wtorek, 1 stycznia 2019

Test: Materac Therm-a-Rest NeoAir XLite Women's

Materac NeoAir XLite towarzyszył mi w prawie każdej podróży w ciągu ostatnich 6 lat. W tym czasie zwiedziłam 3 kontynenty, pokonałam pieszo ponad 17000 km, przespałam w terenie kilkaset nocy. XLite jest jedną z rzeczy, których używam najdłużej i jednocześnie jedną z niewielu, które wciąż uważam za najlepszy wybór w swojej kategorii.
 
W czasach kiedy wszystko tak szybko się zmienia aż dziwi, że materac pozostaje już kilka lat na rynku w formie prawie nie zmienionej. Cieszy mnie to bardzo. Cieszy także dożywotnia gwarancja, która jak się okazuje jest realizowana nawet w przypadku tak intensywnie użytkowanych egzemplarzy jak mój.
 
 
 
Dane techniczne
 
Rozmiar Women's Regular
Kolor żółty (stary z nadrukiem, nowy gładki)
Izolacyjność R-Value 3.9
Waga 354 g
Szerokość w najszerszym miejscu 51 cm
Długość 168 cm
Grubość 6.3 cm
Wymiary po spakowaniu 23x10x10 cm
Materiał wierzchni 30d High Tenacity Nylon
Materiał spodni 30d High Tenacity Nylon
Pokrowiec w komplecie
Zestaw reperacyjny w komplecie
Wyprodukowano w Irlandii
 
Deklarowana przez producenta waga materaca wynosi 340 g, ale nie spotkałam się z taką w rzeczywistości. Mój stary materac kończąc żywot ważył 356 g, waga nowego to 354 g

Waga dołączonego pokrowca to 12 g

 

Neo Air XLite występuje w kilku rozmiarach.


 

 
Budowa

Powłoka materaca wykonana jest z mocnego nylonu. Wewnątrz materaca znajdują się dwie warstwy poprzecznych komór o przekroju trójkąta, oddzielone srebrną folią. Taka konstrukcja odpowiada za dobrą termikę.


Materac wymaga nadmuchania wydychanym powietrzem, nie posiada żadnego wbudowanego systemu pompowania. Zawór zamyka wentyl z zakrętką wbudowaną na stałe.
 


Użytkowanie

Na NeoAirze przespałam w ciągu ostatnich 6 lat kilkaset nocy. Był (oprócz śpiwora) moją ostoją i nadzieją w czasie wielomiesięcznych wędrówek szlakami długodystansowymi w Nowej Zelandii i USA, a także rozmaitych innych trekkingów, w tym w Skandynawii.
 
Znakomita większość noclegów odbyła się w namiocie oraz pod wiatami. W początkach swojej aktywności outdoorowej używałam materaca wraz z hamakiem, później jednak wróciłam do namiotu, chwilami korzystając także z tarpa.
 
 
 
 
 
Długość damskiej wersji materaca to 168 cm, mieści się on więc doskonale w każdym namiocie, pozostawiając jeszcze mnóstwo miejsca na inne rzeczy, w tym plecak, którego nie lubię trzymać w przedsionku.
 
Powierzchnia materaca odpowiada mniej więcej powierzchni zajmowanej przez człowieka, śpiwór nabiera już loftu poza tym obrębem, ale ponad ziemią, ze względu na znaczną grubość materaca (ponad 6 cm w górnych punktach komór).
 
 
Nigdy nie zdarzyło mi się z niego spaść, ale znam osoby, które obudziły się na ziemi.
 
Materac pompuję zazwyczaj kucając w przedsionku, czasami na zewnątrz, a kiedy pada deszcz wewnątrz namiotu. Zwijam wewnątrz - najłatwiej zwija się na płaskiej powierzchni.
 
W domu przechowuję materac rozłożony, z otwartym wentylem. Po powrocie do domu rozwijam go i lekko nadmuchuję, tak aby komory nie były sklejone i materac mógł w ten sposób wyschnąć.
 
Zwijanie materaca jest bardzo łatwe i nie wymaga wysiłku tak jak zwijanie maty samopompującej. Istnieją różne metody zwijania, ja preferuję fabryczną, wymagającą dwóch zwijań. Zwijam raz od dołu do góry, zamykam zawór, rozwijam, a następnie składam potrójnie i wąski pasek zwijam ostatecznie, na koniec wypuszczając resztki powietrza. Materac zwijam tak aby wentyl znalazł się wewnątrz rulonu.
 


Transport w plecaku można rozwiązać na wiele sposobów. Niektórzy składają go do postaci płaskiego prostokąta i używają jako usztywnienia w plecakach bez stelażu, inni zwijają tak jak ja w rulon, ale składają tylko dwa razy, a nie trzy, dla zaoszczędzenia czasu. Materac złożony na pół po zwinięciu jest dłuższy i węższy, można go trzymać w plecaku pionowo.


Dołączony worek transportowy jest bezużyteczny. Waży aż 12 g, a nie jest wodoodporny. W przeszłości próbowałam wymienić go na uszyty własnoręcznie worek z sinylonu z podklejanymi szwami, ale ostatecznie uznałam, że żaden worek nie jest potrzebny i ściągam go tylko gumką. W związku z tym, że nie używam worka na śmieci w plecaku miewam czasem trochę wody i materac trochę zamaka, ale w związku z tym że nie nasiąka wodą nie stanowi to wielkiego problemu.

 

Termika
 
XLite to materac 3-sezonowy, przeznaczony do użytku od wiosny do jesieni, choć wiele osób rozciąga to także na łagodną zimę. Używana przeze mnie wersja Women's ma izolacyjność na poziomie 3,9, ze względu na większe wymagania termiczne kobiet. Pozostałe materace z serii XLite mają gorszą termikę - RV 3,2.
 
W ciągu ostatnich 6 lat XLite'a używałam w najrozmaitszych warunkach temperaturowych, zgodnych jednak z jego przeznaczeniem, na zimę mając zimową wersję NeoAir XTherm z RV 5,7.
 
Termika zależy bardzo od podłoża, na którym kładziemy materac. Najcieplej będzie na suchej ściółce, trawie itd., najzimniej na wilgotnym podłożu, zimnym mokrym piasku lub na cienkich deskach wiaty, pod którą hula wiatr termika spadnie.
 
Nigdy nie zmarzłam, ale wiele razy poczułam chłód promieniujący od podłoża. O wiele więcej było jednak przypadków, kiedy osiągałam limit termiki śpiwora, a materac wciąż był ciepły. W takich przypadkach śpię na brzuchu, przylegając do materaca jak największą powierzchnią ciała. Sposób ten sprawdza się szczególnie ze śpiworami ze słabo lub wcale nie wypełnionymi plecami, jakich używam najczęściej. Dowodzi on świetnej termiki XLite'a. Ponieważ jest ona na tak wysokim poziomie materac ten wydaje się wprost stworzony do używania z quiltami i śpiworami z niewypełnionymi plecami.
 
Termika materaca jest lepsza kiedy używam go w namiocie - lekki mróz nie stanowi problemu, natomiast w hamaku poniżej zera czuć chłód z powodu zjawiska konwekcji. Podobnie bywa pod wystawionymi na wiatr wiatami o cienkiej podłodze.

 
Używanie materaca w hamaku pokazało, że się do tego celu się nie nadaje - jest zbyt wąskie, a ściśnięte ściany śpiwora dotykają bokami samego materiału hamaka, w związku z tym szybko robi się zimno. Dobrą izolację w hamaku da tylko underquilt, otaczający cały hamak.
 

Komfort

NeoAir XLite jest niezwykle wygodny. Jego grubość aż 6,3 cm sprawia, że nie dotyka się nigdy podłoża (jest na to szansa kiedy siedzi się na słabo napompowanym), można spać na boku i na brzuchu nie odczuwając nierówności podłoża. Twardość można regulować poprzez stopień napompowania, przy czym należy pamiętać o tym, że zimne powietrze ma mniejszą objętość, a więc nad ranem najpewniej będzie miększy niż wieczorem, a także oklapnie gwałtownie kiedy wstaniemy i przestaniemy go ogrzewać.

 
Dla niektórych osób materac może być dość wąski - ma kształt mumii i jest wąski w nogach. Lubię się wygodnie rozłożyć, a moje śpiwory są bardzo obszerne, więc czasem kończyny mi wystają ponad materac,  jednak nie przeszkadza mi to bardzo, bo wystająca część ciała znajduje się nad ziemią, a puch w śpiworze się rozpręża i nie marznę. Leżąc na brzuchu opieram czasem stopy na podłodze namiotu, a nie na materacu i rzadko odczuwam chłód.
 
Nie zdarzyło mi się nigdy żeby materac ślizgał się po podłodze namiotu nocą. Rano jest zawsze w tym samym miejscu, w którym go wieczorem położyłam.

 
Materiał zewnętrzny jest dość niemiły w dotyku - bardzo plastikowy - i nie jest miło bezpośrednio go dotykać, np. twarzą. Jest wodoodporny i nie nasiąka wodą, co jest dla mnie ważne, bo transportuję go w plecaku luzem bez worka.

Ciemniejszą stroną użytkowania XLite'a jest niewątpliwie jego nadmuchiwanie. Zajmuje ono dużo czasu i rzadko wystarcza 20 głębokich dmuchnięć, pod koniec zawsze kręci mi się w głowie. Jako dodatkowe akcesorium można zakupić specjalną pompkę (60g) lub worek, którym można nadmuchać materac, to jednak nie mieści się w filozofii fast&light. Tak się przyzwyczaiłam do konieczności codziennego nadmuchiwania, że przestało mi to przeszkadzać. Traktuję to jako czynność konieczną, jak wbicie w ziemię śledzi od namiotu czy mycie zębów.
 
Wielkość po spakowaniu jest oprócz wagi i wygody najpoważniejszym kryterium wyboru dmuchanego materaca. NeoAir jest naprawdę mały, ma objętość 1-1,5l, w zależności od tego jak ciasno go zwiniemy.

 
Kwestię dość szeroko omawianą stanowi szeleszczenie materaca. Nigdy nie wydawało mi się to kwestią istotną, w końcu nie można tego słyszeć śpiąc i się nie ruszając, jednak śpiąc pod wiatami na Appalachian Trail zdarzało mi się zwrócić uwagę na szelest, jaki następował kiedy ktoś mościł się na swoim legowisku. Porównując kolejne edycje NeoAirów odnotowałam, że nowsze wersje szeleszczą bardziej od mojej najstarszej, pomimo zapewnień producenta, że jest zupełnie odwrotnie. Elementem szeleszczącym jest mylar, niezwykle lekki materiał z którego zbudowane są komory materaca oraz prawdopodobnie srebrna folia.
 
 
Wytrzymałość
 
W przypadku dmuchanego materaca zawsze istnieje ryzyko przebicia - z tym musimy się pogodzić. Materiał zewnętrzny jest identycznej grubości po obu stronach materaca, Wygląda na delikatny, ale jest wystarczająco solidny. Zawsze o niego dbałam i nie kładłam nigdy bezpośrednio na ziemi a zazwyczaj również nie bezpośrednio na deskach czy podłodze. Pod wiatami jako podkładu używam folii polycryo.
 
Materiał przetrwał mnóstwo noclegów na żwirowym podłożu, a nawet ugniatanie łapkami kota, jednak tego należy się zdecydowanie wystrzegać. W ciągu całego okresu użytkowania XLite'a udało mi się go przebić raz, w Nowej Zelandii. Prawdopodobnie winna była jakaś kolczasta roślina, których mnóstwo w tym kraju. Zestaw naprawczy, składający się z samoprzylepnych łatek (są dość duże, można je przyciąć) oraz nasączonych alkoholem chusteczek mam zawsze ze sobą, wiec udało mi się zakleić dziury. Do znalezienia dziur konieczna byla wanna, po zanurzeniu materaca w wodzie od razu zaczęły się wydobywać bąbelki uciekającego powietrza. Okazało się, że przebiłam materac na wylot i dziury były dwie, od spodu i z wierzchu. Łaty trzymały doskonale i dalsze trzy lata materac przetrwał bez dziur, pomimo wielu noclegów na pustyni pełnej kaktusów (zawsze uważnie oglądam grunt przed rozłożeniem namiotu).
 
 
Nigdy nie miałam kłopotów z zaworem, który zawsze był szczelny.

W 2018 roku podczas przejścia Continental Divide Trail zauważyłam pęknięcie górnej, ostatniej komory, przez co powstało wybrzuszenie. Uszkodzenie się nie pogarszało, ale z obawy, że jednak może nastąpić postanowiłam złożyć reklamację w ramach dożywotniej gwarancji, a reklamacja została uznana i tak właśnie materac zakończył służbę.
 
 
 

Sprawa pleśni
 
Kwestią budzącą sporo kontrowersji jest sprawa kolonizacji wnętrza materaca przez pleśń. Wraz z wydychanym powietrzem dostaje się do niego wilgoć, a także drobnoustroje. Ciepło użytkownika i trudności z suszeniem materaca w trakcie dłuższych podróży sprzyjają powstawaniu takich kolonii. Jedni twierdzą, że pleśni nie ma wcale, inni, że to sprawa marginalna, jeszcze inni, że pleśni bywa tak dużo, że materac robi się cięższy. Do tych pierwszych należy producent, do ostatnich ja.
 
Pleśń po raz pierwszy zauważyłam pod koniec przejścia Te Araroa. Codzienne używanie materaca w bardzo wilgotnych warunkach, brak czasu na przewietrzenie w formie rozłożonej, sprawiły że we wnętrznu mojego XLite'a zagościła pleśń.
 
Pleśń pojawiła się także na zewnętrznej powłoce materaca, dlatego że namiot miałam przeważnie mokry z powodu kondensacji. Nie dało się jej usunąć zwykłymi metodami.
 
Po przejściu Appalachian Trail pleśni było jeszcze więcej, po Continental Divide Trail widać już było pod światło że pokrywa ona całą powierzchnię materaca, a z wnętrza wydobywał się nieprzyjemny zapach, jednoznacznie wskazujący na obecność drobnoustrojów, nawet jeśli ciemny nalot można byłoby wyjaśnić czymś innym. Nie wiem niestety ile ważył materac kiedy był zupełnie nowy, kojarzę jednak że przybyło mu kilka gramów.
 
 
 
Spodnia część materaca widziana z zewnątrz jest pokryta brudem zupełnie innego rodzaju.
 
 
 

Podsumowanie

Mimo że waga deklarowana przez producenta nie ma pokrycia w rzeczywistości, co zostało przeze mnie sprawdzone na dwóch egzemplarzach, relacja wagi do termiki i wygody jest wprost rewelacyjna. Nie dziwi więc, że NeoAir XLite jest najpopularniejszą matą wśród długodystansowców i trekkerów. Maty samopompujące odchodzą już do lamusa - mniej wygodne, a ciężkie, z kolei karimaty wiele osób odrzuca z powodu braku komfortu i gabarytów, choć to właśnie one dzierżą palmę pierwszeństwa jeżeli chodzi o niską wagę. Jedynie najzawziętsi ultralighterzy decydują się na kawałek przyciętej karimaty (przycięta karimata z nietrwałej pianki EVA waży tylko nieco powyżej 100 g).

Do zalet materaca należą przede wszystkim wysoki komfort użytkowania, świetna termika i niska waga, a także mały rozmiar po spakowaniu. Wadą jest dość męczący proces pompowania, a także kształt mumii, który niektórym może wydać się zbyt wąski. Cena materaca jest wysoka, ale rekompensuje ją dożywotnia gwarancja.
 
Żegnałam starego XLite'a z żalem, służył mi tak wiernie, przespałam na nim tak wiele nocy. Mam nadzieję, że z nowego egzemplarza będę równie zadowolona i przeżyjemy razem kolejne sezony przygód na szlakach.
 

24 komentarze:

  1. Fajny opis. Przeczytałem z zainteresowaniem. Twój test zdecydowanie mnie przekonuje do tezy, że te materace wcale nie są tak łatwe do uszkodzenia, jak się powszechnie uważa.

    XLite obecnie dostępny jest również w wersji Max SV, o kształcie prostokątnym. :) Ja do użytku w okresie zimowym sprawiłem sobie model NeoAir All Season SV (RV 4.9) i jeśli na dłuższą metę się sprawdzi, to dokupię sobie jeszcze coś trzysezonowego, a Z-Lite zdegraduję do opcji rezerwowej.

    pozdr., dave :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, prostokątne i szerokie też produkują, szkoda tylko że nie w mojej długości. Ale nie narzekam, dobrze że w ogóle pomyśleli, że nie wszyscy mają 180. Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Nareszcie test czegoś co posiadam:-) Aż z ciekawości wyjąłem swój materacyk i po szybkich oględzinach mogę stwierdzić, że po trzech latach użytkowania będzie mi on służył dalej!

    Z ciekawostek - używałem go również jako materac wodny przy ujściu rzeki Ngunguru (dopóki był przypływ) i mogę tylko potwierdzić mega-niezawodność zawora! Nie mam aż takich "kolonii" pleśni jak Twój egzemplarz, ale co ciekawe małe jej ogniska mam tylko na wierzchniej części i tylko od połowy długości w dół (tam zazwyczaj mam nogi jak śpię).

    Także na plus: niska waga, wysoki komfort i termika.
    Na minus głośne i irytujące szeleszczenie kiedy człowiek stara się ułożyć do snu - co czasami denerwowało nawet turystów z sąsiednich namiotów!

    P.S. 20 głębokich dmuchnięć to aż nadto żeby nadmuchać taki mały materacyk. Mnie wystarcza 15-16 a przecież mam większy egzemplarz;-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAR oficjalnie nie poleca na nim pływać ze względu na jakieś normy, ale da się, byłam tego bliska w Yellowstone :-)

      Za bardzo się wiercisz :-P Te nowe bardziej szeleszczą, mój nowy egzemplarz też niestety.

      Może masz większe płuca.

      Usuń
  3. Czy tę pleśń da się jakoś usunąć (po zejściu ze szlaku), czy zostaje już z użytkownikiem na stałe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej zostaje na stałe. Niestety użycie silnych środków czyszczących może uszkodzić sztuczne tworzywa.

      Usuń
    2. Aga, nie prawda - polecam przepłukać wodą z dodatkiem 2 tabletek Katadyn Micropur Forte na 1L wody (płukanka zalecana przez Katadyn do konserwacji filtrów przed dłuższym [biernym] przechowywaniem). Potem wysuszyć i voila.

      Usuń
    3. Ciekawe! Teraz mam nowy czysty materac, ale nie wątpię że za rok czy dwa będę mieć znowu kolonię pleśni. Czy to sprawdzona metoda i działa (oraz czy na pewno bez uszkodzeń)? Bo podobno tabletki do czyszczenia protez np. nie działają.

      Usuń
    4. Tak, sprawdzona :) Ważne, aby nie robić tego zabiegu, gdy już jest za późno, bo pleśń zniszczy materiał. Taką płukankę można z powodzeniem zastosować w terenie (najważniejsze, aby po wszystkim długo suszyć materac w zacienieniu przy jak najmniej wilgotnym powietrzu). Jeśli chodzi o pozycję schnięcia, to nie ma innego skutecznego sposobu jak powiesić materac owijając paracord wokół zaworu. Na czas suszenia oczywiście zawór ma być otwarty, a materac nadmuchany (Dokładnie tak. Dmuchamy do pełna powieszony materac pozbawiony już płukanki i pozwalamy ujść powietrzu bez ściskania)

      Usuń
    5. Dzięki za podzielenie się w takim razie. Nie pozostaje nic innego jak tylko czekać aż pleśń pojawi się w nowym materacu... :-)

      Usuń
  4. Nowy szeleści bardziej niż używany - po prostu słyszysz żółtodziobów

    Ja na dwóch egzemplarzach długości regular stwierdziłem 326g wobec 336g deklarowanych przez producenta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Dlaczego ja zawsze dostaję cięższe?!

      Hehe, nowa edycja szeleści bardziej! Ale ok, zobaczę za miesiąc. Przydałby się przyrząd do mierzenia natężenia hałasu... :-P

      Usuń
    2. patrząc na twoją listę sprzętową to jakoś nie widzę żebyś miała coś cięższego...

      a takie przyrządy oczywiście istnieją!

      Usuń
    3. Dosyć często trafiają mi się rzeczy cięższe niż producent deklarował, niby lekkie, ale miały być lżejsze. Choć muszę przyznać, że trafiają się też odchyły w drugą stronę.

      Takie przyrządy chyba są ciężkie... :-P

      Usuń
    4. No i doczekałem się: kolejny materac ma już równo deklarowane 336g. Może akurat ten będzie sprawny równie długo co twój...

      Usuń
  5. Pewnie użycie tych różnych "diwajsów" do dmuchania zapobiega powstaniu pleśni. Spotkałaś się może z jakimiś opiniami na temat worka dmuchającego? (tylko jakie on ma zastosowanie poza funkcją dmuchawy???)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimowego XTherma starałam się dotąd nie nadmuchiwać za dużo ustami ze względu na lód. Mój ma jeszcze stary model worka dmuchającego, bardzo kłopotliwy w obsłudze. Kasia Nizinkiewicz ma nowy i mówiła, że jest w porządku. Choć Kasia ogólnie mało narzeka w porównaniu ze mną :-). Kolega kupił pompkę Therm-a-Resta, pożyczałam ją, fajna rzecz, ale parę gramów waży. Na lato nie widzę sensu, ta pleśń sobie tam żyje, ale nie sprawia problemu.

      Usuń
    2. kupowałem xtherma rok temu i dla tego worka mam zarezerwowane same grube słowa - nie polecam. Chyba że należysz do cierpliwych masochistów.

      Usuń
  6. Leśna, co kupiłaś teraz? Co myślisz o Uberlite? Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starego XLite'a wymieniono na nowy egzemplarz tego samego modelu, także mam to samo. Uberlite mi się podoba, ale nie widzę dla niego zastosowania w swoich wędrówkach - R-value tylko 2 oznacza użytkowanie typowo letnie, a ja wędruję w rejonach, gdzie temperatura spada poniżej zera całkiem często. XLite jest bardzo uniwersalny, cenię sobie jego komfort termiczny.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź. Myślę, że 2.0 dla niektórych to dobry kompromis na 3 sezony. Zależy od upodobań. Podepnę się przy okazji z pytaniem - co to za nowy plecak pojawił się u Ciebie? Wiem, że interesował Cię palante:) mnie kuszą atompack'i

      Usuń
    3. No tak, na pewno, jeśli użytkowanie tylko w ciepłych rejonach czy latem to ok. Tylko strasznie kosztowny jak na takie wąskie zastosowanie. Masz na myśli ten niebieski plecak, który miałam na Szlaku Wzgórz Szymbarskich? To plecak firmy On My Way, szyty w Nowym Targu, firma nie otworzyła jeszcze sklepu, ale niedługo powinna. Od kilku miesięcy pracujemy nad projektem minimalistycznego plecaka i ten egzemplarz jest już bliski ideału.

      Palante jest śliczny i całkiem wygodny, ale pojemność ma dla mnie niewystarczającą, a brak pasa biodrowego niestety ogranicza jego możliwości transportowe.

      Usuń
    4. Słyszałem o firmie On My Why. Fakt, że pracują z Tobą mega mnie podjarał. To może być świetny plecak. Możesz zdradzić kiedy będzie dostępny do zakupu? Wstrzymam się z kupnem Atompacka.

      Usuń
    5. Mam nadzieję, że będzie świetny :-) Nie wiem jeszcze kiedy rozpoczną działalność, jest z tym sporo roboty papierkowej. Na razie tylko instagram https://www.instagram.com/omw.light/ i można do nich napisać.

      Usuń