wtorek, 10 listopada 2015

Te Araroa: Kerikeri - Ngunguru (Bay of Islands i dalej wzdluz wschodniego wybrzeza)

Mam klawiature macintosha, wiec wiele nie napisze... Posuwam sie na poludnie w standardowym tempie 20 km/dzien, powoli nadchodzi lato i slonce prazy. Busz stal sie nieco bardziej przyjazny, a szlak przewaznie prowadzi terenami rolniczymi. Piekne widoki na Pacyfik nie naleza do rzadkosci. 

Nocleg w Kerikeri


Najstarszy murowany budynek w Nowej Zelandii






Namorzyny - bedzie ich wiecej




Cala ekipa thru-hikerow po przeprawie lodzia na druga strone zatoki, koniec Bay of Islands


Szlak trudny do przebycia, wiec wszyscy poszli korytem strumienia, juz sie do tego przyzwyczailam :-)



Northland oznacza tez duzo chodzenia drogami...


Ciagle trafiaja sie mili ludzie, czasem nawet bardzo mili, w Helena Bay nocowalam w przyczepie z lat 60., zostalam zaproszona na BBQ i jajecznice ze swiezym tymiankiem rano :-)



 
Trzysetny kilometr - to juz 1/10 szlaku!


 
Estuarium Whananaki, zachod slonca i nocleg w Holiday Parku przyjaznym dla dlugodystansowcow.





 
Takich uroczych plaz bylo mnostwo, ale wiekszosc prywatnych.


 
 
 

Jeszcze troche lasu i doszlam do Ngunguru. Czesc wedrowcow jedzie do Whangarei, ale ja mam jeszcze duzo jedzenia, wiec ruszam od razu dalej. Pozdrawiam!

 
 
 
 
 

czwartek, 5 listopada 2015

Te Araroa: Ahipara - Kerikeri (Northland Forests/Ocean to Ocean)

W Ahiparze pojawilo sie duzo cubenu do suszenia, kolezanka z pokoju miala namiot ZPacks w ladnym niebieskim kolorze i ten sam plecak co ja, tyle ze granatowy :-)


A potem zaczal sie busz... Wszystko co o nim mowia to prawda - masakra. Z poczatku nie bylo zle, Herekino Forest byl calkiem ok, ale zaczelo padac, a chaszcze zrobily sie coraz gestsze. Blotniste bajora wlasciwie sie nie konczyly, caly szlak to jedno blotniste bajoro... Malo przyjemne bylo dostawac z mokrego liscia po 500 razy dziennie!




Mily akcent to wielkie drzewa kauri i ladne strumyki. Mniej mily akcent to duza ilosc wiatrolomow. Roslinnosc tropikalna byla bardzo ciekawa, palmy, kauri, liany, paprocie. Widzialam kolorowe papugi kakariki.




Pierwszy biwak w buszu zaliczylam na szcycie jakiejs gory, wialo, a o 3 nad ranem na moj namiot wpadlo jakies zwierzątko, najprawdopodobniej opos.



Byl potem dzien przerwy w buszu i gruntowe drogi, ale na ostatnim zejsciu, wyjatkowo stromym, wlasciwie pionowym, probujac nie zjechac po blocie wsadzilam kijek pod kamien i zeslizgnawszy sie zlamalam dolny segment :-( Na razie da sie isc, ale licze ze w Auckland na poczcie odbiore nowy segment.


Spotkalam fajnych ludzi, z ktorymi biwakowalam, ale w okolicy dzialy sie rozne imprezy - byla sobota.


A potem Raetea Forest, straszne chaszcze ponownie. Poruszalam sie z predkoscia 2 km/h i to w porywach...


Czasem przeswity...


A na koniec kaluze tak glebokie, ze czepialam sie plotu zeby nie zanurzyc sie po pas.


Wyszedlszy z lasu podeszlam jeszcze troche i zalapalam sie na swietny nocleg w mieszkalnym garazu u bardzo sympatycznej pani. Jakies leftovers i jajecznice zawdzieczam chyba urokowi osobistemu :-)





Ostatni etap buszu, Omahuta i Puketi Forests juz nie byly takie zle. W Omahuta szlak szedl droga gruntowa, a nastepnie przez trzy kilometry korytem strumyka (!!), ale pogoda byla piekna, woda chlodna i tak tam bylo slicznie, ze jak dotad to chyba tam najbardziej mi sie podobalo. Dalej byl bardzo stromy trawers, a potem podejscie by zakonczyc wedrowke po buszu droga gruntowa na polu namiotowym, na ktorym spotkali sie wszyscy thru-hikerzy.




Biwakowalam nad taka oto urocza rzeka. Jedyne sensownie plaskie miejsce bylo wprost na szlaku. O kondensacji lepiej nie wspominac, Nowa Zelandia w ogole obfituje w wilgoc, a busz to juz calkiem.




Nastepnego dnia po malym bladzeniu osiagnelam 200-tny kilometr.


Dalej tereny rolnicze, az do Kerikeri, czasem droga, czasem pastwisko, czasem prosto przez pole, chwilami kiepsko oznakowane, ale ogolnie w porzadku. Do miasteczka szlak szedl wzdluz rzeki Kerikeri, na ktorej byl piekny wodospad. Osiedlismy biwakujac przy hostelu, ja, kolega z Czech i kolezanka z Niemiec. Ogolocilismy supermarket i zrobilismy uczte :-)






W nastepnych dniach obejde Bay of Islands i bede zdazac na poludnie wzdluz brzegu Oceanu Spokojnego. Do Whangarei nie chce wstepowac, bo to daleko od szlaku. Nie bede wiec w zadnej sensownej cywilizacji az do Auckland (400 km stad). Kontynuujcie trzymanie kciukow :-)