środa, 26 lutego 2020

Higiena na szlaku - poradnik dla kobiet

Natknęłam się ostatnio na pewien poradnik dla kobiet podróżujących dotyczący higieny. Zauważyłam, że na większość poruszanych w nim kwestii mam inne poglądy, może dlatego że był skierowany bardziej do podróżniczek niż do długodystansowców (długodystansowczyń...). Postanowiłam w związku z tym podzielić się z Wami swoim (minimalistycznym!) spojrzeniem na tę kwestię, szczególnie, że pytania o higienę bardzo często padają podczas rozmów po moich slajdowiskach i często prosicie żebym napisała coś o tym na blogu.


Co na siebie włożyć

Podstawowym problemem, odkąd ewolucja pozbawiła nas futra, pozostaje kwestia ubioru. Im więcej mamy na sobie, im mniej oddychają nasze ubrania, tym prędzej pojawi się problem nieprzyjemnego zapachu. Jeżeli tylko temperatura na to pozwala najlepiej zakładać krótkie spodenki lub spódnicę. Zapewnią one swobodę ruchu, dostęp powietrza.
O ile mężczyźni często wędrują bez bielizny, w samych spodenkach, to ze względu na higienę, paniom raczej nie polecam rezygnowania z tej części odzieży. Chroni ona też w pewnym stopniu przed odparzeniami i otarciami. Najprzyjemniejsza w użyciu jest wełna merino, nie zaczyna emanować zbyt szybko aromatem niemytego człowieka, jest miękka i delikatna, a mokra ziębi mniej niż syntetyk.
Znalezienie odpowiedniej bielizny zajmuje trochę czasu - majtki powinny zakrywać pośladki i odpowiednio leżeć. Gumki powinny być delikatne, a szwy nie mogą się wrzynać. Krój moich ulubionych Icebreaker Siren Hipkini został niestety ostatnio zmieniony na bardziej skąpy. Znalezienie odpowiedniego biustonosza będzie jeszcze trudniejsze - na rynku jest sporo syntetycznych sportowych staników, są też z wełny, natomiast wśród tych bardziej podtrzymujących, wskazanych dla pan o większym biuście, nie ma zbyt wielkiego wyboru. Panache Sports Bra okazał się najwygodniejszy. Fiszbiny się nie wbijają, syntetyczny materiał jest miękki, zapięcie wykończone jest w sposób niedrapiący. Niestety czas schnięcia jest bardzo długi, co sprawia, że częstego prania tej części ubioru nie polecam.

Odparzenia dotyczą tak samo kobiet jak i mężczyzn. Pisałam o nich w tekście o urazach i kontuzjach. Pojawiają się między pośladkami, w kroczu, pod pachami, w okolicach biustu - we wszystkich słabo schnących miejscach. Jedyną znaną mi metodą, która jest prawie zawsze skuteczna jest mycie się natychmiast kiedy poczujemy pieczenie. Wystarczy sama woda z butelki, którą mamy do picia. Do umycia potrzeba niewielkiej ilości wody (50 ml). Nawet na pustyni, a właściwie zwłaszcza na pustyni, warto je poświęcić. Osuszyć można się ubraniem.
Pamiętajcie, że uda ocierają się czasem o siebie w trakcie chodzenia i powoduje to odparzenia, zwłaszcza w czasie deszczu. Żeby tego uniknąć trzeba warstwy materiału - jeżeli nosimy krótkie spodenki to ich nogawki będą chronić przed ocieraniem, możemy wtedy nosić figi. Jeśli wybieramy spódnicę, lepsze będą bokserki z krótkimi nogawkami.
To samo dotyczy koszulek - ich rękawy muszą sięgać pod pachy i oddzielać ręce od korpusu, inaczej pod pachami mogą pojawić się odparzenia. Wybór materiału koszulki zależy od klimatu - tam gdzie sucho i gorąco sprawdzi się syntetyk, tam gdzie wilgotno i zimno wełna, wilgotno i gorąco - szybciej schnąca mieszanka, np. wełny z tencelem, wiskozą, nylonem.





Pranie

Większość ubrań piorę rzadko, robię to raz na tydzień czy dwa, kiedy jestem w mieście i mogę uprać rzeczy w łazience z udziałem mydła. Bieliznę natomiast lubię zmieniać codziennie na czystą - jedne majtki mam na sobie, a drugie się suszą. W zupełności wystarczą dwie pary majtek. Oczywiście zdarza mi się chodzić w jednych dwa razy z rzędu, kiedy np. pada deszcz i nie jest to wielki kłopot. Natomiast odradzam odwracanie majtek na drugą stronę, propagowane przez pewną znaną youtuberkę - skutkuje tylko ubrudzeniem spodenek. Majtki płuczę w wodzie, wykręcając nad ziemią, bez użycia detergentów, które nie są wcale potrzebne. Piorę tylko tą część, która tego wymaga - całość schła by dłużej. Na wielu zdjęciach wnikliwy obserwator zauważy suszącą się bieliznę - do tego właśnie służy linka z boku plecaka. Jeśli warunki pogodowe nie sprzyjają majtki suszę w kieszeni - wysychają ogrzewane ciepłem ciała.
Zdecydowanie odradzam używanie wkładek higienicznych, które wcale higieniczne nie są, bo pogarszają oddychalność i wcale nie sprawiają że nagle stajemy się czyste i świeże. Ponadto większość wkładek jest wykonana z plastiku. Używając ich przyczyniamy się do powiększania światowych zasobów śmieci, a śmieci na szlaku musimy nieść aż do następnego miasta, gdzie znajdziemy kosz na śmieci. Używanie wkładek może usprawiedliwić tylko prawdziwa zima kiedy nie ma gdzie wyprać i jak suszyć bielizny.




Mycie

Podobnie jak do prania także i do mycia się najprościej jest w ogóle nie używać żadnych środków myjących, mydeł, żeli itp. To naprawdę ważne - mimo że tyle się mówi o zasadach Leave No Trace, ciągle spotyka się osoby otwarcie zachęcające do używania mydła i szamponu w wodach powierzchniowych. Wiele osób myśli, że biodegradowalny żel nadaje się do użytku w wodzie, podczas kiedy jego biodegradowalność objawia się dopiero w glebie, w kontakcie z bakteriami humusowymi. Tego rodzaju środków możemy używać wyłącznie nad ziemią, w pewnej odległości od zbiornika wodnego (niektóre źródła podają 20 m, najlepiej odsunąć się jeszcze bardziej). To prawda, brzmi jak spory kłopot. Dlatego właśnie najlepiej sobie odpuścić i umyć się porządnie w mieście. A pływać w jeziorze możemy bez mydła.




Jeśli używamy dezodorantu powinniśmy go zmyć przed kąpielą.
Niestety wciąż modne są mokre chusteczki, choć nie mają one żadnych zalet. Wykonane są w większości przypadków z plastiku, więc zużyte również trzeba nieść razem z innymi śmieciami. Zamiast myć rozmazują brud. Są ciężkie, dlatego wielu hikerów suszy je po zakupie i wtórnie nasącza wodą przed użyciem. Równie dobrze sprawdzi się jakakolwiek szmatka zamoczona w wodzie tudzież skropiony wodą papier toaletowy.

Mycie włosów to także spory kłopot i czynność niepotrzebna. Im rzadziej myjemy włosy, tym mniej się one przetłuszczają. Nasza fryzura spokojnie wytrzyma 7 czy 10 dni, a po tym czasie zapewne dotrzemy do miejsca, gdzie możemy wziąć prawdziwy prysznic. W zupełnej dziczy i oddaleniu od cywilizacji możemy posłużyć się biodegradowalnym szamponem. W tym celu musimy zgromadzić odpowiednią ilość wody we wszystkich butelkach jakie mamy i mycie przeprowadzić na ziemi. Oczywiście przyjemniej będzie jeśli wodę nagrzejemy.

Zimą także możemy zadbać odrobinę o higienę - służy do tego kulka śniegu. Wystarczy wygarnąć z przedsionka namiotu.



Siusianie w terenie


Jedną z rzeczy, za którymi tęsknię najbardziej po powrocie ze szlaku to możliwość siusiania na stojąco, do zrealizowania w krótkich spodenkach lub spódniczce. Odrobina praktyki sprawi, że nie będziecie rozglądać się nerwowo czy ktoś nie pojawi się nagle na szlaku i nie zastanie Was z gołym tyłkiem, będziecie mogły oddawać mocz bez zdejmowania plecaka i spodenek, co pozwoli oszczędzić siły i czas.

Przez jakiś czas modny był "pee rag", czyli szmatka używana zamiast papieru toaletowego. Polskie szlaki w górach są upstrzone pozostawionymi przez panie chusteczkami higienicznymi. Szmatka (bawełniana chustka lub kawałek syntetycznego ręcznika) miała być wielorazowym substytutem, ale używana więcej niż jeden dzień zaczyna nieznośnie śmierdzieć. Najlepiej użyć tego, co jest wokoło: liścia, kawałka kory. Można też użyć własnych palców. Mocz to tylko woda z minerałami.

Wybaczcie brak ilustracji :-)


Menstruacja

Kobiety spędzają jedną czwartą roku krwawiąc, taki już nasz los i musimy go zaakceptować. Nie inaczej jest na szlaku.

Jeśli macie silne bóle miesiączkowe możecie liczyć na to, że na szlaku będą nieco słabsze. Jeżeli Wasz wysiłek będzie bardzo intensywny menstruacja w ogóle nie wystąpi - organizm podejmujący tak wielki wysiłek uznaje, że nie będzie w stanie utrzymać ciąży i nie daje nam możliwości zajścia w nią. Jaka jest granica to kwestia indywidualna - u mnie to 6 maratonów w tygodniu, ale znam kobiety, które nie dostają okresu wędrując zaledwie 20 km dziennie.

Menstruacja nie oznacza konieczności noszenia większych ilości wody. Tutaj pewnie Was zaskoczę - nie wymaga także mycia.

Kubeczek menstruacyjny jest często zachwalany i sama go używam, ale nie jest idealny - nie wystarcza w przypadku obfitych krwawień. Należy go opróżniać przynajmniej dwa razy na dobę, lecz dla tych z nas, które mają obfite krwawienia może to być konieczne nawet co dwie godziny. W pierwszych dniach bywa potrzebna wkładka lub podpaska.

Współczesny człowiek zdecydowanie zbyt wielką wagę przywiązuje do higieny. Na szczęście nasze ciała wcale jej nie potrzebują, wystarczy więc przełamać psychologiczną barierę. Pochwa ma własny system obronny, odpowiednie bakterie i kwaśne środowisko; jest przystosowana do kontaktu z nieumytym partnerem - tak jak to ma miejsce u zwierząt i tak jak miało do niedawna w przypadku ludzi. Najbardziej szkodzi przesadna czystość, bo w sterylnym środowisku łatwiej o infekcję. Praktyka czyni nasz organizm bardziej odpornym na czynniki zewnętrzne.

Zdecydowanie zbędny jest żel dezynfekujący - po pierwsze jego działanie jest znikome, po drugie bardziej prawdopodobne jest że podrażnimy błonę śluzową zawartym w nim alkoholem niż że nabawimy się infekcji go nie używając.

Mydło także nie jest potrzebne, wystarczy sama woda, no chyba że mamy naprawdę przerażająco brudne ręce. Może ze dwa razy w życiu umyłam ręce mydłem w terenie przed manipulacją kubeczkiem. Resztki krwi po prostu wyschną i się wykruszą.

Jeśli mamy nieograniczony dostęp do wody oczywiście używajmy jej, preferując wodę płynącą. Osoby, które chcą mieć gwarancję czystości wody powinny ją przefiltrować lub przegotować. Również kubeczek warto od czasu do czasu włożyć do wrzątku. Jeśli muszę, płuczę swój kubeczek w wodzie z kałuży, nie powiem jednak żebym to polecała. W każdym razie wystarczy opłukać palce wodą i można iść dalej. Cały zabieg zajmuje minutę.

Alternatywą dla kubeczka pozostają podpaski jak i tampony. Nie są biodegradowalne, trzeba wynosić je ze szlaku razem z innymi śmieciami. W cieple w zużytych produktach higienicznych szybko lęgną się bakterie, a nasiąknięte krwią są ciężkie.

Podpaski, choć wydają się najmniej inwazyjne, nie są wygodne w użyciu w trakcie wędrówki - wywołują odparzenia, a także łatwo się odklejają od bielizny.





Depilacja

Współczesna kultura narzuca kobietom konieczność depilacji ciała. Po moim pierwszym długim dystansie zrezygnowałam z depilacji, widząc że bardziej doświadczone dziewczyny, w tym Triple Crownerki, odrzucają ten wymóg, mają owłosione nogi i nie przeszkadza to ani im, ani ich partnerom, jeżeli takowych posiadały. To było dla mnie wielkie odkrycie i jeszcze jeden stopień do wolności, jakiej można doświadczyć wędrując na długim dystansie, w oddaleniu od pełnej absurdalnych nakazów i zakazów cywilizacji.

Przyznaję jednak że depiluję nogi przed startem - na bladej skórze włosy są bardziej widoczne. Na opalonej już nie, a też i w słońcu stają się jaśniejsze.
Dla tych z Was, które po prostu muszą i koniec dobrym rozwiązaniem jest jednorazowa żyletka (w rzeczywistości oczywiście wielorazowa). Można jej używać na mokrej skórze bez substancji poślizgowej, ale wywołuje podrażnienia, które na wyschniętej skórze, przy przekraczaniu rzek zafundują nam ból i pieczenie, a nawet infekcje (rzeki które trzeba przejść nie zawsze są czyste). Można też użyć plastrów, które są równie lekkie i dają efekt na dłużej. Nie wywołują podrażnień.
Depilacja laserowa, którą można wykonać przed sezonem i która pozbawi większości włosów jest skuteczna tylko dla tych, którzy mają włosy bardzo ciemne. Blondynki i szatynki mogą o niej zapomnieć.

Jeśli myślicie o depilacji czegoś więcej niż nóg zastanówcie się dwa razy. Pachy i krocze są chronione przez włosy, zabezpieczając przed odparzeniami. Otarcia na delikatnej skórze mogą zamienić wędrówkę w bolesny koszmar.





Jeśli jakiś temat pominęłam, piszcie w komentarzach.