środa, 2 września 2020

Sverige på längden: Abisko - Treriksröset (Gröna Bandet 5: Rostu, Duoibal)

Witajcie! 30go sierpnia po 90 dniach marszu i prawie 3000 km skonczylam przejscie Szwecji! Udalo sie, moj piaty dlugi dystans :-) Ostatni odcinek byl wspanialym zakonczeniem tej bardzo udanej wedrowki, a ze prowadzil przez miejsca rzadko odwiedzane, na pewno jestescie ciekawi jak wygladal. Ja rowniez bylam bardzo ciekawa, od dawna planowalam eksploracje tego rejonu i ciesze sie, ze przypadla ona wlasnie na zakonczenie "Sverige på längden".

Poznym popoludniem opuscilam Abisko i udalam sie na wschod glowna szosa, wlasciwie nawet lekko poludniowy wschod, ale co zrobic! Postanowilam, ze przejscie bedzie takie jak powinno czyli piesze i bede szla tak dlugo az znajde kogos, kto przewiezie mnie motorowka na druga strone jeziora - do przystani we wsi Torneträsk mialam 46 km. Wreszcie zobaczylam Lapporten w calej okazalosci... Ogolnie rzecz biorac byla to piekna trasa ze wspanialymi widokami na gory i jezioro. I nie byla bagnista! Tego wieczora pokonalam jakies 18 km do popularnego parkingu. Byla tam autentyczna chatka, nie jakas tam wiata, z lawkami, ciepla (a noca temperatura juz bardzo zblizyla sie do zera). Pomimo zakazu nocowania spalo nas tam czworo - ja i trojka Estonczykow.









Reszta asfaltu nie dluzyla mi sie jakos specjalnie, drugie sniadanie zjadlam na skromniejszym parkingu. Przelotne opady straszyly teczami, ale to gory wyciskaly deszcz z chmur, a nad jezioro docieraly tylko ostatnie krople.







Dotarlam na przystan, rozejrzalam sie. Mnostwo samochodow! Ale na jeziorze pusto. Ktos przyjechal i zaraz odjechal... No coz, siadlam i czekalam. Zrobilam znak 2800-kilometrowy (wypadlo kilka kilometrow wczesniej, ale tutaj byl lepszy widok).






Po godzinie nadplynela lodz i jednoczesnie nadjechal samochod. Niesmialo podeszlam do starszej kobiety, zaczelam podpytywac czy nie wybieraja sie gdzies na druga strone. Czekali na jeszcze jedna kobiete - byli rodzenstwem i mieszkali w wiosce Kattuvuoma, do ktorej wlasnie sie wybieralam. Byli Saamami, hodowwali renifery - fajnie to zabrzmialo, kiedy kobieta mowila "We are Sami, we are reindeer..." tu nie mogla znalezc slowa, a zabrzmialo to tak, jakby Saamowie i renifery stanowili jednosc. Na poczatku zachowywali sie z rezerwa, ale potem sie rozkrecili, tylko mezczyzna nie odezwal sie do mnie ani slowem. To on decydowal czy mnie zabiora czy nie, panie tylko posredniczyly w negocjacjach. Sprawe przesadzilo napomknienie o tym, ze jestem jak najbardziej sklonna zaplacic za transport (cena byla bardzo niska, ale na pewno zwrocilo sie paliwo).

Jezioro bylo wzburzone, fale dosc wysokie, lodka rozbryzgiwala wode, a my sie hustalismy, ale Laponczyk wprawnie prowadzil lupinke pod wiatr. Niedlugo znalezlismy sie w zatoce, gdzie byly pomosty i parkowalo mnostwo od dawna nie ruszanych samochodow. Skad tam ich tyle? Kilka wiosek na polnocno-wschodnim brzegu laczyla gruntowa droga i samochody sluzyly do komunikacji miedzy nimi. Droga sie urywa, nie prowadzi do zadnej glownej, do zadnej cywilizacji. To miejsce jest odciete od swiata i mozna tam doplynac tylko przez jezioro. Co innego zima - pewnie wlasnie po lodzie przejechaly samochody. Ale juz nie oplacalo sie zlomu odwozic i tak stare gruchoty rdzewieja na parkingu...








Chcieli mnie podwiezc do Kattuvuomy, ale podziekowalam - jak wedrowka to wedrowka. 5 km minelo bardzo szybko. Wies byla ladna, polozona nad zatoka. W dziecinstwie rodzenstwo mieszkalo tu caly rok, choc to osada jesienno-wiosenna (letnia siedzibe maja w Norwegii), bo mamie sie tam bardziej podobalo.






Obawialam sie czy szlak ktory byl na mapie w ogole bedzie istnial, ale owszem, byly szlakowskazy. Poczatek byl wspolny ze szlakiem skuterowym, prowadzil stara droga dla quadow. Widac bylo rzadko uczeszczana sciezke, ale dosc swieze slady zgniecionych roslin wskazywaly, ze ktos tedy niedawno szedl. Trafialy sie kopczyki i farba. No i jesien byla juz wyraznie widoczna, kilka chlodnych nocy wystarczylo, zeby liscie brzoz zzolkly.









Mialam do wyboru isc prosto albo zajrzec nad jezioro, nie mogac sie zdecydowac rozbilam namiot przy moscie nad rzeka i zostawilam decyzje na dzien nastepny. Podobalo mi sie tam, bylo zacisznie, a rzeka szumiala. Przedsionek wystawiony do wiatru uchronil mnie przed kondensacja. Rano wywloklam sie pozno, bo planowalam krotszy dystans - do chatki.






To byl ostatni raz kiedy bylam w terenie porosnietym lasem, niedlugo mialam wyjsc wyzej i miec wokol tylko naga tundre. Kolejna chlodna noc jeszcze bardziej ozlocila las. Zdecydowalam sie isc nad jezioro, ale to byl blad, szlak byl skuterowy i przechodzil przez bagna (choc ogolnie bylo tutaj raczej sucho). Zmarnowalam czas obchodzac je a potem i tak musialam skapitulowac, poprawilo sie kiedy doszedl szlak z Laimoluokty. Znaki szlaku skuterowego w wiekszosci byly poprzewracana, farba wyblakla. Zeby tamtedy isc zima trzeba nawigowac na wlasna reke. Na pewno sa slady skuterow, ale one prowadza swoimi drogami.










Nie przewidziano przejscia przez plot reniferowy, jednak zawsze sa jakies mozliwosci pozostawione dla podroznych - deski i szczelina w siatce.




Jezioro bylo rozczarowaniem, wcale go ze szlaku widac nie bylo... Dopiero na skrzyzowaniu szlakow, gdzie i tak bym doszla wariantem pieszym.





Pogoda dopisywala. Droga wspiela sie na wzniesienie z pieknym widokiem, widac bylo wyzsze gory w Norwegii i szwedzkie wzgorza, ktory stopniowo opadaly na wschodzie. W kotlinie rybne jeziora i domki Saamow.






Po drugiej stronie wzniesienia otwarl sie widok, jaki najbardziej lubie - tundrowa wyzyna, urozmaicona niewielkimi gorkami i jeziorami. Las pojawial sie na wschodzie, tundra rozciagala ku polnocy. Tam wlasnie szlam. Nie zauwazylam miejsca, gdzie sciezka odbijala od drogi i niepotrzebnie nadlozylam kilka kilometrow. Musialam dobijac do szlaku wzdluz plotu. Wial zimny wiatr, zeby zjesc lunch musialam schowac sie za skalami. Korzysc jednak byla, oprocz widoku fajne znalezisko, okazaly rog renifera, ktory zabralam ze soba.











Znalazlam sciezke, kiedy laczyla sie z zimowym szlakiem. Byla bardzo mizerna, czasem znikala, ale miala kopczyki, ustawione z 50 lat temu. Niektore sie rozsypaly, inne zarosly, ale przechodzacy musieli je naprawiac. Ja tez dolozylam kilka kamieni.




O 19 doszlam do doliny, w ktorej bylo wiele domkow nad jeziorem. Zobaczylam helikopter, a potem nadbiegl pies. A myslalam, ze to bedzie ten dzien, kiedy nie spotkam zywego ducha! Mysliwi przyjechali polowac na pardwy. Byli bardzo zdziwieni moja obecnoscia i pytali jak tez sie tu dostalam. Finalnie zaprosili mnie na kolacje - gulasz z losia z ryzem. Byli bardzo mili, mieszkali na codzien w Kirunie i znali troche Polakow. Jeden byl Laponczykiem, domek w ktorym spali nalezal do wujka jego zony, bylego hodowcy. Ja spalam w ratunkowej chatce, juz po raz ostatni.







Pogoda miala sie utrzymac, ochlodzilo sie, wialo, ale deszcz byl tylko symboliczny. Sciezka bez zmian, czasem znikala, czasem sie pojawiala, ale zawsze trafialam na kopczyki. Krajobraz byl cudowny, martwilam sie, ze zdjecia nie oddaja jego urody, ale chyba nie wyszly najgorsze.






Caly ten teren to ladowisko rakiet, ale nie ma zadnych restrykcji w poruszaniu sie. Zadne rakiety tam nie laduja, idea chyba pochodzi z czasow zimnej wojny. Gdyby rakiety mialy ladowac pojawilaby sie informacja w skrzynkach i nalezaloby sie udac do schronu, byly gdzies dwa. Ale nie trzeba sie tego obawiac.












Dzien uplywal przyjemnie, choc marzlam w czasie przerw. Nie chcialo mi sie wyciagac puchowki, ale to juz byl ostatni taki dzien, ze nie bylo to konieczne. Jak tylko slonce chowalo sie za chmurami robilo sie lodowato.

Pod wieczor, zezloszczona znikajacym w bagnie szlakiem, zeszlam w doline pelna wspanialych utworow lodowcowych. Ciagi moren bocznych, kemy, ozy, wszystko co opisuja w podreczniku do geomorfologii wlasnie tam bylo.





Deszcz jak zwykle nadciagnal od Norwegii, granica byla bardzo blisko. Siapil niezdecydowanie, przestawal i zaczynal od nowa, a towarzyszylo temu zjawiskowe ukosne swiatlo zachodzacego slonca.










Tego wieczora rozbilam namiot - nad zatoka tuz przed Råstojärvi. Upatrzylam sobie to miejsce na mapie i miala nosa, ciesnina miedzy dwoma jeziorami z morena po srodku, nad zatoka piaszczysta plaza, a po drugiej stronie osloniete morena miejsce biwakowe na wypadek huraganu. Ale wybralam to bardziej widokowe nad jeziorem przy plazy, pal licho ewentualny wiatr - postanowilam raz biwakowac z widokiem. Wiatru wiele nie bylo, akurat tyle zeby nie bylo kondensacji. Tropik po wieczornym deszczu prawie wysechl.








A tak prezentuje sie wspomniany wyzej rog renifera, moje polnocne trofeum. I mozliwosci troczenia Triple Crown'a :-)




Morena bezposrednio przeszla w polwysep, szlak go przecial, pozwalajac rzucic okiem na szersza panorame jeziora. Przeparadowalo stadko reniferow, nie mogace sie zdecydowac w ktora strone mnie ominac.






Wiekszosc rzek, wszystkie z wyjatkiem jednej, mialy porzadne stalowe mosty. Mniejsze strumienie mialy drewniane mostki. Wiekszosc bagien kladki, choc te z kolei czesto sie pozapadaly. Widac bylo starania zeby szlak zaistnial, a w ksiedze gosci w chatce bylo troche wpisow - bylam 7a osoba w sierpniu. Podobno zima bywa wiecej ludzi, bo wtedy mozna przejechac przez jezioro. Tego dnia nikogo nie spotkalam, choc widzialam samolot na niebie.









Degradacja mostkow i kladek to najczesciej wina quadow, ktore po nich przejezdzaja i zatapiaja. Najgorzej jesli przejezdzaja w poprzek.









2900 km - ostatnia setka wedlug moich obliczen. Juz w powerstrechu, kurtce, czapce i rekawiczkach. Ostateczny kilometraz jest wielka niewiadoma, obliczenia sa moje. Znaki szlakowe pokazywaly jak zwykle dystanse z kosmosu i to kazdy inne. Nawet w prostej linii wypadalo po kilka kilometrow wiecej niz bylo napisane.




Za ostatnia chatka ratunkowa, do ktorej doszlam zbyt wczesnie zeby zostac na noc (na H) szlak opadl w brzozowa doline. Znow chwile popadalo, ale w lesie to juz nie takie przykre. Sciezka dolaczyla do drogi dla quadow, tym razem prawdziwej autostrady. Facet z psem na pace minal mnie w wielkim pedzie.









W Kummavuopio na mapie byla zaznaczona chatka, ale wcale jej nie bylo. Bylam bardzo rozczarowana. Poprzedniej nocy byl przymrozek i tej nocy takze sie na niego zapowiadalo. Obszukalam okolice i wsliznelam sie do czyjejs drewutni z zamiarem przeprosin gdyby pojawil sie wlasciciel, ale sie nie pojawil. Bylo calkiem przytulnie, choc zimno.





Nadszedl ostatni dzien wedrowki przez Szwecje. Zostalo mi tylko 29 km. Poranek byl sliczny, szron szybko topnial, brzozy zolkly w oczach.








Szlak w wiekoszsci byl droga, ale w wzniesieniach Duiobal odbil na slabo wydeptana sciezke. Lazurowe jeziora marszczyl arktyczny powiew. Po drugiej stronie widac bylo Finlandie i Käsivaren. Zlapalam finski zasieg z nadajnika nad Kilpisjärvi.






Na ostatniej gorce zobaczylam doline, to tam znajduje sie Trojstyk. Bardzo podobnie ucieszylam sie w zeszlym roku na PCT kiedy zobaczylam finalna doline na granicy z Kanada - tu juz tu, a wiec to tak wyglada...





Coraz blizej - robilam kolejne zdjecia chcac zapamietac ten moment zblizania sie.





W dolinie cumowal finski statek - pasazerowie mieli specjalne zezwolenia na przekroczenie granicy, ale mozna je uzyskac tylko w Kilpisjärvi. Finlandia wlasnie wprowadzila kwarantanne, a wiec nie bylo mowy o zejsciu wlasnie tam. W chatce po szwedzkiej stronie dokonalam ostatniego wpisu.





1,5 km!





Ostatnie metry pokonalam w wielkim pedzie i do granicy dotarlam o 17:08, 30 sierpnia, co dalo mi rowne 90 dni wedrowki i 2943 pokonane kilometry, Mysle, ze smialo moge je zaokraglic do 3000, majac na uwadze jak szybko mijal dystans na dobrze zmierzonych szlakach, a jak powoli na tych gorzej.

Slonce swiecilo akurat wprost zza monumentu (niezbyt urodziwego betonowego czegos...).








Spedzilam noc tuz obok i rano zrobilam nieco lepsze fotografie, choc nie bylo innego wyjscia jak tylko umiescic statyw na kladce - trojstyk znajduje sie w jeziorze i prowadza do niego kladki z finskiego cypelka.







Poniewaz Norwegia zezwala na przekroczenie granicy podroznym przybywajacym z regionu Norrbotten, a spedzilam tam jakis miesiac, nic nie stalo na przeszkodzie zebym udala sie wlasnie do Norwegii. Na plocie byla tylko informacja odnosnie koniecznosci rezerwacji lozek w chatkach DNT.



Norwegia od razu wydawala sie surowsza, renifery zdawaly sie miec grubsze zimowe futro, a wiatr byl jeszcze ostrzejszy. Musialam wdrapac sie na wzniesienie tuz ponizej 1000 m n.p.m.









Dotarlam okolo 13 do drogi E8, dosc pustej, ale wystarczajaco uczeszczanej zeby dalo sie z niej wydostac autostopem. Teraz czeka mnie powrot do Szwecji, ale nie tak od razu, skoro jestem w Norwegii to postanowilam cos tutaj zwiedzic - przyzwyczailiscie sie juz pewnie do tego, ze moje wedrowki maja swoje kontynuwacje "na deser". Pogoda zapowiada sie fatalnie, ale co zrobic... Kierunek: Lofoty.




Tak konczy sie opowiesc o przejsciu Szwecji. Oczywiscie bedzie podsumowanie wyprawy i podsumowanie sprzetowe - jak zwykle. Dzieki za trzymanie kciukow, mysle ze bylo calkiem skuteczne :-) Mam nadzieje, ze Szwecja Wam sie podobala - mnie ogromnie i nic z poprzedzajacego wyprawe entuzjazmu nie ubylo!

Jesli mieszkacie w Szwecji, a konkretnie w Sztokholmie zapraszam Was na premierowa prelekcje o tej wedrowce, odbedzie sie ona 20go wrzesnia o godz. 15, miejsce akcji zobaczycie w linku. Wydarzenie na FB: https://m.facebook.com/events/s/prelekcja-szwecja-wzd%C5%82uz-agnie/340076160697547/?ti=as

Pozdrowienia z Norwegii!

33 komentarze:

  1. Gratulacje! Piąty wielki szlak zaliczony. Przyjemnego pobytu na Lofotach. gekon

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszka, jesteś niesamowita.
    Od pewnego czasu razem z żoną towarzyszymy Ci na Twoich wędrówkach i.... jesteś dla nas niedoścignionym wzorem.
    Kiedyś czytaliśmy dużo blogów i porad różnych "podróżników", "survivalowców " i "bushcraftowców", ale przy Tobie wszystko inne brzmi jak dyskusja przedszkolaków na temat "co dzisiaj zabierzemy do piaskownicy i w co będziemy się bawić"
    Pozdrawiamy serdecznie i z całego serca życzymy Ci WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO
    Krzycho z Basią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka wciąga nosem całe to napuszone towarzystwo opowiadające banialuki o "hardkorowych warunkach", "eksploracjach", "wyczynach" itp.

      Gratulacje Aga!

      Usuń
    2. Dziękuję, miło przeczytać takie komentarze! Od razu morale rośnie choć Lofoty właśnie częstują mnie zimnym rzęsistym deszczem.

      Usuń
  3. GRATULACJE :)

    Tycjan

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś niesamowita:) gratuluję z całego serca. Udanej norweskiej wędrówki i spokojnego powrotu...beskidzka złota jesień czeka. Pozdrawiam
    Olga (prawie krajanka z Kotarza)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ach już się cieszę na złotą buczynę! Pozdrawiam :-)

      Usuń
  5. Banalny będę... Gratulacje! Kolejne z rzędu :))) Gdyby dało się suchą stopą obejść glob, niewątpliwie dokonałabyś tego. W kilometrach i tak zbliżasz się do półmetka, licząc tylko te regularne najdłuższe z Twoich wędrówek. Gdyby dodać te lokalne to tu, to tam, masz już ów półmetek za sobą.
    Fajnie,ze wybrałaś Lofoty przed powrotem do domu. Nie pamiętam, czy tam już byłaś, ale jeśli nie, to na pewno się nie rozczarujesz, są nieziemsko piękne. Mnie zaciagnął tam kiedyś w marcu kolega, który wcześniej trafił tam w końcu lata na genialna pogodę. Krajobraz wysp na jego fotkach (chyba dzięki oświetleniu i intensywnym kolorom) wyglądał trochę nierzeczywiście, jak makieta-miniatura :) Życze Ci, abyś trafiła na taką pogodę. Mnie się udało natomiast zobaczyć je w bieli i różu podczas wschodu słońca z pokładu promu, w idealnie przejrzystym powietrzu, z refrakcją wisiały nieznacznie nad horyzontem, bajka. Jakby ktoś w słoneczny zimowy dzień wrzucił Tatry do oceanu i brzegi okrasił czerwonymi chatkami rybaków. Zazdroszczę Ci,że zobaczysz je pewnie całe. Gdybyś przypadkiem wracała na skróty morzem z Moskenes do Bodo, to zwracam uwagę na małe polonica: prom, którym popłyniesz i którego spóźnienie swego czasu zafundowało nam te wspaniałe widoki. m/f Landegode, rocznik 2012, Remontowa Shipbuilding S.A., Gdańsk :) Wówczas (2013) był nowiutki, jak spod igły. Zakładam,że nadal pływa na tej trasie, w końcu nazwa zobowiązuje (L. to jedna z wysepek na tym akwenie).
    Tak więc trzymam kciuki: Na Lofoty! Na Lofoty! I Pozdrów Hamnoyę :)
    -J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Istotnie 26,5 tys już na liczniku i oby ten obwód mi kiedyś wyszedł. Lofoty w kratkę, a szlaki to tu, trzeba przyznać, mają ambitne! Mam nieodparte wrażenie, że te wyspy to jakaś miniatura, niby wszystko jak w normalnych górach, a zaraz widać wodę z drugiej strony :-P No ale przewyższenia całkiem pełnowymiarowe, hehe!

      Usuń
  6. To ode mnie również wielkie gratulacje za przejście Szwecji :) I za okazję na spojrzenie na tamtejsze krajobrazy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i mam nadzieję że dobrze się oglądało ten piękny kraj :-)

      Usuń
  7. Wielkie gratulacje!!!

    Robert

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję kolejnego szlaku długodystansowego. Jak zwykle już ;) jestem pod wielkim wrażeniem

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje! Jak zawsze świetnie się oglądało Twoją relację. Pozdrawiam. Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  10. Z uwagą śledziłem Twoją relację i cały czas w jakiś sposób byłem z Tobą. Cieszę się Twoją radością z całego przejścia.
    Serdeczne pozdrowienia Maciej

    OdpowiedzUsuń
  11. Prześledziłam całą wyprawę, aż nie mogłam uwierzyć że tak wygląda Szwecja. Dziękuję za relację...mogłam iść choć wirtualnie...zachwycałam się tym wszystkim, choć tak...coś niesamowitego:)) Gratuluję przejścia. Brawo, brawo wielkie:)) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A czym Cię zaskoczyła Szwecja, miałaś jakieś inne wyobrażenia? To dla mnie ciekawe. Nie mam też wcale wrażenia, że już wszystko widziałam, więc Szwecja jeszcze tu na mojego bloga wróci :-)

      Usuń
    2. Myślałam że choćby bardziej jest zamieszkała...a tu pozytywne zaskoczenie
      " bezludzie" choć pięknego. Krajobraz bajeczny, nie spodziewałam się takich widoków...obawiam się że kart pamięci znając siebie by mi brakło i brakło hi hi....dziękuję jeszcze raz serdecznie że dzięki Tobie mogłam choć tak to wszystko zobaczyć:)

      Usuń
    3. Bardzo proszę! To wielki kraj i tylko 11 mln mieszkańców, przy czym północ jest bardzo rzadko zaludniona. Zabrałam dużo kart pamięci i nawet mi zostało :-)

      Usuń
  12. Gratulacje ;). Zwłaszcza ten opis i z Sarek czytało się bardzo ciekawie, ale w ogóle świetna trasa ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka była zachwycająca, ale cała wędrówka była naprawdę fajna. Dzięki :-)

      Usuń
  13. Congratulations with completing yet another long thru-hike!!!

    I really love the way you tell the story about your hike. You are such a fast and experienced hiker. :-) I found your content both both informative and fun to read.

    Reading your blog and watching your Youtube videos has inspired me to plan my own hike through Sweden. :-)
    I read this last post with special interest, since there aren`t may hikers taking this route (as you mention). This is going to be my first thru-hike, and I want to go southbound. So, I am still debating with myself, what route to take from Treriksröset to Abisko. Ideally I´d like to hike through Sweden. But I am a bit concerned about beginning the hike with such a remote stretch. With proper preparation and bringing along good maps, I think I could manage, though.
    But, will I find a boat-transfer, in Kattuvuorma, if I take this route (I would arrive there in the end of July). - I´m curious about what you would recommend. Where there many people in Kattuvuorma, when you passed through? Getting stuck there, with little food left, would not be fun.

    Thanks for sharing your adventures and knowledge with us.
    Ruth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you so much! I'm happy you want to hike across Sweden, it's gonna be great :-) There is a great app which alkowa you to use offline läntmateriet mapa, I forgot its name but look for it, you have to unpack maps and the app is in swedish. I didn't use it but if you're worried about getting lost (it's easy) it might help. Going sobo will bring the problem of crossing Torneträsk, there were no people in sight, only those that gave me a rise. I would look if you know somobody who knows somebody who owns a boat - many people from Kiruna have bogata in Torneträsk village. I wouldn't reccomend sitting and waiting in Kattuvuoma... And also it will be very wet in June with some snow. You have one river to cross - it wasn't big in August but who knows in June.
      Good luck and Happy Trails!

      Usuń
    2. Thanks a lot for your reply!
      I found an app from Läntmateriet called "Swedish Mountains", and downloaded that, now I can see the area more clearly! - I have not decided yet what to do, if I´ll try to hike that stretch through Sweden, or take the route via Norway. Looks like some "Grøna Bandet" hikers even skip this section altogether, and start at Abisko, this year. If the boarders of Norway and Finnland are closed, I might end up doing that too. In that case I´ll have to come back and complete this section next year. :-) I´ll try to be flexible. I I cannot get to Sweden before around July 20th, and right now it looks like one needs to be vaccinated, to enter into Sweden this summer, and that could delay my start-date even further. But, I will plan, and then see what happens. I have time until approx. the end of November, to complete it. -
      You really opened my eyes to Sweden, I only knew of "Norge på langs" (which I dream of doing another year), and was not aware of what Sweden has to offer.
      I´ll be diving into your videos and blog, during my planning. :-)
      Best wishes from Ruth in Eastgreenland

      Usuń
    3. Sure :-)
      It might be the one, make sure it works offline becouse you're not gonna have reception everywhere.
      There was one Gröna Bandet hiker this year that did the swedish route but I don't know how he got to the other side of the lake. It's also possible to get to the area with a road from the east but Gröna Bandet organisation does not accept hiking east of Torneträsk and it's a long roadwalk on the main road - Norway would be better. Since the pandemic they acctept finishing and starting in Abisko so that's why hikers end there but I don't share their point of view :-) There is also a great option of following the mountains north of the lake going east and reaching Kattuvuoma area from there but it's very long and you'd rather have good weather and lots of food. And you will have the problem of getting to Treriksröset if the borders will be closed.
      You need a negative test now to enter Sweden but it can be an antibody test, regardless where do you get your antibodies - naturally or from vaccine. I hope my antibodies stay until fall season and I can go there again...
      I hope you will get there!
      If you have any more questions feel free to ask :-)
      All the best!

      Usuń