niedziela, 6 lutego 2022

Hike your own hike, czyli wędruj jak chcesz - o swobodzie na szlaku

Thu-hiking to szlak, przyroda, doświadczenie wewnętrzne, ale też ludzie i relacje, które się nawiązuje. Na szlaku doświadcza się przede wszystkim wolności. Reguły rządzące światem cywilizowanym stają się mniej ważne, choć obowiązują inne, bardziej zbliżone do natury, mające na uwadze dobro innych stworzeń, w tym także innych ludzi, innych hikerów. 

Hike your own hike to bardzo popularne na długich szlakach powiedzenie, które można rozumieć na różne sposoby. Zwykle jego wydźwięk jest pozytywny, oznacza wsparcie, akceptację dla różnego rodzaju sposobów wędrowania - wędruj jak chcesz, tak żeby mieć z tego przyjemność i nie słuchaj cudzego zrzędzenia.

Dużo ludzi lubi dawać dobre rady, ale wypowiadają je jak jakieś pisane reguły, których trzeba się koniecznie trzymać - których początkujący koniecznie muszą się trzymać. Bardziej doświadczonych wędrowców z reguły kusi wytykać błędy mniej doświadczonym. Dopiero weterani dają sobie z tym spokój, pamiętając o tym, że sami byli kiedyś początkujący. A po to jesteśmy na szlaku żeby doświadczenie zdobyć. Samo zdobywanie go jest fajne, więc pozwólmy innym zdobywać je we własnym zakresie.

Nie udzielajmy porad tym, którzy o nie nie proszą. Jeśli ktoś sam pyta, interesuje się naszym sprzętem albo szuka inspiracji przez następnymi zakupami spożywczymi, jasne, wtedy jak najbardziej możemy pomóc i podzielić się swoim doświadczeniem.



Thru-hikerzy i dyskusja sprzętowa na szczycie Max Patch, Appalachian Trail


Zanim postawimy stopę na szlaku pewnie natkniemy się najpierw na porady rozmaitych specjalistów w internecie. Sama z nich korzystałam i nadal korzystam, uważam blogi i kanały YouTube za znakomite źródło wiedzy. Czasami jednak porady idą za daleko i nabierają charakteru arbitralnych wskazań. Tutaj hike your own hike wskazuje, że nie musimy wcale za nimi podążać.

Do takich dziwacznych przykazań należą: sugerowany dystans dzienny na początku wędrówki, częstotliwość brania dni zero czy częstotliwość wymiany butów. Te trzy przykłady są idealnymi przykładami hike your own hike, ponieważ nie ma dwóch osób o takich samych potrzebach i wydaje się absurdalne, żeby słuchać w tym względzie kogoś innego. Jak najbardziej potrzebne są orientacyjne rachunki, ale hikerzy, zwłaszcza amerykańscy, traktują to bardzo dosłownie. Doszło do tego, że nieważne kto jak się czuje i na co ma ochotę, myśli że koniecznie musi przez pierwsze dwa tygodnie wędrówki robić po 8 mil dziennie (13 km), ani mili mniej lub więcej. 

Podobnie ma się sprawa z dniami zero (dniami odpoczynku, kiedy nie pokonuje się żadnego dystansu na szlaku). Ktoś kiedyś wymyślił, że ogłosi regułę, według której dzień zero należy brać raz na tydzień. To bardzo często, dla większości zbyt często, bo niepotrzebnie spowolni wędrówkę. Wiele osób lubi i potrzebuje, ale są też tacy, którzy nie lubią i nie potrzebują. Słyszałam też o wersji co 300 km. Osobiście dni zero nie potrzebuję i nie lubię (Appalachian Trail i Continental Divide Trail pokonałam bez żadnych przerw, na Pacific Crest Trail zmusiła mnie do tego choroba). Lubię za to stałe, nieco wolniejsze niż u innych tempo. Wiele osób robi większe dystanse dzienne żeby zaoszczędzić czas na zero, ale robią to w sposób, który prowadzi do wyczerpania, np. przechodzą 100 km w ciągu jednego dnia, po czym są tak zmęczeni, że trzy dni leżą i odpoczywają. Inni uważają, że dzień zero rozstraja, chciałoby się być na szlaku a nie spędzać całego dnia na innych rzeczach (bo dni zero wbrew pozorom są bardzo pracowite i męczące, wcale nie są dniami odpoczynku - trzeba zrobić zakupy, pranie, pójść na pocztę...). 


Dzień zero i zapracowani thru-hikerzy. Rutland, Appapalchian Trail


Po tym jak pewien popularny youtuber ogłosił, że buty trzeba wymieniać co 500 mil nagle zobaczyłam dziesiątki ludzi, którzy wyrzucali zupełnie niezużyte buty po tych 500 milach. Pytani dlaczego odpowiadali, że robią tak, bo słyszeli że tak trzeba. A przecież każdemu buty zużywają się w innym tempie, jednym po 300 milach, innym po 1000 i to zużycie determinuje moment wymiany.


Altra Lone Peak 2.0. Które ile wytrzymają...? Bardzo popularne obuwie, ale każdy wymienia je w innym momencie. Appalachian Trail


To samo dotyczy jedzenia. Tutaj szczególnie często początkujący bardzo podążają za zasłyszanymi gdzieś regułami. Niektórzy, sądząc np. że liofilizaty i przetworzone "energetyczne" jedzenie jest bardziej pro, z pogardą patrzą na hikerów pożywiających się jedzeniem zwyczajnym, jak chleb czy ser. A to, że ktoś może dźwigać świeże owoce wydaje im się absurdem. Kilka miesięcy na szlaku i sami zaczną tak nosić - wtedy dopiero będą pro :-)


Baton zbożowy czy jednak soczyste jabłko? Kanion rzeki Gila w pustynnym Nowym Meksyku, Continental Divide Trail


Podobnie do nas należy wybór czy wędrujemy samotnie, z drugą osobą czy w grupie, wolno czy szybko. Jest mnóstwo powodów żeby wędrować szybko i jest mnóstwo powodów żeby wędrować wolno. O ile decyzję hiker podejmuje sam, każda jest dobra. Prawda, że idąc wolno można nie zdążyć przejść całego szlaku, będzie to bardziej męczące ze względu na ilość dźwiganych zapasów, ale pozwólmy żeby nasi koledzy i koleżanki na szlaku doszli do tego wniosku sami.

Najwięcej uwag wypowiada się na temat sprzętu. To jednak rozrywka tylko na początku długiego dystansu, kiedy wszyscy są podekscytowani, a wiele osób pierwszy raz ma do czynienia ze sprzętem bardziej "pro". Wybierało się go miesiącami, a wcale nie jest się pewnym czy dokonało się dobrego wyboru - a czeka nas życie z tym właśnie zestawem przez kilka miesięcy. Rzadko się w sumie zdarza, żeby to inny thruhiker mówił drugiemu, że ma niewłaściwy namiot czy latarkę. Częściej robią to osoby będące na krótszych wycieczkach. Na długim dystansie w ciągu kilku tygodni każdy się przekonuje sam co mu jest potrzebne a co nie. Następuje wielka wymiana, kupowanie nowych rzeczy, zostawianie niepotrzebnych w hiker box'ach, a potem już jest spokój.


Barney "Scout" Mann doradza hikerom w przeddzień ich wyruszenia na Pacific Crest Trail. San Diego


Powiedzenie hike your own hike jest też jednak nadużywane. Niektórzy używają go żeby usprawiedliwić niewłaściwe zachowanie, usiłując sprawić żeby inni zapomnieli co naprawdę znaczy. Do takich rzeczy, które usiłuje się wybielić należą np. zostawianie nieporządku, śmiecenie oraz haniebny yellowblazing. Yellowblazing to oszustwo polegające na skracaniu sobie drogi i podjeżdżaniu autostopem wzdłuż szlaku, omijając jego fragmenty. Nazwa pochodzi od żółtych pasów na amerykańskich drogach, po których yellowblazerzy podążają jak po znakach szlaku (white blazes na AT). Niektórzy robią to otwarcie i nie uważają takiego przejścia za thruhike - takie podejście jest ok, bo nie ma nic złego w tym że ktoś nie ma ochoty przechodzić całości. Są natomiast tacy, którzy podjeżdżają nie przyznając się do tego, a osiągnąwszy koniec szlaku udają, że przeszli cały. Niektórzy z nich usiłują wtedy mówić hike your own hike


Podsumowując, o ile tylko nie są naruszane dobre obyczaje, hike your own hike znaczy po prostu żyj i pozwól żyć innym, nie pozwól żeby ktoś psuł ci przyjemność wędrowania.

Happy Trails!






4 komentarze:

  1. Bardzo sensowna i pożyteczna zasada - żyj i daj żyć innym, jeśli będą tego potrzebowali prawie na pewno poproszą o radę. Doskonały tekst, sądzę, że zawarte w nim spostrzeżenia są prawdziwe nie tylko odnośnie hikerów i wędrówek, sprawdzą się też w innych dziedzinach. Aż trudno uwierzyć w informację o poważnym traktowaniu 500 milowego limitu dla butów, choć gdy przychodzi mierzyć się z wyzwaniem typu transkontynentalny szlak znajdą się ludzie którzy będą podatni na rady bardziej doświadczonych.

    Agnieszko świetny tekst. Po raz kolejny dziwię się dlaczego nie piszesz książek o swoich wędrówkach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Chcę coś napisać, ale należę do ludzi, którzy takie większe projekty wciąż odkładają. I ciągle gdzieś wędruję... Właśnie wróciłam z Portugalii, nic nie napisałam, ale było cudownie :-)

      Usuń
  2. Może kiedyś to przejdę, ale chyba zacznę od Niskich Tatr, to tylko ok. 90km, akurat na dłuższy weekend. Na razie jestem zwykłym "spacerowiczem", a najdłuższy dystans, jaki zrobiłem, to przejście 31km w Wielkiej Fatrze i dodatkowe 3km przez Rużomberk, do samochodu :) Cenne są informacje zawarte w Twoich filmach i na Twoim blogu, podoba mi się ta normalność, optymizm i brak zadęcia. Póki co rozważam zakup namiotu Zpacks Plex Solo, paradoksalnie wychodzi taniej od wypasionego MRS i jest dwa razy lżejszy.

    OdpowiedzUsuń