niedziela, 31 października 2021

Chorwacki Szlak Długodystansowy - Sprzęt

Zestaw sprzętu, jaki miałam ze sobą ważył 5249 g. Na Chorwackim Szlaku Długodystansowym jak na rzadko którym można nieść naprawdę niewielką ilość sprzętu. Po przejściu 30000 km nie mam już takiego ciśnienia na ultra i wiem, że nawet jeśli nie zejdę poniżej 5 kg (a po raz kolejny nie zeszłam) nic się nie stanie i szlak i tak skończę. Pomimo w sumie nie najlżejszego plecaka i tak udało mi się pobić rekord prędkości przejścia. Pozwoliłam sobie na cięższy niż to było konieczne plecak, sądząc że ilość jedzenia, jaką będę musiała nosić będzie minimalna. Przez większą część czasu rzeczywiście tak było, choć było kilka odcinków 5-6 dniowych. Ilość wody, jaką musiałam nieść też była spora: 4-6 litrów. Warunki użytkowania sprzętu były trudne. Nieprzebyty gąszcz, kolczaste zarośla, skały. W takim terenie sprzęt zużywa się szybciej niż na łatwym szlaku. Mimo wszystko, dał radę. Większość rzeczy była już przeze mnie używana, większość się sprawdziła, choć były też takie rzeczy, które nie sprawdziły się kompletnie. Mam tu głównie na myśli potwornie niewygodne buty. Popełniłam typowy błąd, zabierając buty, których wcześniej nie sprawdziła. Na szczęście udało mi się je wymienić na model, którego zwykle używam.




Lista sprzętowa przedstawiała się następująco:


Chorwacki   Szlak Długodystansowy - Lista sprzętowa
Waga bazowa - sprzęt podstawowy (bez wody, jedzenia, paliwa)
Sprzęt Nazwa Waga (g)
Plecak OnMyWay Triple Crown 720
Worek na   śmieci Trash compactor bag,   Walmart 56
Namiot Zpacks Solplex 424
6 śledzi V Hilleberg DAC 70
2 szpilki tytanowe Zpacks 18
Folia pod   namiot Folia polycryo 20
Materac   dmuchany Thermarest NeoAir   Xlite Women's 354
Śpiwór Roberts Vagabond 325   custom 592
Worek   wodoszczelny na śpiwór HMG Medium Roll-Top   Stuff Sack 34
Garnek   tytanowy Evernew ECA267 900ml 100
Łyżka tytanowa Aliexpress 18
Palnik gazowy BRS 3000T (zmodyfikowany) 30
Zapalniczka Mini BIC 10
Kartusz z   gazem 230 g 148
Butelka Nalgene OTF, nakrętka   klasyczna 110
Butelka PET 1l Biedronka, woda   Polaris alkaliczna 38
Butelka PET 1l Biedronka, woda   Polaris alkaliczna 38
Butelka PET 1l Biedronka, woda   Polaris alkaliczna 38
Filtr do wody Sawyer Mini 38
Strzykawka do   filtra Sawyer 30
Worek   wodoszczelny na jedzenie Zpacks Blast Food Bag 46
Kamizelka   puchowa Roberts Kasjopea 178
Kurtka   przeciwdeszczowa Arc'teryx Alpha FL   Women's 280
Spodnie   przeciwdeszczowe As Tucas Acher Pants 82
Łapawice   wodoodporne Z sinylonu, Roberts 14
Bluza Kwark Power Dry 134
Getry Kwark Power Dry 116
Skarpety do   spania Smartwool PhD Outdoor   Light Mini 52
Majtki Icebreaker Siren   Hipkini 21
Czapka Arc'teryx RHO LTW Beanie 26
Chustka na głowę Jedwabna 16
Worek   wodoszczelny na ubrania Zpacks Medium Plus   Dry Bag 24
Góra od   kostiumu kąpielowego 24
Okulary do   pływania Arena 34
Piłeczka do   masażu Easy Yoga, korek, 5   cm 20
Kosmetyczka z   zawartością OnMyWay cuben 116
Apteczka i   zestaw naprawczy W torebce strunowej 38
Nakładka   przeciwsłoneczna na okulary W pokrowcu 14
Szmatka do   okularów Ściereczka z   mikrofibry, Biedronka 2
Papier   toaletowy W torebce strunowej 8
Kaganiec   covidowy FFP2 4
Środek na   komary Repel 10
Portfel Zpacks Zip Pouch   "Wallet" 24
Notatnik 20
Długopis 6
Scyzoryk Victorinox Classic 20
Czołówka Petzl e+Lite (stara   wersja) 23
Baterie do   czołówki 10
Smartfon w   etui Motorola Moto G7   Power 210
Kabel USB do   telefonu 24
Ładowarka do   telefonu 53
Ładowarka 2   USB Rossmann 30
Aparat   fotograficzny Sony RX100 VII 306
Zapasowa bateria do aparatu 24
Kabel USB do aparatu 14
Uchwyt na   aparat do kijka trekkingowego Stick Pick 12
Statyw Joby Gorillapod 325 50
Mikrofon Rode Video Micro 82
Szyna ze   stopką Ulanzi PT-9 40
Powerbank Miller ML-102 32
2 ogniwa 18650 Panasonic 92
Kabel USB do   powerbanku 14
Karty SD i   adapter do kart SD SanDisk 8
Torebka na   elektronikę OnMyWay cuben 10
Waga bazowa 5249
Ubrania i rzeczy   niesione na sobie 1948
Koszulka z   krótkim rękawem Icebreaker Cool-Lite   Sphere 100
Koszulka z   długim rękawem Kwark Pustynna   Sphere 106
Krótkie   spodenki Patagonia Barely   Baggies 120
Daszek Dynafit React Visor   Band 28
Biustonosz   sportowy Panache Sports Bra 112
Majtki Smartwool 21
Rękawiczki   rowerowe Fox Ranger Gel Short   Gloves 58
Skarpety Injinji Toe Socks   Micro 30
Skarpety Smartwool PhD Outdoor   Light Mini 52
Buty do   biegania Altra Olympus 4.0 622
Buty do   biegania Altra Lone Peak 4.0 534
Stuptuty   biegowe Stuptut (Wanda   Sarapata) 36
Stabilizatory   na kolana (2) Cho Pat Knee Strap 176
Zegarek Casio 16
Chusteczka do   nosa Bawełniana 5
Kijki   trekkingowe Leki Corklite 572




Plecak


Nie lubię wymieniać sprzętu zanim się on zużyje, więc używałam tego samego egzemplarza Triple Crowna, który miałam w zeszłym roku podczas przejścia Szwecji. Ten 45-litrowy plecak jest zaprojektowany z myślą o długich dystansach, o noszeniu dużych zapasów wody i jedzenia - a to właśnie było mi potrzebne w Chorwacji. Szczegółową recenzję znajdziecie w osobnym artykule (test prototypu, który miałam na PCT). Jest to typowy plecak ultralight - pozbawiony zbędnych elementów takich jak stelaż czy zamki, bardzo mocny, wyposażony w kieszenie, które łatwo się obsługuje.




Bardzo ważne było, żeby móc zmieścić odpowiednią ilość wody - 4 litry w bocznych kieszeniach i jeszcze trzy wewnątrz (ostatecznie niosłam najwięcej około 6 litrów). Plecak był wciąż wygodny, choć oczywiście przy 16 kilogramach obciążał już zbytnio ramiona.




W gorącym i często wilgotnym klimacie nie mogłam sobie nawet wyobrazić katorgi noszenia tradycyjnego ciężkiego plecaka z niewygodnym systemem nośnym. Najistotniejsze tutaj były plecy plecaka - z samego tylko materiału, nie chłonącego wilgoci. Takie proste rozwiązanie chroni przed odparzeniami na plecach. Chłonąca pot i wodę pianka czy siateczka, jaką mają popularne rozbudowane plecaki jest tu najgorszym rozwiązaniem, gdyż stale wilgotny plecak podrażnia skórę. Z czasem powstają nawet rany. Nie wspominając już o koloniach bakterii i nieprzyjemnym zapachu. Dół pleców, który przytykał do plecaka posypywałam regularnie talkiem.




Triple Crown doznał kilku uszkodzeń. Wyjątkowo żarłoczne myszy wygryzły dziurę w materiale (już załataną przez producenta). XPac jest bardzo mocnym materiałem, znacznie trwalszym od cordury, więc byłam zaskoczona. Nawet na PCT, gdzie myszy było mnóstwo nie spotkałam nikogo, komu by się to przydarzyło.

Ponadto w ostatnim tygodniu wędrówki puścił szew w pasie biodrowym i musiałam dokonać prowizorycznej naprawy. W zestawie naprawczym noszę duże agrafki, które idealnie się do tego nadały. I to zostało już bez problemu naprawione. Przeszłam już z tym plecakiem z 8000 km i podobno jest już dość zużyty, ale mam zamiar jeszcze z niego korzystać.





Namiot


Mój ZPacks Solplex to już w zasadzie stary namiot. CLDT to trzeci szlak, który z nim przeszłam, po CDT i PCT. Statystyczny hiker zużywa jeden namiot na jeden thruhike i w środowisku panuje przekonanie, że namioty wykonane z DCF nie wytrzymują dłużej. To nieprawda, jeśli się o nie dba i rozbija w odpowiednich miejscach, mogą służyć długo. Zawsze podkładam folię termoizalacyjną polycryo pod podłogę (recenzja na YouTube), dzięki czemu nie ma ona zbyt wielu uszkodzeń (bardzo drobne, więc podłoga już miejscami nasiąka, ale nie przemaka). W całym materiale są już mikro dziurki, ale tak małe, że na deszczu tropik nadal jest wodoodporny. Namiot byłby wciąż w idealnym stanie, gdyby nie uszkodzenie zamka - w ostatnich dniach wędrówki przestał się zamykać. Będę musiała oddać go do naprawy.

Uwielbiam ten namiot, to mój ulubiony. Przestronny, idealny na mój wzrost, ma dużo miejsca nad głową, sporo w środku, a także przedsionek. Niestety, nie jest już produkowany. Zastąpił go Plexamid, rozkładany na jednym kilku, z ograniczoną przestrzenią pod sufitem. Dostępny jest Altaplex, dla wyższych użytkowników oraz dwuosobowy Duplex.




Solplexa zdarzało mi się rozbijać w dosyć dziwnych zmiejscach, w których użytkownicy takich namiotów stawianych na kijkach, które wymagają dobrego przyszpilenia do ziemi zazwyczaj nie biwakują. O ile znalazłam odpowiednie głazy, którymi przygniatałam śledzie, mogłam biwakować wszędzie. Spędziłam kilka nocy na piaszczystej plaży, rozbiłam się też na nagiej skale i przeczekałam gwałtowną nawałnicę.





Śpiwór i materac


Od wielu lat używam tego samego zestawu - dmuchanego materaca Thermarest i śpiwora Robertsa z taśmami, które go na tym materacu utrzymują, tak że mogę obracać się wewnątrz, nie zgniatam puchu. Zależnie od pory roku i klimatu używam materaca zimowego lub trzysezonowego oraz śpiworów o różnej objętości wypełnienia. 



Do Chorwacji zabrałam customowy śpiwór recenzowany już Vagabond 300 (325), uszyty na przejście Nowej Zelandii. Przypomnę, że to ciekawa konstrukcja bez wypełnienia w plecach i bez kaptura, na Pertexie Quantum GL, z wypełnieniem najlepszym polskim puchem gęsim o sprężystości 850 cuin. Przez wyjazdem zrobiliśmy w nim z Romanem Werdonem, właścicielem firmy, drobne poprawki - usunęliśmy krótki zamek, którego nigdy nie używałam oraz wymieniliśmy gumkę wokół szyi na sznurek. Dzięki temu zabiegowi udało się zmniejszyć jego wagę o 20 g. 25 g puchu, pozostałego z izolacji zamka włożyliśmy w brzuch. Vagabond był oczywiście za ciepły na takie temperatury jakie były w Chorwacji (w nocy do +10 stopni, ale sporadycznie, najczęściej 15-25). Wystarczyłby mi spokojnie śpiwór z 200 gramami puchu i nawet taki posiadam (Cumulus LiteLine 200), ale nie odpowiada mi jego kształt ciasnej mumii oraz obecność zamka.



Było kilka nocy tak gorących, że w ogóle się nie przykrywałam. Przeważnie wkładałam do śpiwora tylko nogi, a nad ranem przykrywałam się cała. Kilka razy otulałam się szczelnie, śpiąc pod przewiewnymi wiatami w czasie ochłodzenia. Nie należę do osób, którym jest gorąco w nogi, a choć też w nie nie marznę, lubię mieć nogi przykryte. Jest to dla mnie synonimem bezpiecznego spoczynku po ciężkim dniu. Chłodzić wolę się od góry. Dlatego brak zamka czy kaptura jest dla mnie idealnym rozwiązaniem.





Kuchnia


Mój zestaw kuchenny pozostaje niezmieniony od lat. Używam doskonałego tytanowego garnka Evernew o pojemności 900 ml, ważącego zaledwie 100 g razem z pokrywką, do tego ultralekkiego palnika tytanowego BRS 3000 i tytanowej łyżki. Odpalam palnik zapalniczką Mini BIC. Zapalniczkę akurat musiałam wymienić, ta którą wzięłam z domu nie działała. Na tym zestawie przygotowywałam zwykłe potrawy - makarony z rybą lub kiełbasą, zupy z polentą czy kuskusem. Na wyprawę zabrałam jeden kartusz 230 g i starczył mi on na dwa miesiące, a nawet dłużej, bo resztkę gazu przywiozłam do domu. Gotuję mało, odrobinę wody na herbatę (150 ml), wodę na makaron czy zupę i to wszystko. Gazu zużyłam jeszcze mniej niż zwykle dlatego, że temperatura otoczenia (i wody) była wysoka, a także dlatego, że czasem nie jadłam ciepłej kolacji.




CLDT to szlak, na którym z powodzeniem można było uprawiać cold-soaking, czyli namaczanie sypkiego jedzenia w zimnej wodzie, zamiast gotowania albo po prostu jeść potrawy nie wymagające obróbki termicznej. Czasem zdarzało mi się to drugie - kupowałam pieczywo, rybę w puszce i warzywa i już nic nie gotowałam. Wszystko z powodu wysokiej temperatury - ostatnią rzeczą, jakiej pragnął przegrzany organizm było ciepłe jedzenie.



Do transportu wody służyły butelki PET po wodzie alkalicznej Polaris, butelki PET po lemoniadzie itp. Do tego miałam ulubioną butelkę Nalgene OTF, którą doskonale znacie, z wymienioną na zwykłą nakrętką (oryginalna jest ciężka i cieknie).


Odzież

Jeśli chodzi o ubranie, to stosowałam taki sam system jak zawsze, tylko warstwa termiczna była lżejsza niż zazwyczaj i zamiast kurtki miałam puchową kamizelkę.

Miałam w szafie kilka rzeczy, które kiedyś kupiłam i chciałam zużyć. I dlatego zamiast wygodniejszych spodenek do biegania Arc'teryxa w tym roku zdecydowałam się maszerować w spodenkach Patagonia Barely Baggies. Nie byłam z nich zadowolona. Były przede wszystkim zbyt krótkie i ocierały mi się w nich uda. Żeby zapobiec otarciom musiałam na skórę naklejać plastry - tak robiłam przez całe dwa miesiące. Krój spodenek nie był swobodny, a materiał też nie był przyjemny - nie rozciągał się, był dość sztywny. Gruba gumka, marszcząca materiał na szczęście nie przeszkadzała.

Koszulka, która jest w zasadzie moją ulubioną koszulką - Icebreaker Cool Lite Sphere też nie była najlepszym wyborem. Jest niezwykle miękka i przyjemna w dotyku, lepsza na upały niż wełna merino, która się na nie zupełnie nie nadaje (zrobiona jest z mieszanki wełny i tencelu, celulozy), jednak parnym upałom i to upałom tak wielkim jak w Chorwacji nie podołała. Chłonęła pot i nie schła tak szybko jak materiał syntetyczny. 





Dlatego drugą połowę, a w zasadzie ostatnią jedną trzecią przeszłam w Pustynnej Koszulce Kwarka, którą mi dosłano. Nie chciałam w Pustynnej iść od początku, bo ma długie rękawy, niepotrzebne w lasach. Nie chciałam w ogóle nic nowego, wolałam wziąć coś z szafy, ale jednak nowa Pustynna na południu sprawdziła się doskonale. Nie tylko w suchym klimacie, ale też w wilgotnym była przyjemna i przewiewna. W zaroślach niestety łatwo wyciągały się z niej nitki, więc jest trochę poszarpana i oczywiście przybrudzona - biały kolor szybko zastępuje brąz. Jednak biała koszulka jest najlepsza w pełnym słońcu.




Do ochrony głowy przed słońcem używałam jak zwykle jedwabnej chustki, jednak początkowo mniejszego rozmiaru apaszki, a dopiero później, razem z nowymi butami, dostałam większą, taką samą jaką miałam na CDT i PCT. Większa chusta pozwala lepiej zasłonić szyję, można ją też związać z przodu jeśli wieje silny wiatr. Chustę na głowie przytrzymuje daszek Dynafit. Dla osób, które mają włosy daszek jest lepszy niż czapka, bo pozwala na lepszą wentylację. Używałam też przeciwsłonecznych nakładek magnetycznych na okulary i kremu z filtrem.







Problemy z upałem oczywiście były, ale bywało też chłodno. Miałam więc ze sobą czapkę (Arc'teryx Rho LTW, niestety obecnie produkowana jest w tak małym rozmiarze, że nie zasłania wcale uszu - nie kupujcie), w której zazwyczaj spałam (lubię) i zestaw długiej bielizny termoaktywnej Kwarka z Polartec Power Dry, nie produkowanej. Miałam ją na Appalachian Trail i lubię za to, że jest niezbyt ciepła, syntetyczna, idealna w wilgotnym klimacie. Tylko w wyjątkowo gorące noce spałam bez niej. Bielizna sprawia, że skóra się nie klei ani do samej siebie ani do materaca i jest po prostu przyjemniej.

Nowością w mojej szafie sprzętowej jest kamizelka Roberts Kasjopea. To właściwie kurtka Altair pozbawiona rękawów, z krótką stójką. Ma nieco ponad 100 g gęsiego puchu 850 cui, a więc najlepszego, jaki można dostać. Bardzo miło było się nią otulić w zimne poranki i wieczory albo kiedy wysoko w  górach bardzo wiało. Nigdy nie zdecydowałabym się na długą wędrówkę bez czegoś puchowego.








Zestaw przeciwdeszczowy


Zakładanie kurtki przeciwdeszczowej kiedy temperatura przekracza 20 °C to nic przyjemnego - wielu z Was pewnie o tym wie. Choć w trakcie opadów było chłodniej niż zazwyczaj i często wiało to i tak było dość gorąco. Kiedy deszcze były przelotne ciągle się przebierałam. Mimo wszystko nie było najgorzej, nie zlewałam się potem - nie należę do osób, które się bardzo pocą pod kurtką. Nie kupowałam nowych ubrań przeciwdeszczowych właśnie dlatego, że wiadomo było że nawet jeśli będzie lało i przemoknę to nie dostanę hipotermii z tego powodu. Nosiłam więc przeciekającą kurtkę Arc'teryx Alpha FL i stare ultralekkie spodnie (78 g) przeciwdeszczowe As Tucas Acher Pants, używane często na biegach ultra jako obowiązkowy element wyposażenia.



Jeśli deszcz nie było bardzo intensywny albo kiedy było mi za gorąco zdejmowałam spodnie i szłam tylko w kurtce, ale takie rozwiązanie, choć popularne, nie jest dobre, bo woda z przemoczonych spodenek podsiąka w górę, a do tego na mokrej skórze szybciej robią się odparzenia i otarcia.


Wzięłam lekkie łapawice z sinylonu, bo ważą tak niewiele (14 g), ale skarpet wodoodpornych oczywiście nie - latem nie ma to sensu.


Buty, stuptuty i skarpety

Zestaw tego, co noszę na stopach jest dość złożony. Więcej o swoim systemie opowiedziałam w filmie na YouTube, składa się on z butów do biegania, dwóch par skarpet i stuptutów. 

Buty wybrałam źle. Postanowiłam przetestować Altra Olympus. Dotąd zawsze używałam modelu Altra Lone Peak, w różnych wcieleniach - zużyłam kilkanaście par. W posiadanie Olympusów, butów podobnie jak Lone Peak zero drop, czyli bez obcasu i z szerokim przodem, weszłam trochę przypadkowo. Wydawało mi się, że firma, która robi najwygodniejsze i najlepsze buty jakie miałam (czyli Lone Peaki) nie może schrzanić innego modelu aż tak bardzo. A jednak... Olympus to z kolei najgorsze i najbardziej niewygodne buty, jakie w życiu miałam i stanowczo ich nie polecam. Myślałam, że przejdę w nich cały szlak, a tymczasem zmuszona byłam organizować wysyłkę Lone Peaków z Polski (w Chorwacji nie da się kupić Altry). Zanim je dostałam męczyłam się z Olympusami przez kilka tygodni. Miałam z ich powodu pęcherze, coraz to nowe, moje tempo było słabe i stale towarzyszył mi ból. To były prawdziwe tortury.



Co więc jest z tymi butami nie tak? Wszystko. Chyba zaprojektował je ktoś, kto nigdy nigdzie nie chodził ani nie biegał. A więc:

To, co przeszkadzało najbardziej to wyjątkowo rozbudowana pięta. Powierzchnia podeszwy w tej części buta jest dwa razy szersza niż stopa, a na zewnątrz wystaje wielki plaster podeszwy jak również pianka śródpodeszwy. Taka pięta jest ciężka i tak szeroka, że kiedy szłam przez trawy hamowała mnie. W trudnym terenie nie daje oparcia, jest za mało precyzyjna, klinuje się w skałach. Ale najgorsze było to, że kiedy stąpałam i pięta wgniatała amortyzację ten nadmiarowy fragment uciskał stopę. W urozmaiconym terenie, na górskich ścieżkach było to nie do zniesienia. W miejscu nacisku robił mi się pęcherz na pęcherzu. Przekłuwałam je, zaklejałam, posypywałam talkiem. I wciąż robiły się nowe, a ja przeklinałam Altrę.





Taki idiotyczny kształt buta to efekt panującej w świecie zwykłego obuwia mody. Jest to też pokłosie noszenia butów z dużym dropem - w takich butach piętę się rozbudowuje żeby amortyzować krok i powstaje błędne koło. Ponieważ wygląd butów z dropem wydaje się modniejszy, Altra postanowiła sprawić, żeby Olympusy wyglądały jak buty z dropem i amortyzacja otacza stopę nad piętą (powodując nieszczęsne otarcia) - pięta jest w rzeczywistości głębiej w bucie niż się wydaje.

Próbowałam oczywiście zrobić z tym coś i wycięłam scyzorykiem kawał nadmiarowej gumy. Trochę pomogło, ale nadal było źle. Potem usunęłam wkładki i było lepiej, ale za to buty zrobiły się za duże.



Kolejny idiotyzm, który popełniono przy projektowaniu tych butów to pozbawienie ich w ogóle podeszwy (sic!). Otóż użytkownicy narzekali na ich dużą wagę, a przecież podeszwa waży najwięcej. Chwalą się jakąś specjalną podeszwą Vibram, a tymczasem buty mają podeszwę tylko na zewnętrznym obwodzie. Tam gdzie się stąpa, pod stopą, na spodzie buta jest już tylko śródpodeszwa z pianki. Oczywiście szybko się starła, a mające zapewniać przyczepność klocki zniknęły. Gorszej głupoty nigdy nie widziałam.





W końcu udało mi się wymienić Olympusy na Lone Peaki. Widać, że Olympusy w tym samym rozmiarze są większe.



Dopiero po wymianie odetchnęłam. Przeszłam w Lone Peakach pozostałą jedną trzecią szlaku i już więcej nie miałam ani jednego pęcherza. Lone Peaki były doskonałe jak zawsze, lekkie, precyzyjne, przyczepne na skałach i niezmiernie wygodne. Obecnie 4.0 nie są już produkowane, 4.5 też trudno dostać, a 5.0 to niestety bardzo nieudane wcielenie Lone Peaków i czekam na 5.5. 5.0 mają niewygodnie przyszyty szub, są węższe i mają bardzo dużo gumy, która upośledza oddychalność.

Lone Peaki zapewniają świetne czucie podłoża, ale jeśli jesteście ciężcy lub nie lubicie czuć po czym stąpacie to nie będziecie zadowoleni. W Chorwacji szlaki i drogi były wyjątkowo kamieniste, składały się właściwie tylko z luźno leżących wielkich kamieni. Choć jestem przyzwyczajona to pod koniec moje stopy były już zmęczone i obolałe.




Na wapieniach podeszwa trzymała bardzo dobrze, nie miałam problemu na ostrych graniach.


Skarpet używałam w takim samym zestawieniu jak zawsze: Smartwool PhD Outdoor Light Mini i palczaste linery Injinji Run Lightweight No Show. Choć mogłoby się wydawać, że w podwójnych skarpetach w wysokich temperaturach będzie nie do zniesienia, jest dokładnie odwrotnie. Linery odprowadzają wilgoć i sprawiają, że stopy się nie przegrzewają. W takim upale stopy się jednak pociły bardziej niż zwykle, dlatego zawsze posypywałam je talkiem.




Tak jak w Szwecji tak i w Chorwacji nosiłam polskie gaiterki Stuptut, które można kupić na Facebooku Wandy Sarapaty. Są to lekkie stuptury biegowe, elastyczne, doskonale oddychające i chroniące przed dostaniem się do wnetrza butów piasku i kamyków. Bardzo podobne do Dirty Girl Gaiters, a jednak bardziej wytrzymałe.



Kijki

Jak zawsze używałam dość ciężkich aluminiowych kijków Leki Corklite. Służyły też jako stelaż do namiotu. Nie doznały żadnych uszkodzeń, to wciąż ten sam egzemplarz co na poprzednich moich długich dystansach, stara wersja z mocnymi taśmami na nadgarstki z cordury (nowsza ma taśmy, które się szybo urywają). Na nie aż tak licznych, ale jednak uciążliwych odcinkach drogowych bardzo przydawały się gumowe końcówki.




Elektronika, sprzęt fotograficzny, czołówka

Elektronika była taka sama jak zawsze, wielokrotnie już ją opisywałam w podsumowaniach sprzętowych poprzednich wypraw: ładowarki, krótkie kable, prosty powerbank, do którego można użyć dowolnej ilości ogniw (wzięłam dwa).

Aparat fotograficzny też nie był nowy, Sony RX100 VII kupiłam w zeszłym roku na przejście Szwecji. Służył mi nadal doskonale. Statyw Gorillapod to wielkie rozczarowanie - połamał się już drugi egzemplarz, używałam sklejonego taśmą. Nie polecam. Dokupiłam nowy mikrofon Rode Video Micro, dzięki któremu jakość dźwięku w filmach jest o wiele lepsza, ale niestety były z nim problemy - czasami zamiast dźwięku nagrywał okropne zgrzyty. Straciłam przez to wiele fajnych ujęć.

Wciąż działa moja stara czołówka Petzl e+Lite, już nie da się jej kupić, nowa generacja ma o wiele krótszy czas świecenia.


Pozostałe

Z pozostałych rzeczy warto wymienić scyzoryk Victorinox Classic, który służy mi wiernie od 7 lat (recenzja na YouTube) oraz prosty i niepozorny zegarek Casio.



Kosmetyczka ma niezmienny skład od lat, apteczka również - wielokrotnie już go opisywałam. Przydawał się nifuroksazyd - zatrucia pokarmowe w ciepłym klimacie zdarzają się często. Dokupiłam rolkę szerokiego tekstylnego materaca oraz na bieżąco talk. Trudno było dostać bezzapachowy w małych miejscowościach, a na perfumowane mam alergię.

W zestawie naprawczym miałam duże agrafki, łatę do materaca, kawałek samoprzylepnego cubenu i zestaw do szycia.

Odesłałam do domu okulary do pływania - nie chciałam moczyć włosów w słonej wodzie, bo po takim zabiegu się kleją.

Pomimo w sumie niewielkiej ilości deszczu do plecaka zawsze wkładałam worek na śmieci, chroniący zawartość plecaka przed zamoczeniem. Używam mocnego worka, który kupiłam w USA o pojemności 70 l - jest za mały żeby mieściły się w nim wszystkie rzeczy razem z zapasem jedzenia na kilka dni, nie da się wtedy zakręcić końca, ale jeżeli nie wędruję w wielogodzinnej ulewie jest ok. Plecak puszcza bardzo niewiele wody przez szwy. Worków wodoszczelnych też zawsze używam, mając podwójne zabezpieczenie. Worki ZPacks wciąż spisują się świetnie, worek z sinylonu Lifeventure jest natomiast do niczego, wszystkie podklejenia się odkleiły.



12 komentarzy:

  1. Super opis dokładny i rzeczowy a co najważniejsze sprawdzony w "boju". Zegarek to sztos, to najlepszy przykład że jeżeli coś wystarcza jego użytkownikowi to się tego nie zmienia. Pozdrawiam bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle lat już mam ten zegarek, nawet nie jest oznaczony jako wodoodporny, a przetrwał niezamierzone nurkowanie i tyle deszczy, zimnych nocy. Bije na głowę wszelkie wypasione wynalazki :-) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Podziwiam Cię, że dajesz radę iść tyle dni z tak ciężkim plecakiem (woda ...); ja po pierwszym dniu z 10 km na grzbiecie mam odgniecione i obolałe obojczyki i okolice - tak mi wystają, że najlepszy system nośny i tak gniecie. Ale ostatnio odchudziłam plecak nosząc całą elektronikę w nerce, a okazałego victorinoxa w kieszeni cargo spodni. Poza tym w tym roku zainwestowałam w ładowarkę solarną (4 panelki), która świetnie się sprawdza w słoneczny czas. Przy okazji chcę Cię zapytać, jak często korzystasz z powerbanka/akumulatorków, czy nosisz je raczej awaryjnie? Pozdrawiam cieplutko i czekam z niecierpliwością na relację ze szlaku Brdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. edit: 10 kg a nie km oczywiście ;)

      Usuń
    2. Czasem mniej rozbudowany system nośny, miękkie szelki i pas biodrowy tak jak w plecakach ultralight bardzo pomaga. Przyzwyczajenie pewnie też gra rolę. W każdym razie nie było mi niewygodnie na szczęście, tylko czasem ciężko.
      Używam prostego powerbanku z wymiennymi ogniwami, to najlżejsza opcja. Panele ważą więcej, bo akumulator do nich też trzeba nosić.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Nie, do paneli nic więcej nie potrzeba, tylko kabel USB. 😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Wtrącę się między wódkę a zakąskę ;)
    Swego czasu eksperymentowałem z panelami słonecznymi i sprawa nie jest wcale taka prosta. Żeby efektywnie przy zmiennej pogodzie móc naładować choćby baterię do aparatu fotograficznego w ciągu 1 dnia, panel musi mieć co najmniej 7-10 W mocy nominalnej. To się robi duże i wcale nie lekkie (>0.5-0.7kg). Nie da się ładować tylko na postojach, trzeba mieć przytroczona tę płachtę na plecaku w marszu.
    W praktyce zapas akumulatorków do aparatu (dużo zależy, czy to kompakt, bezlustro czy lustrzanka - kompakty żrą najwięcej) i duży powerbank do smartfona są wystarczające. O ile tylko mamy możliwość ładowania raz w tygodniu czy co kilka dni. W ekstremalnych warunkach i 2 tygodnie off-grid można wytrzymać. Oczywiście mówię o swojej praktyce, bo ktoś może mieć inne potrzeby. Ja np. korzystam z GPS w smartfonie okazyjnie, jako uzupełnienia nawigacji papierowo-kompasowej. Leśna z tego co wiem używa go jako podstawowego narzędzia, choćby ze względu na e-mapy szlaków długodystansowych.
    Jako,że moje eksperymenty z fotowoltaika na szlaku dotyczą ery przedsmartfonowej, nie jestem pewien, jaka moc panelu będzie wystarczająca dla samego telefonu. Podejrzewam,że wymagania są mniejsze. Dlatego nie wykluczam,że w dobrze nasłonecznionym kraju dałoby się tak funkcjonować i jakiś mały 5-6 W panel załatwiłby sprawę lepiej od powerbanka. Przy długiej wędrówce z rzadkim schodzeniem do cywilizacji miałoby to pewnie sens. Może Gosia zna parametry swojej solarnej ładowarki (model lub waga i moc znamionowa panelu) i napisze, czy i co poza telefonem ładowała? Oraz gdzie tzn. kraj, pora roku, pogoda. To byłyby b. przydatne dane. Mam nadzieję,że Agnieszka wybaczy nam te wrzutkę ;)
    Pozdrawiam
    -J.
    P.S. Ładowarka solarna nie musi mieć własnego akumulatora, są modele obu rodzajów. Ważne,aby była regulacja/stabilizacja napięcia wyjściowego, bo goły panel może nam przewoltować elektronikę niechcący ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile wiem sensowny panel musi być dość duży. Mój telefon jest mocno prądożerny. Powerbank załatwia wszystkie potrzeby elektroniki bez zbędnych komplikacji... Ale dyskusja ciekawa :-)

      Usuń
  5. Fakt, w trasie ładowałam tylko telefon, starą Lumię 635, na której miałam genialną aplikację RunTheMap (działa doskonale w trybie samolotowym, więc nie zżera tak baterii; niestety tylko na windows). Podłączona do panelu w jasny, niekoniecznie czysto słoneczny dzień przez kilka godzin marszu albo jazdy rowerem na odkrytym terenie miała cały czas 100% mimo włączonej i działającej bez przerwy apki. W cieniu leśnym było gorzej. W domu eksperymentalnie ładowałam też średniego powerbanka na parapecie w słoneczny dzień. Po niecałych 4 godzinach świeciły wszystkie diody kontrolne, więc uważam, że całkiem nieźle. A model to PowerNeed ES-4, 6W, waga 220g. Nie upieram się, że jest to najlepsze rozwiązanie, ale dla mnie okazało się zbawienne wobec braku dostępu do gniazdka elektrycznego. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czasie moich wędrówek zbyt często jest pochmurno i leje. Gdybym miała gdzieś długo być poza cywilizacją to taki panel byłby pewnie fajny - nie wiem, jakaś Afryka czy np. długi rejs. Akumulator nie jest faktycznie niezbędny, jeśli urządzenie pracuje podczas ładowania i kabel jest dość długi, ale u mnie by się to nie sprawdziło, mój aparat nie robi zdjęć podczas ładowania. Z telefonem nie mam problemu, ma wielką baterię. Korzystam z nawigacji offline i mogę ładować go co tydzień jeśli jestem w trybie samolotowym. Z powerbanku ładuję więc głównie aparat, na krótszych dystansach też czołówkę. Nie ładuję niczego w dzień, tylko w nocy - w śpiworze. Wtedy wszystko jest ciepłe i nie wytraca energii.

      Usuń
  6. Biegam ultramaratony w Altrach i akurat Olympusy sprawdzają mi sie nieźle w czasie biegów w skalistych i kamienistych górach. Rozbudowana pięta w podeszwie daje solidne i stabilne podparcie w czasie szybkich i trudnych technicznie zbiegów. Może po prostu to nie są buty do chodzenia a tylko i wyłącznie do biegania? Do chodzenia zdecydowania wybieram Lone Peaki, które z kolei na biegach dłuższych lub w mocno kamienistym terenie z racji słabszej amortyzacji mocno meczą mi stopy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Argument o tym, że nie są to buty do chodzenia był już podnoszony wielokrotnie, ale do mnie nie przemawia. Myślę, że jeśli komuś te buty odpowiadają do biegania to możliwe że odpowiadałyby też do chodzenia. I na odwrót. Biegam tylko na przystanek autobusowy, ale nie wyobrażam sobie biegania w Olympusach. Jednocześnie rozumiem, że są osoby, którym się w nich dobrze biega. Osobiście uważam, że ten model jest zaprzeczeniem idei naturalnego biegania, co było z początku założeniem Altry. Ale trzeba iść za popytem, a taka jest teraz moda i jak widać wielu osobom coś takiego odpowiada. Ciekawi mnie to zbieganie - naprawdę zbiegacie z pięty w butach zero drop? Wyobrażam sobie, że szeroka platforma może pomagać na łatwym szlaku (bez gęstych traw i luźnych kamieni) przy dużym zmęczeniu i już na tym etapie pewnej bezwładności. Ale zbiegania na piętę sobie nie umiem wyobrazić, przecież to gwarantowana kontuzja. Chyba, że chodzi o ten moment, kiedy po lądowaniu na przodzie stopy pięta zbliża się do ziemi (na zejściu to w dalszej fazie cała stopa dotyka podłoża).
      Nie zauważyłam właśnie tej zwiększonej amortyzacji w Olympusach, wydawały mi się bardzo podobne do Lone Peaków. Dopiero w Timpach odczuwam różnicę.

      Usuń