czwartek, 9 kwietnia 2020

Test: Plecak OnMyWay Triple Crown

Z całego sprzętu, jaki znalazł się na mojej liście ekwipunku zabranego na Pacific Crest Trail największe zainteresowanie wzbudził plecak - prototyp plecaka Triple Crown polskiej firmy On My Way. Nic dziwnego - Polska nie jest krajem, w którym styl fast&light jest wiodący; zazwyczaj prostych, ultralekkich plecaków szukamy za granicą. A w nurt tej właśnie filozofii wędrowania - na lekko - wpisuje się Triple Crown. Pisałam już o nim przy okazji podsumowania sprzętowego po PCT, to jednak był prototyp. Ostatnio weszła do sprzedaży ostateczna wersja, którą miałam jeszcze okazję przetestować, więc myślę, że to doskonały moment na recenzję.




Oprócz recenzji na blogu powstał też krótki film 





Projekt


Półtora roku temu, kiedy siedziałam nad listą sprzętu, który planowałam zabrać na Pacific Crest Trail i nie mogłam się zdecydować na to, jaki plecak zabrać (ZPacks Arc Blast rozpadł się po Continental Divide Trail, Northern Ultralight Sundown nie był ani dość duży, ani dość wygodny) zgłosił się do mnie jeden z właścicieli On My Way z zapytaniem czy nie przetestowałabym ich plecaka.

Przez moje ręce przeszedł zarówno OMW Liteskin One City, jak i XPack One Hiker, który nabrał dzięki tej współpracy bardziej thru-hikerskiego charakteru - m.in. zadbaliśmy o większe i łatwiej dostępne kieszenie. Jego litraż nie był jednak odpowiedni na naprawdę długi dystans, jaki czekał mnie na PCT. Dlatego poprosiłam chłopaków o zaprojektowanie nowego, dużego plecaka długodystansowego, który miałby wszystko to, co w tego typu plecaku uważam za niezbędne i który byłby pozbawiony wszystkiego tego, co zbędne. Tak własnie powstał ideał: Triple Crown. Plecak, w którym przeszłam ostatni etap Triple Crown of Hiking.


Na początku tego roku otrzymałam poprawioną wersję i zdążyłam ją jeszcze przetestować w czasie ostatniej przed epidemią zagranicznej podróży - w Irlandii.






Waga


Waga ostatecznej wersji wynosi na mojej wadze 726 g. Waga prototypu była nieco niższa i wynosiła 678 g prototyp (oba ważone z linkami po bokach). Plecak zdecydowanie mieści się w przedziale ultralight, czyli poniżej 1 kg.



Pojemność


Oficjalnie Triple Crown ma pojemność 42 litrów - w takim przypadku pozwala na zrolowanie. Wciąż da się do niego wcisnąć więcej, nie można tylko całkiem zrolować, a jedynie zetknąć brzegi komory i zapiąć główną taśmę kompresyjną. Wtedy pojemność plecaka to 45 litrów. Można iść jeszcze dalej i załadować 47 litrów. Wtedy komora pozostanie otwarta, ale wciąż będzie można zabezpieczyć zawartość przed wypadnięciem spinając plecak taśmą. Na tą okoliczność wszyliśmy szczególnie długą taśmę. W ostatecznej wersji jest ona odrobinę krótsza, ale wciąż pozwala na taki manewr.




OMW Triple Crown jest jedynym na świecie modelem plecaka UL, który mieści w środku w pozycji horyzontalnej bear canister - popularny model Bear Vault 500. Jest to niedźwiedzioodporna beczka z grubego plastiku, wymagana w niektórych rejonach turystycznych USA, m.in. na 300-milowym odcinku Pacific Crest Trail. Dla wszystkich wybierających się na ten szlak lub w inne uczęszczane przez niedźwiedzie okolice jest to kwestia kluczowa, mimo to, o ile mi wiadomo, żaden amerykański plecak nie posiada tej cechy. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest wygląd - małe, szczupłe plecaki wyglądają bardziej atrakcyjnie niż obszerny worek mieszczący wszystko co potrzeba. Troczenie beczki na zewnątrz plecaka zaburza równowagę (beczka sama w sobie waży ponad kilogram, a wewnątrz znajduje się kolejne kilka kilogramów jedzenia), trzymanie jej w środku pionowo utrudnia pakowanie się i jest niewygodne ze względu na kształt beczki, która wbija się w plecy. 




Materiał


Materiał, z którego Triple Crown jest wykonany to nylonowy XPac o gramaturze 186 g/m² ze wzmocnieniami z nitek dyneemy tworzących na powierzchni mateiału charakterystyczny deseń w romby. Użyty materiał jest jedną z grubszych wersji XPaca, więc ma też bardzo dużą wytrzymałość. W czasie całej wędrówki pojawiło się tylko jedno drobne przetarcie, powstałe na skutek kontaktu z kolczastą rośliną. Materiał nie jest całkiem wodoodporny, choć mija sporo czasu zanim zacznie przesiakać. Szwy nie są podklejone i to jest główną przyczyną pojawiania się w pewnym momencie wody wewnątrz. Jest to standardem w przypadku tego materiałach, obecnie najpopularniejszego w tego typu plecakach. Materiał nie nasiąka i dzięki temu waga plecaka nie zwiększa się w czasie deszczu.





Konstrukcja


Konstrukcja jest bardzo prosta: rolowany worek z dostępem wyłącznie od góry. Bez stelaża czy jakiegokolwiek usztywnienia. Podejrzewałam, że dojrzałam już do tego typu plecaka i miałam rację; w ogóle nie brakowało mi stelaża. Nic mnie nie uwierało przy odpowiednim rozkładzie rzeczy, a plecak nawet samoistnie układał się w łuk, tak że nie przylegał do pleców na całej powierzchni. Rozważaliśmy lekkie usztywnienie z pianki w plecach, ale słusznie się go pozbyliśmy - jest zbędne przy umiejętnym pakowaniu.








Komorę roluje się w różnym stopniu, w zależności od ilości bagażu w środku i zapina za pomocą klamry. Brzegi komory pozostawiliśmy bez dodatkowego zamknięcia. Niektórzy producenci zabezpieczają je dodatkowo rzepami lub napami, ale z rzepami miałam już złe doświadczenia - niszczą ubrania, drapią, a w końcu są pełne śmieci i tracą swoją funkcję. Nap byłby dobry, ale nie jest niezbędny. Ostateczna wersja posiada w tym miejscu taśmę, która usztywnia brzegi komory.

Jak w każdym plecaku mamy też pętlę transportową. Jest też pętla na czekan i gumka mocująca - tego elementu nie miałam okazji przetestować, wędrując bez czakanu.





Dodatkowe możliwości troczenia mamy na obu bokach plecaka, gdzie wszyte są pętelki, w które według własnego uznania wsuwa się sznurek lub gumosznurek. Do mojego plecaka dołączony był sznurek, użyłam krótkich kawałków aby mieć możliwość suszenia bielizny i przymocowania kijków na czas transportu w bocznej kieszeni.







Pas biodrowy jest wyściełany tylko w luźnej części (nie na plecach). Wykończony jest miękką siateczką. Pianka (EVA) jest dość cienka, ale miękka i wygodna, a pas biodrowy okazał się jeszcze wygodniejszy niż ten, który tak chwaliłam w ArcBlaście. 


Plecy są zrobione tylko z materiału, bez żadnych pianek. To była jedna z pierwszych zmian, jakich dokonaliśmy - plecaki nie powinny chłonąć wody i potu, gdyż powoduje to odparzenia i powstawanie odrażającego zapachu. Jest to szczególnie ważne na długich dystansach, gdzie dzień w dzień używamy plecaka i nie mamy możliwości jego suszenia.

Szelki mają taką samą grubość jak pas biodrowy, również posiadają od spodu siateczkę. Na szczęście nie chłoną zbytnio potu i szybko wysychają. Szelki są szerokie i nie są wykończone żadną taśmą, która mogłaby uwierać. Ich ułożenie jest neutralne - nie są ani szeroko ani wąsko rozstawione. Moim zdaniem w sam raz (często mam problem ze zbyt wąsko wszytymi szelkami, zwłaszcza w tzw. damskich plecakach, których z wielu względów wolę unikać). Plecak posiada także odciągi, tzw. load liftery, mające za zadanie dociągnąć plecak do ramion użytkownika. Ponieważ są położone w niewielkiej odległości od szelek spełniają raczej symboliczną rolę.



Konfiguracja kieszeni


Z kieszeni w tym plecaku jestem szczególnie dumna, gdyż ich koncepcja jest mojego autorstwa. Plecak ma pięć kieszeni: streczową na froncie, dwie boczne wykonane z tego samego materiału co plecak (nieelastyczne ze względu na wytrzymałość i wygodę - łatwa obsługa kieszeni bez zdejmowania plecaka to priorytet), mieszczące po dwie litrowe butelki, łatwo dostępne bez zdejmowania plecaka oraz dwie na pasie biodrowym, bardzo duże i wygodne. Strecz jest bardzo mocny, ale nie przesadnie rozciągliwy, dlatego w ostatecznej wersji zwiększymy jej objętość dodając zakładki.




Takie same kieszenie na pasie biodrowym znajdują się w modelu XPac One Hiker. Małe kieszonki to coś, na co najczęściej narzekają właściciele plecaków ultralight (z wyjątkiem użytkowników ArcBlastów), wzięłam to więc pod uwagę. Kieszenie mieszczą naprawdę bardzo dużo - w jednej swobodnie mieści się jednocześnie smartfona i aparat fotograficzny. Wersja oficjalna posiada czarne zamki.





Rozmiarówka

W ostatecznej wersji przede wszystkim zmieniła się rozmiarówka, bo oryginalna była niestandardowa - stosunkowo krótkie plecy (noszę większy rozmiar plecaka niż mogłoby się wydawać przy moim niskim wzroście 160 cm) przy zbyt szerokim pasie biodrowym.  Obecnie odległość pomiędzy środkiem pasa biodrowego a miejscem wszycia szelek wynosi 46 cm, co przekłada się na rozmiar M, a pas został zwężony. Pamiętacie pewnie, że pod koniec wędrówki PCT schudłam na tyle, że mogłam plecak zsunąć z bioder bez rozpinania pasa biodrowego i ratowałam sytuację przypinając kawałek karimaty do pleców. Obecnie wyściełana część pasa biodrowego ma taką długość, że nie jest za długa dla osób noszących rozmiar S, a i dla osób noszących L nie kończy się ona na plecach. Długość tego fragmentu z jednej strony wynosi dokładnie 22 cm. Najwęższy obwód jak można osiągnąć to 75 cm. Najszerszego zależy od stopnia wydłużenia taśm.








Wygoda



Jeszcze kilka lat temu opowiadałam się przeciwko plecakom bez stelaża i dopiero przekonawszy się na własnej skórze o tym, że brak stelaża nie wpływa na wygodę, zmieniłam zdanie. Teraz noszenie na plecach drutów czy rurek w plecaku o litrażu poniżej 50 l wydaje mi się absurdalnym pomysłem.

Po latach doświadczeń z ultralekkim Arc Blastem wiedziałam, wiedziałam też, że klucz do wygody plecaka nie leży w grubości ani sztywności pianek znajdujących się w szelkach i pasie biodrowym. Wręcz przeciwnie - cenię sobie miękkość i brak chłonięcia wilgoci. Ciężar plecaka spoczywa na dolnej części pleców, nie powinien on ciągnąć plecaka do tyłu, a co za tym idzie wisieć na wystających części miednicy. Są różne szkoły prawidłowego zakładania plecaka, sugeruję Wam znaleźć swoją własną metodę. Z grubsza wygląda to jednak tak, że choć producenci zalecają zakładanie pasa biodrowego tak, aby jego środek wypadał właśnie na owych kościach, to ten wariant niesie ze sobą największe ryzyko otarć i siniaków. Większość mężczyzn woli nosić pas biodrowy wyżej, natomiast większość kobiet poniżej. Ja również noszę plecak nisko. Stąd też wynikają różne potrzeby w zakresie długości pleców plecaka (jego rozmiaru), u mężczyzn często krótsze niż by to wynikało ze wzrostu czy bardziej wymiernej długości pleców, u kobiet dłuższe.





Wygoda plecaka, oprócz wygody elementów nośnych, to przede wszystkim zdolność przenoszenia ciężaru. W przypadku plecaków ultralekkich nie ma mowy o wielkich ciężarach - nie do tego zostały stworzone i nie tego szukają ich użytkownicy. W Triple Crown'ie, podobnie jak w innych tego typu plecakach nosi się najlepiej bagaż do 12-14 kg, 15-17 wciąż jest ok, choć nie jest to ideał wygody, od 18 kg w górę wydaje mi się trudne do zaakceptowania, aczkolwiek nigdy nie osiągnęłam takiej wagi.

Wiem, że zwracaliście uwagę na to jak na zdjęciach było widać że plecak niezgrabnie wisi mi na plecach. To typowe zjawisko wśród plecaków bezstelażowych - pozwalamy obsunąć się im nisko na plecy, a szelkom stawiać opór na wysokości obojczyków. Samo w sobie nie jest to wcale nie wygodne natomiast, jeśli plecy są krótkie, a szelki zbyt nisko wszyte przy dużym obciążeniu plecak zaczyna wisieć na ramionach. Wyeliminowaliśmy ten problem wydłużając plecy. Teraz plecak zgrabnie spoczywa na swoim miejscu, a pomiędzy ramionami a wszyciem szelek nie ma duzej odległości, co implikuje brak owego zwisania.

Na zdjęciu widoczny mocno obciążony prototyp z krótkimi plecami.



Funkcjonalność

Funkcjonalność plecaka zależy de facto od użytkownika. Albo ktoś umie/lubi pakować się do prostego plecaka albo nie. Dla jednych brak wielu kieszeni i zakamarków będzie stanowił uwolnienie się od wiecznych poszukiwań, inni będą czuli się zagubieni mając wszystko w tym samym miejscu. Naturalną rzeczą jest, że po tego typu plecaki sięgają osoby poszukujące sprzętu minimalistycznego.

Użytkowanie jednokomorowego plecaka pozbawionego dostępu od frontu czy dołu, klapy, taśm, troków nie oznacza wcale, że wszystko wrzuca się hurtem do tej jednej jedynej komory. Są wszak jeszcze kieszenie na pasie biodrowym, mieszczące wiele drobiazgów czy wielka kieszeń streczowa. To tam znajdują się rzeczy, po które będziemy często sięgać w ciągu dnia. Bagaż pakujemy do plecaka tak aby na dole znajdowały się rzeczy, których w ciągu dnia nie będziemy potrzebować wcale, np. śpiwór i większość jedzenia, zaś na samym wierzchu rzeczy po które sięgniemy raz czy dwa, np. lunch czy kurtka puchowa.









Wytrzymałość




Wytrzymałość Triple Crown'a jest naprawdę dobraa. Pokonanie 4300 km nie pozostawiło na nim śladu, wyjąwszy małe zadrapanie materiału od kolczastej rośliny. Kolor zbladł nieco - to dzieło promieni UV. Na jesieni puścił szew w streczowej kieszeni, co jest łatwe do naprawienia. Streczówka okazała się bardzo mocna - nie pojawiła się żadna dziura (mój XPack One Hiker ma jednak małą dziurkę, powstałą w czasie transporu w luku bagażowym samolotu. W prototypie Triple Crown'a był problem z przesuwaniem się pianki w pasie biodrowym, ale został już wyeliminowany - jest wszyta.





Podsumowanie


W obecnej formie plecak nie wymaga już żadnych zmian - w mojej opinii jest idealny. Nic dziwnego, skoro spełnił wszystkie moje zachcianki. Oczywiście chciałabym żeby był lżejszy - wagę można by było obniżyć wymieniając materiał na lżejszy kosztem nieco mniejszej wytrzymałości. Także taśmy mogłyby być nieco węższe, co z kolei umożliwiłoby użycie mniejszej klamry.

Dziękuję firmie On My Way za zaufanie - wiem, że nie jest łatwo sprostać moim wymaganiom :-)





25 komentarzy:

  1. Jakoś trudno mi uwierzyć w wygodę tego plecaka przy jednym, uniwersalnym rozmiarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, oczywiście, obecny standardowy rozmiar jest możliwie przeciętny, czyli M. Rozmiar S na pewno jest nadal dostępny, bo taki był prototyp, a wyprodukowanie odpowiednio większej Lki raczej nie byłoby bardzo skomplikowane - trzeba pytać. Jak będzie odpowiednie zainteresowanie, to chłopaki pewnie wprowadzą więcej rozmiarów na stronie.

      Usuń
    2. Ciekaw jestem, do jak dużego litrażu dałoby się to rozbudować. Nie jestem frakcją ultralight, ale latka lecą i człowiek potrzebuje mniej nosić.Z drugiej strony nie wyobrazam sobie, abym dał radę się spakować na długi wyjazd w 40 czy nawet 50 L. Z drugiej strony, ostatnio zdarzało mi sie łazic, wprawdz na krótkich dstansach, z takim minimalistycznym konstrukcyjnie plecakiem-workiem do transportu kajaka W wersjach 70, 100 i 135 L ;)) W tej ostatniej to faktycznie tylko z kajakiem (+reszta gratów), wiec hardcore ciężarowy i gabarytowy, tylko na małe dystanse. Mniejsze wersje służyły za wkładkę i nosidło do pulek, ale też ze 2 razy ten 70 litrowy worek robił za normalny plecak i o dziwo nosiło się całkiem fajnie, gładkie plecy bez stelaży i gąbek, no i bez zaawansowanej regulacji szelek. Waga samego plecako-worka (nawet 100 L) mniejsza niż mojej normalnej 80-tki, mimo wykonania z dość grubej cordury czy podobnego materiału. Taka ogólna koncepcja bardzo mi się podoba i chętnie zobaczyłbym taki Triple Crown w wersji 70-75 L. Przydałoby się też pewnie ciut więcej punktów do troczenia.
      Pozdrawiam
      -J.

      Usuń
    3. Na zimowe przejście Kungsleden, które jak wiadomo nie doszło w tym roku do skutku uszyliśmy wersję 70-litrową pasującą do pulek (tych małych sanek wędkarskich), wraz z małym plecakiem i biodrówką - piękny zestaw wyszedł, sanki przyczepia się do plecaka i tak można z nimi iść. Udało mi się z tym wszystkim przejechać z Cieszyna do Trójmiasta i z powrotem... 70kę da się wygodnie nieść, ale nie żeby z tym wędrować na dłuższą metę, za ciężko i za nieforemnie jak na tak dużą ilość bagażu - cały sprzęt zimowy i jedzenie na 2 tygodnie. Jak chcesz to podeślę Ci zdjęcie.

      Usuń
    4. Będę wdzięczny! Puściłem Ci zatem maila (via interia). Z góry dziękuję!
      -J.

      Usuń
  2. A string near the side pockets to lock the bottle could be useful. In case of bending over or stumbling. It shall not prevent to catch the bottle, pack on the back.
    I lost one in a river someday (from an arcblast), one more plastic to the sea :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It can be done as there are 6 loops on each side of the pack, a couple right over the edge of the side pocket. The cord is included and you put where you want it, I just went for the most minimalist option and cut it short.
      Oh, I remember when I was taking water standing in the middle of a stream, just below there was a waterfall. One of my bottles fell in the water and I miraculously managed to catch it :-)

      Usuń
  3. Bardzo interesujący, ów plecak... Bardzo dokładnie, go przedstawiłaś, za co dziękuje:))Najbardziej zachęcająca dla mnie jest waga. Kto wie, może jak dobije moje plecaki, które teraz używam- może pomyślę o takim:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. "Większość mężczyzn woli nosić pas biodrowy wyżej, natomiast większość kobiet poniżej" - to ciekawa obserwacja, faktycznie wpisuję się w ten schemat

    Kto wie, może kiedyś się skuszę na plecak bez stelaża?

    Tak... firma On My Way na pewno nie miała z Tobą lekko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam co prawda tylu wędrujących kobiet co mężczyzn, ale z moich obserwacji wynika, że nam się lepiej plecaki układają tuż nad tyłkiem - i już dalej nie zjeżdżają. U was lepiej jak plecak osiada na tych kościach właśnie. Tak to interpretuję.

      Za to powstał lekki plecak :-)

      Usuń
    2. Taka interpretacja sugerowałaby generalną konieczność projektowania dłuższych pleców dla kobiet. To z kolei wpływa na umieszczenie worka transportowego - przy krótszych plecach w męskich wariantach musiałby być on wyciągnięty w górę albo pas biodrowy musiałby być wszyty wyżej (w celu zachowania tej samej pojemności).

      Usuń
    3. Zgadza się. Męskie plecaki mogłyby przy tym być nieco szersze zważywszy na przeciętnie większą szerokość osobnika płci męskiej. Niestety wątpię żeby komukolwiek przychodziło to do głowy, zwłaszcza wiodącym producentom tradycyjnych plecaków, którzy z zasady mają niewiele przemyśleń.

      Usuń
    4. Mnie swoimi przemyśleniami urzekł Osprey który chyba stwierdził że nie potrafią zrobić kieszeni pasa biodrowego. Więc w nowych Exosach nie ma ich wcale :)
      Ale to i tak lepiej niż Deuter który ciągle klepie te same modele z tej samej pancernej tkaniny...

      Usuń
    5. Sprzedaje się, to klepią... Osprey powinien na tej zasadzie przestać robić pasy biodrowe i szelki - nie umie, to niech nie robi :-)

      Usuń
    6. Szelki już potrafią, pamiętaj że twój Exos to staroć.
      Osprey rozdzielił też już bardzo wyraźnie plecaki męskie od damskich, może pasy są dłuższe w nowych wersjach plecaków? Sądząc po procentowym udziale Ospreya w badaniach np trek.com wśród thru-hikerów, nie sądzę żeby to był obecnie często spotykany problem. Inna sprawa że ludzie mają różne poziomy tolerancji na niewygodę plecaka.

      Usuń
    7. Racja, szelki są już w Exosie lepsze, ale w tych plecakach, które mają podział na damskie i męskie w damskich nadal są zbyt blisko siebie wszyte. Pasy biodrowe to porażka - W Exosie dalej jest za krótki. W pozostałych okazuje się, że damskie są jeszcze krótsze niż męskie!
      Wiele osób nie chce się przyznać, że ma siniaki od plecaka, bo wtedy ktoś pomyśli że nie są ultralight... No i jest też problem z tym, że jak już się kupiło i wydało jakąś kasę to się żyje z tym co się ma. Niestety, plecaki UL też mają cały szereg niewygód - żeby nie było że tylko w stosunku do Ospreya jestem uprzedzona.

      Usuń
  5. Pancerną tkanine Deuterow cenie sobie od lat uzywajac plecaka dwa razy w tygodniu do sprzetu siatkarskiego plus wycieczki. Ula ohm2 po wyciagnieciu z paczki straszyl dziurkami w miejscach szycia a dodatki -torebki naddarly sie po dwoch uzyciach. Lekko nie ma
    Pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, kolega przeszedł AT z ULA CDT, miałam go w rękach później i wyglądał bardzo dobrze. No ale kratkowana Dyneema w każdym razie nie jest tak mocna jak XPac. W swoim Deuterze mam akurat dziurę. Nic nie jest niezniszczalne - i całe szczęście, bo by człowiek był skazany całe życie testować tylko jeden plecak ;-)

      Usuń
  6. zakładam ze ula dobrze posłuży ze swoimi dziurkami (i workiem foliowym)
    może jestem do tego plecaka zrażony z własnej winy, mam 2 metry i zamówiłem najdłuższe mozliwe plecy (bez przymierzania)i czuję się jak z kajakiem w pionie (może to opcja dla 3 metrowców z wąsami)jest tez znacząco większy od deutera 32 l. który dotychczas mi wystarczał. PS planuje wyprawę w głąb Puszczy Białowieskiej i tu kolor zielony uli vs czerwony deutera bedzie jakimś plusem, pozdr porseler

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To potwierdza, że rozmiar plecaka to bardzo indywidualna sprawa. No to przyjemności w Puszczy Białowieskiej!

      Usuń
  7. A może by tak zamiast pianki usztywniającej użyć częściowo napompowanego materaca? Próbowałaś może?
    Dzisiaj przyszedł mój Triple Crown :) wygląda bardzo solidnie. Wrzuciłem ponad 13 kg obciążenia i było ok. W mojej (jak sądzę standardowej) wersji nie było dodatkowych sznurków ale była pianka usztywniająca plecy (można ją wyjmować).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam na PCT i stanowczo odradzam. Po miesiącu na rogu zrobiła się dziura i musiałam jej szukać wkładając materac do metalowej balii przy szlakowym źródle, która szczęśliwie tam była. Dwukrotne składanie w prostokąt materacowi nie służy.

      W plecakach OMW, które testowałam wcześniej była kieszeń na piankę i pianka, ale poradziłam to usunąć, bo waga rośnie, a w komforcie nie ma żadnej różnicy, bo po prostu bagaż pełni rolę pianki. Nie powinno tam tego być, ale możliwe że coś się ostatnio zmieniło, możesz napisać do firmy. Sznurki myślę, że powinieneś dostać w komplecie, jeśli chodzi o te po bokach plecaka.

      Usuń