niedziela, 31 stycznia 2021

VBL - suche buty i ciepłe stopy zimą

VBL, czyli vapour barrier liner, to warstwa zatrzymująca wilgoć tuż przy skórze i nie pozwalająca przedostać jej się do wnętrza izolacji. VBL ma przede wszystkim zastosowanie w butach, ale również w śpiworach. 

VBL nie jest pomysłem nowym. Jest to wynalazek polarników i wysokogórskich wspinaczy, który jednak na dobre zagościł u osób uprawiających turystykę zimową. Nie bez przyczyny wędrowanie zimą uchodzi za "wyższą szkołę jazdy": wymaga pewnego doświadczenia, odpowiedniego przygotowania i bardziej niż latem przygotowania sprzętowego. 

Problemem jest przede wszystkim zimno, ale nie tylko sama temperatura, ale wilgoć, która zimno potęguje. W tym artykule chciałabym skupić się na ciepłych stopach, które żeby pozostać ciepłe, muszą też być suche, a suche mogą być tylko w suchych butach. Na końcu znajdziecie też informacje o VBL stosowanych w śpiworach.

Mokre buty zdjęte na noc zamarzają, dlatego niektórzy trzymają je w foliowej torbie w nogach śpiwora. Nie jest to jednak wygodne i nie eliminuje problemu mokrych butów. O wiele lepiej jest zabezpieczyć je przed zawilgoceniem. Wtedy buty mogą sobie stać w przedsionku.

Nawet jeśli nocujemy w ogrzewanym miejscu VBL ułatwia życie. Poza tym, że w ciagu dnia jest ciepło, wieczorem po prostu nie trzeba się bawić w suszenie butów.


Fot. Katarzyna Nizinkiewicz

Vapour Barrier Liner - zasada działania

W ciągu dnia nagromadzona w butach wilgoć pochodząca z  naszego potu będzie wychładzać stopy. Możemy mieć wrażenie, że nasze buty nie są dość ciepłe, że nie mają dobrej izolacji od podłoża, ale to właśnie wilgoć jest winna temu odczuciu. Jeżeli jest bardzo zimno woda może nawet zamarzać w przedniej części buta, gdzie końce palców oddają najmniej ciepła i w konsekwencji doprowadzić do odmrożeń.

VBL ma za zadanie nie dopuścić do przedostania się wilgoci do wnętrza buta. Ma postać dodatkowej skarpetki lub folii, nie przepuszczającej wilgoci, którą zakłada się pomiędzy dwie warstwy skarpet turystycznych, z których warstwa wewnętrzna jest jak najcieńsza, tak żeby magazynowała jak najmniej wilgoci, a jednocześnie nie dopuściła do odparzenia.

Wielu osobom wydaje się, że VBL sprawi, że będą mieli mokre stopy; że i tak będzie im zimno. Tak jednak nie jest - sztuczka z VBL polega na tym, że wewnętrzne skarpetki są tylko wilgotne, a nie mokre. Czytałam, że parowanie ustaje przy wysokiej wilgotności powietrza - w tym przypadku jest to niewielka ilość powietrza, jaka znajduje się pod folią, w skarpetce wewnętrznej.


VBL w praktyce

VBL stosuje się przede wszystkim na wielodniowych wędrówkach, w czasie których nie mamy możliwości wysuszenia butów i skarpet (oraz śpiwora). Zakładanie folii na nogi nie jest konieczne na jednodniówkach, choć jeżeli panuje bardzo niska temperatura lub jeśli grozi nam dłuższe oczekiwanie na przystanku autobusowym warto je rozważyć.

Wypróbowałam VBL już na swojej pierwszej zimowej wędrówce z namiotem. Z wycieczek jednodniowych pamiętałam nieprzyjemne uczucie mokrych stóp wciśniętych w wełniane skarpety, tkwiących w sztywnym obuwiu. Pamiętałam też, jak szybko zaczynałam z zimna tracić czucie w palcach na postojach. Użycie VBL praktycznie całkiem ten problem wyeliminowało.



Z czego zrobić VBL

Zakładanie foliowych torebek na nogi w celu ochrony przed wodą w przemoczonych butach to sposób wszystkim chyba znany. W VBL jednak nie chodzi o ochronę stóp, ale butów - "zło" przychodzi z drugiej strony. 

Mając już doświadczenie z torebkami, wiemy, że są one bardzo nietrwałe, prędko robią się w nich dziury. Co prawda wierzchnie grube skarpety chronią folię przed przetarciem, jednak nogi w butach pracują i ten rodzaj plastiku, jakiego używa się w zwykłych "foliówkach" nie wytrzymuje.

Najlepsze torebki, na które dotąd trafiłam to opakowania po chlebie, które są wykonane z mocniejszej folii. Zazwyczaj używam torebek po chlebie firmy Byrdziak, produkowanym w Harbutowicach na Śląsku Cieszyńskim. Mieszkając w innych regionach musicie poeksperymentować. Torebki po pieczywie mają ograniczenia rozmiarowe - mój rozmiar stopy to tylko 38 i bez problemu wsuwam nogę tak, że torebka kończy się ponad kostką, ale przy dużym rozmiarze może być z tym problem.

Samo założenie torebki nie wystarcza, trzeba ją jeszcze przymocować. Najlepiej zrobić to jakąś taśmą, taśmą klejącą albo plastrem tkaninowym. Plaster trochę łatwiej się obsługuje. Nie należy oklejać zbyt ciasno - musimy zachować swobodę ruchu w kostce. Da się zrobić tak, żeby można było zdjąć VBL bez rozcinania - wtedy będą służyć dłużej.

VBL z torebki Byrdziak wytrzymuje u mnie kilka dni. W razie wystąpienia drobnych dziur zaklejam je srebrną taśmą. W ten sposób wytrzymują nawet dwa tygodnie.



Na rynku dostępne są też specjalne "profesjonalne" skarpety VBL. Używałam przez jakiś czas skarpet Exped VBL Socks, które niestety nie spełniły moich oczekiwań. Były one wykonane z nylonu pokrytego warstwą poliuretanu i choć szwy miały podklejone, nie były wodoszczelne. A warunkiem działania VBL jest właśnie wodoszczelność. Nawet kiedy były nowe, a potem szybko nastąpiło wykruszenie się poliuretanu. Ponadto miały dość dużą objętość.





Jakie skarpety w zestawie

Zestaw składa się z trzech warstw - VBL znajduje się pomiędzy cienkim linerem (pełniącym funkcję warstwy bazowej na stopach), a grubą skarpetą odpowiadającą za izolację.

Liner, czyli wewnętrzna skarpetka, może być wełniany lub syntetyczny, może mieć kształt zwykłej skarpetki lub być skarpetką z palcami. Podobnie jak latem, tak i zimą używam skarpet z palcami, tyle że wysokich, za kostkę. Są to syntetyczne Injinji Liner Crew. Używałam też wełnianych Smartwooli bez palców (Smartwool Hike Liner Crew), ale nie chłonęły one wilgoci i czułam ją zwłaszcza między palcami. Cienka warstwa wilgoci pozostanie przy stopie niezależnie od tego, czy wsiąknie w skarpetkę czy nie i ja wolę żeby wsiąkała. Dzięki temu, podobnie jak w moim letnim zestawie, palczaste linery zabezpieczają przed otarciami i pęcherzami, na które szczególnie podatna jest wilgotna, rozmiękczona skóra.



Suszenie linerów nie jest konieczne, ponieważ nie są one nigdy dużo bardziej wilgotne niż pierwszego dnia, jednak zazwyczaj je suszę - po prostu przyjemniej jest zakładać całkiem suche skarpetki na nogi. Suszenie nie nastręcza problemów, ponieważ wilgoci jest niewiele. Mój ulubiony sposób na suszenie skarpet (także w innych okolicznościach) to naciąganie ich na butelkę z gorącą wodą (herbatą). Można też suszyć przy ognisku, uważając na iskry.


Fot. Katarzyna Nizinkiewicz


Skarpety izolujące wybieramy w zależności od panującej temperatury, choć razem z VBL dostajemy też komfort termiczny - ponieważ na pocenie się naszych stóp nie ma już wpływu temperatura (znów kwestia wysycenia atmosfery parą wodną), nawet jeśli będziemy mieć za ciepłe skarpety, nie ma to znaczenia. Śmiało więc możemy używać tak grubych skarpet, jakie tylko zmieszczą się w naszych butach. Moje ulubione skarpety na zimę to grube i mięsiste wełniane Smartwoole z serii Hike: Light, Midweight i Trekking Heavy Crew. Mountaineering Extra Heavy są też znakomite, ale mają już bardzo dużą objętość. Moje śniegowce mają wewnętrzny botek, który znacznie poprawia termikę. 


Fot. Katarzyna Nizinkiewicz



Obuwie

Obuwie odpowiednie na zimę musi być wodoodporne - tutaj nie ma żadnych kompromisów. Oddychalność jest wrogiem wodoodporności, a skoro korzystamy z VBL nie jest nam już ona do niczego potrzebna.

Oferta butów zimowych jest niestety bardzo niewielka. Nie mówię tutaj o butach wysokogórskich - nie mam z nimi doświadczenia - jednak jest tam sporo modeli z odpowiednimi zabezpieczeniami. W turystyce - wędrówkach pieszych, narciarskich, rakietowych - potrzebujemy obuwia trekkingowego lub solidnych śniegowców. Obuwie to powinno mieć jak najdalej sięgający otok z gumy. Buty skórzane (wyłącznie ze skóry licowej, nubuk nie ma tu zastosowania) nadają się na zimę, ale na krótsze dystanse, jako że wymaga regularnej konserwacji i impregnacji tłuszczami i woskiem. Guma zaś jest bezproblemowa i na 100 % skuteczna, na śniegu czy w błocie pośniegowym.




Buty trekkingowe czy śniegowce? Wybór zależy od użytkowania. Wspominam tu tylko modele, których sama używałam, istnieją jeszcze inne (np. North Face, Salomon, Kamik).

Najlepszymi butami trekkingowymi sprawdzającymi się zimą w moim przypadku okazały się buty szwedzkiej firmy Lundhags. Miałam (i mam jeszcze, ale używam ich mniej ponieważ po przejściu wielu szlaków długodystansowych mój rozmiar buta się zmienił i zrobiły się trochę przyciasne) model Lundhags Park Lined, najmiększy i najlżejszy model z wewnętrznym botkiem. Obecnie używam go bez botka, ale wewnątrz jest trochę zbyt topornie wykończony.



Śniegowce wyglądają mało profesjonalnie, ale sprawdzają się w określonych warunkach. Od butów trekkingowych, takich jak Lundgahs, różni je większa szerokość i przede wszystkim bardzo miękka podeszwa. Nie nadają się one zbytnio do chodzenia po śniegu bezpośrednio, bo miękka podeszwa sprawia tu że stopy bardzo się męczą, nie zyskując oparcia. Są jednak wygodniejsze i mamy w nich szansę na mniej otarć. Obecnie używam śniegowców Sorel 1964, ich zaletą jest też niewielki drop.



Jednych i drugich używam do nart typu backcountry z wiązaniami Hagan X-Trace, do których pasuje każdy rodzaj zginających się w śródstopiu butów. Do tych wiązań buty muszą być miękkie, bo odbicie następuje właśnie ze śródstopia.



Jeżeli używamy w nartach wiązań narciarskich ze specjalnym mocowaniem, musimy użyć dostosowanych do nich butów. Niestety bardzo niewiele z nich posiada gumowy otok (na pewno jest jeden model Lundhagsów), znajdziemy jednak modele z pełnej skóry.

Istnieją też ocieplane gumowce (z pianki), które praktykują m.in. Finowie, ale nie mam z nimi doświadczenia.

Niezależnie od tego jakie wybierzemy buty, warto je przed użyciem od wewnątrz podkleić srebrną taśmą dla lepszego poślizgu. Taki zabieg wykonujemy na przede wszystkim na zapiętku, choć możemy stosować w każdym punkcie, w którym buty nas obcierają. Poruszanie się na nartach czy rakietach sprawia, że w pięcie występuje większe niż zwykle tarcie i prawie zawsze okazuje się, że buty obcierają. A i skarpety szybciej się zużywają.




Uważam, że koniecznym dopełnieniem obuwia zimowego są stuptuty, ochraniacze na wierzch buta i łydkę. W idealnym przypadku stuptuty zachodzą na gumę buta, w ten sposób nie dopuszczając do kontaktu topniejącego śniegu ze skórzaną cholewką. Od lat używam tych samych Outdoor Research Crocodile Gaiters.



VBL w śpiworze

Zawilgocenie śpiwora jest największym problemem na zimowych wyprawach. Doświadczenie pokazało, że na polarnych ekspedycjach śpiwory wchłaniały nawet po kilka kilogramów wody (która zamieniała się w lód). Ale i tutaj VBL problem praktycznie rozwiązuje.

Śpiąc w puchowym śpiworze, zakłada się VBL jako wodoodporne ubranie bądź jako wodoodporną wkładkę do śpiwora, najczęściej z sinylonu. Wiem, że w Polsce Roberts szyje takie rzeczy, ale nie miałam jeszcze okazji sama używać VBL w śpiworze. Pod takie VBL zakłada się cienką bieliznę. Kiedy użytkownik wychodzi ze śpiwora wilgoć zgromadzona w bieliźnie wyparowuje - im więc będzie cieńsza, tym lepiej. 

Śpiwór zabezpiecza się przed wchłanianiem wilgoci z zewnątrz szyjąc go z odpornego na zawilgocenie materiału. Można też spać wodoszczelnym worku biwakowym. W ten sposób zyskujemy obustronne i całkowite zabezpieczenie puchu.


Podsumowanie

Stosowanie VBL ma w zasadzie same zalety. Jedyną drobną niedogodnością jest niezbyt przyjemny zapach wilgotnych linerów. Uważam to za rzecz marginalną i do zaakceptowania, jeżeli w zamian może nam być ciepło, nawet przy silnym mrozie.

VBL wciąż nie są powszechnie znane i stosowane - trudno powiedzieć dlaczego. Część winy można zrzucić na przyzwyczajenie konsumentów do lansowanego przez producentów postulatu oddychalności obuwia, który jest dokładnie na przeciwległym biegunie VBL. Część użytkowników pewnie odstrasza niemiły zapach i nieuzasadnione obawy o nieprzyjemności związane z posiadaniem wilgotnych stóp. Polecam wszystkim fanom zimowego biwakowania wypróbować ten patent. A wszystkich fanów VBL zachęcam do podzielenia się doświadczeniami.




10 komentarzy:

  1. Jak wiesz ja prawie nie używam worków na stopy (bo denerwuje mnie poślizg) poza tym zwykle mam dziurę w takim worku już w trakcie jednego dnia (worków po chlebie nie próbowałam, mam dużą stopę, nie wejdzie), ale zauważyłam, że inaczej wpinamy takie same wiązania i to też może mieć wpływ na stopy. Ja mam luźno przypięte przody (żeby nie płaszczyć i nie zgniatać palców), ale mocno spięte paski w kostkach. To nimi ciągnę nartę. I to mi daje większą kontrolę na zjazdach. Dzięki temu nie muszę wklejać srebrnej taśmy w tył buta, bo nic mi się tam nie przesuwa. Pocę się mało. Po całym dniu wkładki do butów są albo wilgotne z wierzchu, albo jest tam warstwa lodu. najczęściej tam gdzie piszesz- na palcach. Tak nawet wolę, bo łatwiej to od razu wykruszyć. Codziennie wyciągam wewnętrzny botek i wkładam go sobie pod głowę, bez torby foliowej- ma schnąć, lub czasem śpię w nim w śpiworze świadoma, że dostanie tę wilgoć. Po 5 nocach w namiocie śpiwór wymaga odmrożenia. W środku zimy oznacza to nocleg w chatce, w dobrą pogodę można wysuszyć na słońcu, ale to dopiero w marcu, kwietniu- słońce musi być już dość wysoko żeby grzać. Suszę i tak codziennie, ale to mało daje bez słońca (ewentualnie ognisko). Przed użyciem foliowego ubranka w śpiworze powstrzymuje mnie nieuniknione wynurzenie się z niego w wilgotnych ciuchach i potrzeba ich wysuszenia (raczej na sobie), ja w każdym razie bym się nie rozebrała do gołego przy -20, a jeśli już to nie codziennie. Reasumując radzę sobie bez VBL, chociaż nie wykluczam, że w skrajnej sytuacji totalnej niemożliwości suszenia włożę foliowy worek do butów. Tak czy siak radziłabym wyciągać codziennie wewnętrzny botek, bo jak wiem z doświadczenia gumowy otok śniegowców lubi pękać i wtedy do środka dostaje się śnieg. Pęka w miejscu zginania palców pod paskiem wiązania po ok 1000 km.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam, zwykłe cienkie reklamówki się do tego nie nadają. Nie masz aż takiej dużej nogi, więc myślę, że po chlebie też by dało radę, ale można spróbować jakichś innych plastikowych toreb, może kolorowa reklamówka - jest ich tyle rozmiarów. W dzisiejszym świecie zalanym plastikiem nie powinno być problemu. Chlebowe są fajne, bo lekkie i mocne.

      Nie można nikogo uszczęśliwić na siłę :-) Po prostu warto spróbować - zwłaszcza, że wiem że Ci zawsze zimno w stopy i masz problem z wilgocią w butach.

      Klejenie srebrną taśmą to sposób dla tych, co potrzebują. Ludzie mają różne sposoby chodzenia i różną wrażliwość. To nie ma w zasadzie związku z resztą artykułu, ot taki patent.

      Usuń
    2. Szkoda, że nie mogę jeść chleba... :). Tak wiem, ale mi się to przypomniało przy okazji (i może dlatego moje worki szybciej się rwą). Nie tyle mam problem, ale suszenie mi zawsze zajmuje sporo czasu (i bywa, że coś się przy tym zwęgli przy ognisku), dlatego co jakiś czas próbuję, ale jakoś mi ten plastik nie pasuje. Teraz ma być zimno, więc pewnie znów sprawdzę.

      Usuń
  2. Był czas, że namiętnie gromadziłam szpitalne ochraniacze na buty - leciutkie i niektóre całkiem wytrzymałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli takie overbooty? Można spróbować :-) A ja sobie kiedyś zgarnęłam czepek kąpielowy, chcąc darować sobie kurtkę w czasie letnich deszczy, ale mieć suche włosy.

      Usuń
  3. Może najmniejsze 15-20 litrowe worki na śmieci się tutaj nadadzą jako ogólnodostępny standard? Są dosyć mocne.
    Chyba wypróbuję tę metodę przy kolejnym "zimnym"wypadzie na północ. Jako,że moje wyjazdy tego typu są dość krótkie (7-10 dni z dojazdem, 5-8 w terenie), do tej pory radziłem sobie zabierając woreczek skarpet. Ale to jest trochę kłopotliwe, nawet zakładając pełną zmianę tylko tych cienkich wewnętrznych.
    A czytam u Kasi, że Ciebie znów jak wilka w las i tundrę pognało :P
    Pozdrawiam i powodzenia
    -J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast w Szwecji ;) na razie w Puszczy Białowieskiej spróbowałem na weekendowym wypadzie. Po 2 dniach trudno coś powiedzieć, ale na razie patent się sprawdza. Buty i zewnętrzne skarpety w zasadzie suche.
      12-litrowe śmieciowe woreczki tzw. łazienkowe są nieco przymałe na moją nogę (r.46), ale ujdzie w tłoku. Jeden się delikatnie rozdarł po I-szym dniu i wymieniałem, może dlatego że rozmiar trochę mały i musiałem naciągać. O dziwo, mimo rozdarcia warstwy szczelnej nie spowodowało to jakiegoś znaczącego zawilgocenia warstwy zewnętrznej w porównaniu z drugą stopą.
      Pozdrawiam
      -J.

      Usuń
    2. Jak się robią dziury to zaklejamy je srebrną taśmą, wymieniam dopiero po jakimś czasie. Cieszę się że patent się sprawdza :-) Pozdrowienia ze Szwecji!

      Usuń
  4. stary dobry patent! fajnie że opisałaś swoje doświadczenia. Stosowaliśmy to z chlopakami w zimie wielokrotnie zanim dostępne były buty z gore. Dziś to gore (którego nienawidzę) zatrzymuje wilgoć ze śniegu ale kiedyś w skórzanych butach po pół dnia miałem mokre stopy nie od wilgoci z ciała tylko zewnetrznej. Więc w starcyh książkach wyczytaliśmy o VB. Próbowalismy też jako odzież. Niestety w worku foliowym nie działa się fajnie ;-) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary, ale wciąż, nie wiedzieć czemu, rzadko stosowany. Myślę, że wypróbuję w następnym sezonie VBL w śpiworze. Pozdrawiam!

      Usuń