wtorek, 19 grudnia 2017

Test: Bielizna Kwark Polartec Power Dry (prototyp)

Prototyp getrów Kwarka z Polartec Power Dry otrzymałam do testów późną wiosną 2016. Testowałam je latem w Szwecji i w Polsce i spodobały mi się tak bardzo, że poprosiłam Kasię, właścicielkę Kwarka o uszycie także koszulki, z zamiarem zabrania zestawu na Appalachian Trail w 2017. Tak weszłam w posiadanie obu części zestawu za co Kwarkowi bardzo dziękuję.
 
 

Teraz kiedy nadszedł czas na podsumowanie sezonu, kiedy okazało się, że ten materiał nie jest już produkowany i wykonana z niego bielizna nie znajdzie się w ofercie Kwarka. Postanowiłam jednak opublikować recenzję "in memoriam". Równolegle testowane było kilka rodzajów dzianin i ostatecznie w ofercie znalazła się bardziej rozciągliwa, cieńsza wersja Power Dry.
 
Na zestaw, zwany pieszczotliwie pomarańczową piżamą, składa się koszulka z krótkim zamkiem oraz getry. Obie rzeczy są mniej więcej w rozmiarze S, a koszulka została uszyta dla mnie na miarę.
 
Waga koszulki: 136 g
Waga getrów: 118 g
 
 
 
 
Materiał
 
Bielizna wykonana jest z materiału Polartec Power Dry o nie do końca znanej gramaturze, prawdopodobnie 120 g/m2 (choć wydawało mi się, że więcej), o chropowatej strukturze i fakturze w drobną kratkę. Nie ma połysku jak inne tego typu tkaniny i nie jest w dotyku plastikowy. Jest dosyć elastyczny.
 

Kolor marchewkowy był ciepły i rozgrzewający, sprawiał że byłam zawsze widoczna :-) 
 
 
 
Krój
 
Krój koszulki jest prosty i funkcjonalny. Rękawy wszyte prosto, korpus lekko taliowany, tył przedłużony (przedłużyłabym przód żeby wyglądały tak samo). Na moją prośbę koszulkę zaopatrzono w golf z krótkim zamkiem - uważam to rozwiązanie za najbardziej praktyczne, zapewnia ciepło (nie noszę buffa, a mój śpiwór nie ma kaptura) i wentylację. Golf sprawdził się znakomicie, lubię się w niego wtulać.

 
Krój getrów jest bardzo prosty, ponieważ był to prototyp robiony na szybko według dziecięcego wykroju trzeba go było poprawić na bardziej kobiecy :-). Z początku miałam problem z ciasnością w łydkach, ale z czasem materiał się rozciągnął (przez to nogawki się skróciły). Talia jest dość wysoko, co mi niezbyt odpowiada - getry zjeżdżają i tak na swoje miejsce i trochę wiszą w kroku. Materiał nie jest bardzo elastyczny i aż się prosi o bardziej zaawansowany krój (panele), jednak rozumiem, że to był tylko prototyp.

Wszystkie szwy są płaskie.
 
 

 
Termika
 
Podczas przejścia Appalachian Trail, a później Long Trail i Northville-Placid Trail miałam okazję używać Power Dry w najróżniejszych warunkach, od przymrozku (-3) do upałów (+30). Na tak długiej wyprawie, gdzie nie można sobie pozwolić na dźwiganie zbyt wielu rzeczy trzeba było pójść na kompromis. Uznałam, że właśnie ten materiał będzie najbardziej odpowiedni na lekką drugą warstwę - nie za ciepły, nie za chłodny. Porównanie termiki z wełną merino o podobnej gramaturze 150 g/m2 wypada bardzo podobnie. Wełniany zestaw Bergansa, którego używałam w Nowej Zelandii miał gramaturę 200 g/n2 i tu porównanie oczywiście wypada na korzyść wełny, jest ona cieplejsza, a dzianina w dotyku odrobinę bardziej mięsista. Power Dry jednak odrobinę nadrabia kratką, która w stopniu co prawda minimalnym, ale zatrzymuje ciepło.
 
Gramatura 120 g/m2 wskazuje na średnią termikę, a zatem nadaje się na chłodne dni trzysezonowo. Zimą nie jest wystarczająca, chyba że ktoś należy do osób, którym jest wybitnie ciepło. Power Dry wybrałam jako swoją jedyną warstwę termiczną poza kurtką puchową na całą wiosnę i lato na Appalachian Trail, jedynie przez pierwszy miesiąc używałam Power Strechu.
 
Taki wybór może się wydawać ryzykowny, jednak Power Dry sprawdził się. Wielokrotnie bywałam na krawędzi zmarznięcia - nie mogłam się na przykład zatrzymywać na dłuższe przerwy, ale wpisywało się to w mój plan szybkiego marszu. Zupełnie inaczej było w trakcie kilku fal upałów - tutaj liczyła się oddychalność i jak najmniejsza termika - nawet w upalne noce, kiedy temperatura sięgała powyżej 30 stopni Celsjusza nie czułam dyskomfortu, a dzięki temu że miałam bieliznę na sobie (z podksanymi rękawami i rozpiętym zamkiem) nie kleiłam się do maty ani do samej siebie. Koszulkę solo mogłabym zapewne nosić w czasie aktywności do około +15 stopni Celsjusza, potem już byłoby zdecydowanie zbyt gorąco.
 
 
 
Oddychalność
 
Power Dry oddycha bardzo dobrze, choć koszulki nie sprawdziłam go nigdy jako pierwszej warstwy w czasie dużej aktywności. Coś co ma bezpośredni związek z oddychalnością to przewiewność - silniejszy wiatr z łatwością przewiewał materiał, szczególnie czułam to na przedramionach, gdzie koszulka jest nieco bardziej obszerna niż w innych partiach.
 
 
Schnięcie
 
Testowanie schnięcia było dosyć intensywne - jako że moja kurtka przeciwdeszczowa nie była wodoodporna często chodziłam mokra, a w zimne dni nosiłam pod nią Power Dry jako drugą warstwę, a w ten sposób wszystkie moje warstwy były mokre. Zależało mi na tym żeby do czasu kiedy pójdę spać ubranie mieć w miarę suche dlatego szczególnie zależało mi na tym żeby bielizna szybko schła (oczywiste jest, że nie miałam zamiaru nosić kolejnego zestawu do spania). To było główną przyczyną (oprócz mniejszej wagi) zabrania zestawu syntetycznego, a nie z wełny merino jak to miało miejsce w Nowej Zelandii. Syntetyk sechł faktycznie szybciej niż wełna i nie bałam się go przemoczyć. Wystarczyło wykręcić rękawy, a reszta wysychała sama.
 
 
Wytrzymałość
 
Pod względem wytrzymałości jest bardzo dobrze. Bielizna nie ma żadnych dziur, ani wyraźnych uszkodzeń.
 
W jednym miejscu mam zaciągniętą nitkę (przeprawa przez jeżyny), wysnuła się też nitka ze szwu na kolanie, ale to wina rzepów w moich stabilizatorach, które zawsze wyszarpują nici z ubrań.
 
Po roku użytkowania zarówno na koszulce jak i getrach widać bardzo drobne zmechacenia. Pojawiły się one na początku, a potem już ich nie przybywało.
 
 
 
 
 
Smrodliwość
 
Całego zestawu używałam przede wszystkim jako bielizny do spania, a przy takim użytkowaniu trudno o to aby się zaśmierdła. Po miesiącu takiego użytkowania bez prania bywała nieświeża, zwłaszcza że zdarzały się upalne noce, jednak nie było to nic, co by odrzucało na wstępie.
 
 
Koszulki ponadto używałam jako drugiej warstwy na koszulkę z krótkim rękawem z mieszanki wełny merino i tencelu (włókna celulozowego) Icebreakera. W tym wariancie nie było mowy o łapaniu zapachów.
 
Podobnie było w przypadku getrów, które z kolei bywały pierwszą warstwą, noszone pod krótkimi spodenkami, w zimne dni (zapewne -3 do +8). Nie należę do osób, które dużo się pocą, a już na pewno nie pocą mi się nogi, jedynie pod stabilizatorami, które noszę na kolanach.
 
 
W ciągu pół roku prałam swój zestaw trzykrotnie: pierwszy raz po upływie półtora miesiąca, drugi po kolejnych dwóch i później po miesiącu po powrocie do domu. W żadnym wypadku nie czułam, że to konieczne, po prostu akurat trafiła mi się okazja do wrzucenia ubrań do pralki bezpłatnie.
 

Podsumowanie
 
Z Power Dry byłam bardzo zadowolona i bardzo lubiłam swoją "marchewkową piżamę". Mam zamiar jeszcze długo z niej korzystać w czasie letnich trekkingów. Jej główną zaletą jest niska waga i uniwersalność, coś niezwykle cennego w czasie długich wędrówek, kiedy nie można zabrać ze sobą całej szafy. Szkoda, że nie znajdzie się w ofercie Kwarka, bo byłaby świetna dla zwolenników f&l, jednak można mieć nadzieję, że inne rodzaje Power Dry także się sprawdzą.
 

piątek, 8 grudnia 2017

Test: Śpiwór Roberts Vagabond 300 custom

Śpiwory mojego pomysłu wzbudzają zainteresowanie, często o nie pytacie, więc postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami z użytkowania.
 
Szczegóły techniczne

325g puchu gęsiego 850 cui 95/5
Pertex quantum GL
Komory kasetonowe
Waga 612 g (wg. moich pomiarów)
Dwa krótkie zamki z listwą dystansową
Taśmy mocujące do materaca
 

Użytkowanie

Śpiwór został zakupiony w roku 2015 z myślą o długodystansowych wędrówkach. W sezonie 2015/2016 miałam go ze sobą w Nowej Zelandii na przejściu 3353-kilometrowego Te Araroa, a w 2017 3523-kilometrowego Appalachian Trail (z wyjątkiem pierwszego miesiąca, kiedy to używałam wersji na 600 g puchu). Oprócz tego był na wielu krótszych wędrówkach w Polsce.
 
 

Szczegóły konstrukcji i ich funkcjonalność

Śpiwór zaprojektowałam sama i zamówiłam u Robertsa po osobistych konsultacjach i przymiarkach u producenta.

Konstrukcja śpiwora jest wzorowana na modelu bazowym Vagabond (choć w gruncie rzeczy mają niewiele wspólnego). Charakteryzuje się on kasetonowymi komorami (prostokątne, o mniejszej objętości), a nie podłużnymi komorami typu H i jest najcieplejszą konstrukcją w ofercie Robertsa (mowa oczywiście o konstrukcji, a nie o ilości puchu).

Długo zastanawiałam się nad quiltem, ale producent przekonał mnie, że konstrukcja zamknięta zawsze będzie lepiej izolować, a quilt niekoniecznie będzie lżejszy, bo jednak musi on otoczyć śpiwór i mieć pewien margines.

Cechą charakterystyczną mojego customa jest możliwość przypięcia go do materaca za pomocą wszytych na stałe taśm. Rozwiązanie to ma na celu umożliwienie obracania się w środku śpiwora, a nie razem z nim, jak to ma miejsce w tradycyjnych śpiworach. Zyskuje się wygodę i wzrost termiki. Taśmy są dwie i można je rozpiąć, lecz jak się okazało nie ma takiej potrzeby i w 600ce nie ma napów, a materac po prostu wsuwam w taśmy.
 
 
 
W przeciwieństwie do większości letnich śpiworów mój Vagabond ma krój różnicowy, pozwalający na odpowiednie rozprężenie się puchu, a eliminujący nadmiar wewnętrznego materiału.
 
Obwód zewnętrzny (zielony materiał): 170 i 140
Obwód wewnętrzny (szary materiał):150 i 122
 
 
 
Komory kasetonowe (najcieplejszy rodzaj komór), których jest ponad 100 (pozwala to na przytrzymanie puchu we właściwym miejscu i chroni przed przesuwaniem się zbitych kłębów puchu) są do końca zaszyte, a puch jest w nich równomiernie rozłożony. Śpiwór posiada również komory boczne, szczególnie istotny element izolacji. Myślę, że komór mogłoby być mniej (dużo mniej mam w wersji z 600 g puchu), choć pewnie musiałabym go w takim przypadku częściej przetrzepywać.
 
 
 
Śpiwór ma kształt zbliżony do mumii, nie jest jednak typowym wąskim workiem. Został znacznie poszerzony, tak aby zapewnić maksymalny komfort użytkowania i możliwość obracania się wewnątrz - śpię we wszystkich możliwych pozycjach, lubię się wewnątrz porozciągać. To właśnie duży rozmiar (pomimo długości 180 cm - na 160 wzrostu) sprawia, że śpiwór jest stosunkowo ciężki, waży 612 g.

Nie ma kaptura, ponieważ przy dodatnich temperaturach uznałam go za niepotrzebny, podobnie jak kołnierz termiczny. Do zaciągania śpiwora wokół szyi służy gumosznurek z minimalistycznym stoperem. Ponieważ śpiwór jest tak obszerny mogę się do niego schować po uszy, jeżeli jest bardzo zimno, a nawet naciągnąć go na głowę.

Ciekawym rozwiązaniem jest krótki zamek z komorą dystansową - w rzeczywistości są to dwa zamki. Zamek to zawsze newralgiczne miejsce najbardziej narażające na utratę ciepła, a taka dodatkowa komora między zamkami właśnie przed tym chroni. To właśnie w tej komorze znajduje się większość z dodatkowych 25 g puchu. Rozwiązanie sprawdza się znakomicie, natomiast w tym śpiworze rozważam usunięcie zamka, gdyż jest on tak szeroki, że wsunięcie się do wnętrza nie wymaga użycia zamka i prawie nigdy go nie używam.
 
Zamek jest umieszczony po prawej stronie, co pomaga mi obsługiwać go prawą ręką (tak, prawą prawy, a lewą lewy - jestem praworęczna). Jest też tak dlatego, żeby wejście do śpiwora znajdowało się po tej samej stronie co wejście do namiotu.
 
 
Śpiwór składa się z ponad 100 osobnych komór wypełnionych puchem 850 cui. Komory są zaszyte (inaczej niż w czerwonej 600-ce), co nie pozwala puchowi z pleców przemieścić się w górę jak to miało miejsce w przypadku 600-ki. Plecy jednak z czasem "schudły", wyraźnie widać to również kiedy śpiwór leży na podłodze - loft środkowej części jest mniejszy niż na obwodzie. Puch nieodwracalnie zgniótł się pod moim ciężarem.

Jest to jeden z powodów dla których warto przymocować śpiwór do maty. Puch zgniatany przez śpiącego niszczy się i traci loft. Jeśli śpiący obraca się ze śpiworem będzie gniótł puch także z boku, a nawet z wierzchu jeśli będzie spał na brzuchu. W ten sposób termika spadnie. Termika śpiwora przymocowanego nie spada, bo puch zgnieciony i tak nie odgrywa większej roli w izolacji. Dlaczego całkowicie nie pozbawiłam spodu śpiwora puchu? Otóż kiedy leży się na boku i wierci zdarza się, że spód śpiwora jest nieco bardziej eksponowany niż zwykle. Puch został więc w środku na wszelki wypadek. Po dwuletnich testach byłabym skłonna zmniejszyć ilość puchu w plecach, ale jednak zgodnie z zaleceniem producenta pozostawiłabym go trochę właśnie na tę okoliczność.
 
 
 

Puch i termika

Puch jest doskonałej jakości, loft nadal jest bardzo dobry, pomimo dwóch lat bardzo intensywnego użytkowania. Śpiwora nigdy jeszcze nie prałam. Prawie nigdy nie suszę śpiwora w ciągu dnia, bo nie mam na to czasu. Nie mogąc spędzić całego poranka na suszeniu, pakuję zawilgocony. Staram się jednak w miarę możliwości nie dopuszczać do zamoczenia, a zatem spać w dobrze wentylowanych miejscach (pod wiatą, w namiocie przy otwartych drzwiach). W appalaskich wiatach wentylacja była idealna, toteż śpiwór podgrzewany nocą ciepłem mojego ciała nie chłonął wilgoci, mimo że  wokół przeważnie zalegała gęsta mgła, padał deszcz. Wielu wędrowców próbowało dla ochrony przed zimnem okrywać czymś śpiwór, np. tropikiem namiotu, lecz odnosili oni przy tym odwrotny skutek do zamierzonego - śpiwory namakały i traciły loft.

Wiele osób ma wątpliwości co do zastosowania puchu w wilgotnym klimacie, jednak moje doświadczenia są pozytywne. Chyba tylko w amazońskiej dżungli wilgoć jest większa niż w Nowej Zelandii i Appalachach, a Vagabond dowiódł, że przy odpowiednim traktowaniu nie ma się czego obawiać.
 
Producent upewniał się czy nie chcę wypróbować puchu hydrofobowego - choć obecnie stał się dość popularny, mam w pamięci uwagi użytkowników, którym puszystość silikonizowanego puchy drastycznie spadła. Niektóre firmy wręcz się ze sprzedaży produktów z puchem hydrofobowym wycofały.
 
 
To co przekłada się bezpośrednio na termikę to loft, czyli napuszenie. Dokonałam pomiarów i na środku śpiwora jest to około 11-12 cm. W nogach loft wzrasta do 16 cm. W części środkowej, gdzie wygniótł się puch w plecach jest dużo mniej, pewnie około 9 cm.
 
 
Termika nie została dokładnie określona, ponieważ jest to wyrób customowy, na miarę i na zamówienie. Śpiwór wypełniony 300 g puchu 850 cui powinien zapewniać komfort kobietom do 3 czy 5 stopni Celsjusza, a mężczyznom do -2 czy -5 stopni. Te ogólne wytyczne sprawdzają się również w przypadku Vagabonda. Choć jest bardzo szeroki, a więc puch rozkłada się na większej powierzchni, to jest jednak krótszy niż męski standard, a do tego puch okazał się być świetnej jakości, w związku z czym loft jest lepszy niż w przypadku innych śpiworów z tą samą ilością puchu.
 
 
Na zeszłorocznym przejściu Szlaku Kaszubskiego mieliśmy z kolegami okazję porównać loft Cumulusa Lite Line 300 (ciemnoszary, wtedy nowy, dziś w opłakanym stanie) i Małachowskiego UL II 300 (jasnoszary). Warto też przy okazji spojrzeć na porównanie rozmiarów - może się komuś przyda.
 
 
 
 
 
Według moich odczuć temperatura komfortowa to właśnie około 3-5 stopni Celsjusza, zależnie od panujących warunków. Wielokrotnie spałam w Vagabondzie w temperaturach około 0 stopni (szron na trawie, ale spałam w namiocie), używając dodatkowo kurtki puchowej jako kołdry. Nie było szczególnie ciepło, ale dało się spać. Kurtką owijam się zresztą prawie zawsze - to poprawia termikę, a jednocześnie chroni kurtkę przed chłonięciem wilgoci z otoczenia. Ubieranie kurtki do śpiwora nie jest dobrym pomysłem, bo tak jak to ma miejsce z plecami śpiwora, część puchu jest wtedy zgnieciona. Rozłożona luźno lepiej izoluje.
 
 
Materiał

Zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne pokrycie Vagabonda zostało uszyte z Pertexu Quantum GL. Wybrałam ten materiał, ponieważ jest najlżejszy z Pertexów, ma on jednak szereg innych zalet. Jestem zdecydowaną przeciwniczką wodoodpornych materiałów, które de facto utrudniają schnięcie, stawiam na jak najlepszą oddychalność. W tej kwestii Pertexu Quantum GL nic nie przebija. Quantum GL jest bardziej odporny na uszkodzenia, a także bardziej puchoszczelny (piórka przebijają się przez materiał bardzo rzadko) niż zwykły Quantum, lepiej oddycha niż konkurencyjny Toray Airstatic (M21), lecz nie posiada aż tak dobrego DWR, woda dość szybko zaczyna wsiąkać w materiał. Gdybym teraz szyła zimowy śpiwór również użyłabym wersji GL.
 

 
 
 
Podsumowanie

Wygoda oprócz termiki była głównym motywem przyświecającym mi przy opracowaniu koncepcji tego śpiwora, a z obu tych rzeczy jestem bardzo zadowolona. Śpiwór służył mi już na dwóch długodystansowych szlakach - nocny odpoczynek uważam za niezwykle ważny. 
 
To była pierwsza próba, więc choć jestem z Vagabonda bardzo zadowolona wiem co mogłabym zmienić. Jak wspominałam, być może pozbędę się zamka, którego nie używam. Myślę też, że komór mogłoby być nieco mniej, a odrobinę mniejszy rozmiar obniżyłby wagę śpiwora.

Na dość wysoką cenę takiego śpiwora (już nie pamiętam, ale zapłaciłam coś w okolicach 1200-1300 zł zamawiając kilka rzeczy na raz) wpływa użyty materiał a także skomplikowana konstrukcja. Zszycie tych wszystkich komór jest jednak niezwykle pracochłonne.
 
Na koniec chciałabym jeszcze raz zaznaczyć, że jako projekt customowy mój śpiwór nie ma tak naprawdę nazwy, a Vagabond to tylko nazwa robocza - chodzi o podobieństwo konstrukcji. Na stronie Robertsa jest szereg takich bazowych produktów, którymi można się posiłkować projektując swój własny wymarzony śpiwór.