazło się też kilka innych :-)
 
W tym zestawieniu nie ma skarpet, stuptutów i butów - uznałam, że zajmę się nimi w osobnym wpisie.

Często modyfikuję ubranie: podwijam spodnie i rękawy wiatrówki, zakładam kaptur, czapkę, rękawiczki. Ważne jest żeby się nie przegrzewać, idealnie jest kiedy jest odrobinę chłodno, wtedy się nie pocę i nie ryzykuję wychłodzenia. Czasem zamiast wiatrówki zakładam... czapkę. Czasem też zakładam wiatrówkę pod HS, kiedy jest zimno, ale za ciepło na PS. Cztery rzeczy dają bardzo dużą uniwersalność.
 
 
Wiem, że należę do osób, które w czasie aktywności nie mają szans zmarznąć. Na postojach marznę bardzo. Kiedy się nie ruszam mam termikę typową dla większości kobiet. W marszu najczęściej noszę  koszulkę, samą lub z wiatrówką. Powerstrech zakładam wieczorem (pod spodnie, bo tak jest cieplej) i do spania. Na dłuższych postojach i obozowo na Powerstrech zakładam kurtkę puchową.
 
 
Nawet u doświadczonych wędrowców wciąż widać dublujące się rzeczy. Niektórzy zabierają dodatkową koszulkę, u mnie jej rolę spełnia wiatrówka, która ma tą przewagę, że chroni przed wiatrem, ma kaptur i dobrze oddycha. Widuję też dublowanie innych rzeczy - np. zakładanie dwóch Powerstrechy. Nie wyobrażam sobie w temperaturze dodatniej, czy lekko poniżej zera zakładać dwóch tak grubych warstw, ugotowałabym się. Ubieranie się na cebulkę ma nie tylko chronić przed chłodem, ale przede wszystkim przed przegrzaniem, które dopiero w dalszej perspektywie doprowadza do wychłodzenia. Gdybym spodziewała się bardzo niskich temperatur stale wybrałabym jednak cienką koszulkę z długim rękawem zamiast z krótkim.

 
Jak się obchodzić z ubraniami?
Przenoszone w plecaku chronię przed zawilgoceniem, trzymając je w rolowanych workach wodoszczelnych. Najmniej miejsca zajmują bezładnie wciśnięte, rolowanie lub składanie nie jest tak skuteczną metodą kompresji.
 
Mokre ubrania suszę na sobie, na plecaku, na butelce wypełnionej gorącą wodą. Staram się nigdy nie suszyć ubrań w śpiworze, robię to tylko w sytuacjach awaryjnych (dotąd zrobiłam to tylko raz na Islandii, kiedy wpadłam do rzeki). Jeśli warunki nie sprzyjają po prostu zakładam mokre. Nie warto ryzykować nadmiernego zawilgocenia śpiwora.
 
Najlepiej w ogóle niczego nie prać, jedynie bielizna tego wymaga. Pranie robię rano (pranie czyli płukanie z dala od źródła wody i bez użycia detergentów), w słoneczny i wietrzny dzień - rzeczy wyschną przymocowane na plecaku. Jeśli pogoda nie sprzyja piorę wieczorem i suszę na butelce. Oczywiście nic się nie stanie jeśli warunki pogodowe uniemożliwią pranie.






 


19 komentarzy:

  1. Leśna!

    Bardzo ładne kompendium wiedzy. Ze swej strony dodam - mam nadzieję, że potwierdzisz - bardzo duże spektrum temperatur w jakich powyższy zestaw działa. Nie bagatelną role odgrywa tu nie pozorna wiatrówka.
    Z moich doświadczeń wynika, że jeżeli w tym zestawie zmienisz lekkie koszulki przeciwpotne na grubą bieliznę, spodnie z lekkich letnich na zimowe (np, ciepły softshell), zmienisz kurtkę puchową z lekkiej, na model w większym wypełnieniem to jesteś ubrana na zimę.
    Zasada jest więc dokładnie ta sama, zmienia się współczynnik izolacyjności.
    Oczywiście skarpety i rękawice tez się zmieniają, ale to oczywiste.

    Z pozdrowieniami

    Pim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, pomyślałam sobie, że przyda się takie kompendium. Potwierdzam - spektrum temperatur to 30 stopni, więc nie mało jak na w sumie mały zestaw. Wiatrówka to cudowny wynalazek. Na zimę wystarczy wymienić cienką koszulkę na grubszą z długim rękawem i kurtkę puchową na grubszą i można śmigać na większym mrozie, choć na biwak bym jeszcze dodała puchowe spodnie. Cienkie spodnie nawet niekoniecznie wymieniałabym na softshelle - co prawda też je mam, ale powerstrech, cienkie spodnie, a na to gtx to jest zestaw nawet na większy mróz. Choć w Himalajach nie byłam to myślę, że taki zestaw byłby niezły przy wyjściu z ciepłych dolin w wyższe partie.

      Usuń
  2. takie wpisy lubię najbardziej - dużo przydatnej wiedzy. dzięki

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja dorzucę trzy grosze na temat termicznych streczy.
    Z mojego doświadczenia wynika, że techno stretch jest niekiedy lepszy niż polartecowy power stretch. Z żoną mamy dwie cortiny od Montano, ja samodzielnie używam leginsów od Beri i te rzeczy wykonane są z tkaniny Pontetorto. Mam Także bluzę od HiM z power stretch i rękawiczki jakiejś polskiej firmy z power stretch pro. I różnica jest w tych przypadkach na korzyść techno stretchu jedynie PS pro jest równie dobry jak wyroby Pontetorto. W przypadku bluzy HiM użyty materiał jest strasznie kiepski mechanicznie pilinguje się od tarcia sam o siebie np pod pachami. Zaś techno stretche mimo, że posiadamy je znacznie dłużej nie noszą praktycznie śladów zniszczenia na wierzchniej stronie. Jedynym wyjątkiem jest moja cortina. Jednak mimo, że używana dłużej jest nieporównywalnie mniej zniszczona niż PS od HiM. Myślę że kwestia jest w surowcu i, że HIm wykorzystało gorszy gatunek PS.
    Reasumując z mojego doświadczenia wynika, że korzystniej jest zakupić coś na bazie tkanin pontetorto bo za porównywalnej klasy polartec trzeba zapłacić prawie 2x tyle. Chociaż zdarzyło mi się już widzieć produkty marek typu Millet czy Mammut wykonane z techno stretch kosztujące w okolicach 500 zł i więcej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam niczego z Tecnostrechu, w użyciu widziałam Attiq na znajomej - szybko się zbił i zaczął mechacić. Na pewno są różnego sortu strecze i może być tak, że dobry Tecnostrech będzie lepszy od kiepskiego Powerstrechu. Nie mam niczego Pro, ale zwykły strecz ma już parę lat i tylko malutkie zmechacenia.
      Różnice są też w grubościach - np. strecz Montano w bluzach, które oglądałam jest bardzo cienki i mało mięsisty w porównaniu z moim i Kwarkowymi.
      Najwyraźniej i strecze przed zakupem trzeba brać pod lupę.

      Usuń
  4. To fakt, że podobnie jak PS TS występuje w różnych wykończeniach. Te bluzy montano mimo pozornej cienkości są całkiem ciepłe. A Kwarka miałem raz w rękach. Kumpel uszył sobie na zamówienie leginsy i jest mega zadowolony. Ma także arcteryxową bluzę, która jest na pierwszy dotyk z wierzchu wykończona jak jego leginsy i sprawdza się tak samo dobrze. A to w sumie ciekawe bo niby Arc nie używa w bluzach RHO wykończenia pro, a Kwark właściwie szyje tylko z tego. No i Kwark w porównaniu do innych firm szyjących z PS pro jest względnie tani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pro mam próbki Kwarka, mama ma z niego rękawiczki Kanfora. Tu też są różnice, choć bardzo niewielkie - różne kolory mają różną grubość. Jak wykończę Arca to zainteresuję się Kwarkiem. Pro jest pro... Więc można żądać za niego więcej kasy, Arc ma jedną bluzę z Pro, ale cena zupełnie z kosmosu, Kwark zdecydowanie bardziej przystępny. Pomyśleć, że to tylko plastik... Ani nie trzeba hodować owiec, ani technologia nie jest skomplikowana :-/

      Usuń
  5. Hej, zajrzałam żeby sprawdzić jaki miałaś model nart w Laponii? Takich jak moje (atomic rainier) już się nie da kupić, a Jose szuka czegoś dla siebie. Przy okazji- bardziej na temat- w wysokich górach gdzie są częste zmiany natężenia wysiłku wariant z dwoma powerstretchami zamiast wiatrówki na jedną koszulkę ma tę zaletę, że po zwolnieniu nie marznę. To oczywiście bardzo indywidualne (i wygodne tylko jak jest wystarczająco zimno), więc nie namawiam. Mi odpowiada, a dodatkowa kajakowa waży tylko o 50 g więcej niż wiatrówka (mając więcej funkcji) więc pod względem wagi też się to często opłaca. Ja w sumie za każdym razem pakuję się trochę inaczej, bo różne warunki, różne trasy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej. Miałam Madshus Epoch, ale to będą dla Ciebie za szerokie narty (bo umiesz jeździć :-)), może lepiej Eon? Pim chyba je ma.

      Dwa powerstreche wywołują u mnie gwałtowny sprzeciw :-). Jeszcze nigdy nie miałam potrzeby nosić więcej niż jeden, to zdecydowanie za ciepłe dla mnie, dopiero poniżej -15 miałoby sens, wiatrówka tu mi się bardziej sprawdza. Czasem narzucam na chwilę kurtkę puchową, którą przecież i tak mam ze sobą. Albo szczękam zębami :-). Staram się pakować zawsze tak samo, praktycznie tylko bieliznę zmieniam w zależności od tego czy spodziewam się bardziej zimy czy bardziej lata.

      Usuń
  6. Jestem zadowolona ze swoich nart, to dla Jose, a on nie umie:) Laponię przeszedł na skiturach. Wydaje mi się, że w warunkach polarnych czym szersze tym lepsze. Mniej się wpada.
    Chyba bardziej marznę, ale cóż zrobić albo to starość, albo powinnam czasem pochodzić w lecie:)
    dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, źle przeczytałam, właśnie się zdziwiłam, bo przecież Ty umiesz jeździć :-). Zależy jakie to mają być te polarne warunki - na takim fajnym twardym śniegu, to takie szerokie narty mocno zwalniają (choć może dla waszego duetu to dobrze, zrobisz więcej zdjęć :-)). Za to w brodzeniu w głębokim śniegu w tych brzozowych laskach albo na zjeździe jeśli ktoś nie posiada umiejętności zjazdowych doskonałe. Mimo wszystko może jednak Eon? Trochę szybsze i bardziej uniwersalne. Narty kupowałam w jakimś sklepie, który siedzibę ma w Pirenejach (co prawda francuskich), bo na 160 cm nigdzie nie było, więc Jose mógłby może pójść i przymierzyć.
      Takie geny :-) w lecie nie chodź, będzie jeszcze gorzej!

      Usuń
  7. Cześć!
    Dzięki za bardzo interesujący blog, od niedawna zgłębiam jego zasoby.Do tego stopnia minimalizmu jaki opisujesz, (jeszcze?) nie dojrzałem, ale jest ciekawą inspiracją. Może kiedyś?... Czy możesz napisać coś więcej o używanej przez Ciebie wiatrówce Arcteryxa? Szukam dla siebie czegoś podobnego - postanowiłem się rozstać z grubym softshellem i zastanawiam się jaka jest różnica między opisanym przez Ciebie łaszkiem a coraz popularniejszymi cienkimi softshellami? Wybór na rynku jest tak duży, że trudno się połapać...
    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      To jeszcze nie jest szczyt minimalizmu, do którego wciąż dążę :-)

      Mam wrażenie, że softshelle tracą popularność (i całe szczęście), cienki i tak nie dorówna wiatrówce. Wiatrówka jest bardziej odporna na wiatr i lekka, soft teoretycznie bardziej wytrzymały. No i to tyle różnic. Ważną rzeczą jest dopasowanie kaptura - to właśnie sprawia, że obecnego Squamisha nie polecam, regulacja jest tak poprowadzona, że zsuwa się na tył głowy. Kaptur powinien mieć regulację z boku, przy szczęce, tylko wtedy będzie przylegał. Stara wersja, (u mnie pomarańczowa)była genialna, była pełnoprawną kurtką. Nie wiem czemu musieli ją popsuć.

      Obecnie myślę nad customową wiatrówką ultralekką, jak powstanie poinformuję :-)

      Usuń
  8. Witam,

    Twoje zestawienie spadło mi z nieba:) Planuję dołączyć do wyprawy na Islandię w czerwcu (opcja biwakowo-trekingowa), więc znalazłam u Ciebie ściągę, bo sama jestem zielona w tym temacie.
    Korzystając z tego, że można jeszcze zrobić zakupy w promocyjnych cenach, chciałam kurtkę puchową kupić. Nie chcę wprowadzać zmian tak jak ty, bo nie znam się na tym. Zastanawiam się więc nad Arc’Teryx (THORIUM AR HOODY lub THORIUM SV HOODY), Roberts (ANDROMEDA MIDI) czy może Cumulus (Incredilite Endurance Lady)?
    Ta ostatnia ma puch hydrofobowy i zastanawiam się, czy w Skandynawii, gdzie ryzyko deszczu jest wysokie, nie będzie to lepsze rozwiązanie niż puch naturalny? (Czytałam, że nie ma nic cieplejszego niż puch naturalny z drugiej strony... Tylko że mokry traci te właściwości.. No i bądź tu mądry)
    Oczywiście, kurtka ma mi służyć też w innych okolicznościach - mam różne skandynawskie marzenia (także zimą, ale wtedy biwak już nie wchodzi w grę jak dla mnie), a poza tym jestem zmarzluchem i lubię się dogrzać na codzień.

    Poratuj, bo zupełnie nie wiem, co wybrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!

      Na warunki "letnie" wystarczy każdy sweter puchowy na 100g puchu 850 cui, 150g jeśli boisz się zmarznąć.
      Thorium ma gorszy puch.
      Jeśli chodzi o puch wolę polskich producentów, masz serwis na miejscu i w razie czego możesz coś wymienić, naprawić.
      Lubię Robertsa za możliwości zmian (Andromeda nie musi być Midi, nie musi być z Pertexu Microlight, może mieć tyle puchu ile chcesz i taki kaptur jaki lubisz). Cumulus miał też kurtkę bez Endurance'u, ale nie wiem czy jest wciąż w ofercie. Oczywiście warto kupić jak najlżejszą, to jest rzecz na lata. Jednakowoż Andromeda ma dystansowe szwy w przeciwieństwie do Incredilite, więc będzie cieplejsza, jednak i Incredilite będzie ok (zwłaszcza jeśli poprawili wadliwą konstrukcję barków).

      Zamów coś z lekkiego materiału (Pertexu Quantum lub jeszcze lżejszego, acz droższego - w obu firmach możesz zapytać przed zakupem o ofertę materiałów). Taki materiał łatwo schnie i dzięki temu kurtka pozostaje sucha. Nocą warto czasem trzymać ją w śpiworze, a w ciągu dnia w worku wodoszczelnym.
      Puchu hydrofobowego się boję i unikam - podobno początkowo ładnie się puszy, ale z czasem piórka się łamią, loft spada i w efekcie robi się zimno.
      Wszelkich komplikacji wodoodpornych także unikam - nie są potrzebne, bo w kurtce puchowej nie chodzi się w deszczu. Pozostaje jeszcze kwestia rozmiaru i figury, najlepiej byłoby zmierzyć, bo wymienione kurtki leżą zupełnie inaczej (obie firmy mają siedziby w Gdyni).

      Usuń
  9. Cześć,
    szukam warstwy termicznej na biwakowanie/postój pod jeździe rowerem na Islandii. Dość intensywnie myślę o Arcteryx Cerium LT Hoody. Co myślisz o takim wyborze? Nie będzie za ciepły? Alternatywnie Arcteryx Atom LT Hoody wypełniany syntetykiem. Z góry dziękuję za porady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesc, nie ma czegos takiego jak za ciepla kurtka biwakowa, zwlaszcza na Islandii. Puch cieplejszy, Atom to nie jest ciepla kurtka, za to nadaje sie do jazdy na rowerze w bardzo zimnych warunkach. Polskie odpowiedniki beda tak samo ok jak Cerium, wybierz co Ci sie podoba z podobna iloscia puchu i bedzie ok.

      Usuń
  10. Bardzo dziękuję za rzeczową odpowiedź. Kupuję zatem Cerium. W tym momencie można ją dostać -40%. Mierzyłem jeszcze Thorium, ale jest cięższa i gorszy puch.

    OdpowiedzUsuń